FELIETONYodeszłam z kościoła

Moja historia niewiary i budowania narodowej tożsamości w kontekście emigracji

Pionierskie trudy, rola kultury  

Był rok 2008, deszczowy początek nowego roku szkolnego, a ja dopiero co kończyłam osiemnasty rok życia. Chociaż byłam wtedy bardzo młoda, moje poglądy na religię katolicką, wiarę i religijność, ku ogromnemu oburzeniu bliskich oraz społeczeństwa, były już ukształtowane, a ja z dużą pewnością definiowałam siebie jako agnostyczkę. To słowo, które w tamtych latach nie było jeszcze tak popularne jak dzisiaj, wtargnęło do mojego życia, całkowicie wywracając moją wizję świata. Miałam wtedy niespełna czternaście lat i zafascynowana muzyką pewnego zespołu pochłaniałam teksty piosenek oraz wywiady z muzykami, w których podkreślali, jak ważne dla ich twórczości są ateizm, agnostycyzm oraz możliwość krytyki religii katolickiej.

To właśnie wtedy zrozumiałam, że świat, w którym żyłam, a którego rytm wyznaczała religia katolicka, nie był jedyną możliwością.

Że to, co uważałam za prawdę objawioną, jest tak naprawdę, tak jak wszystkie inne systemy wartości, ludzką kreacją. To wtedy też zrozumiałam, że moja wizja życia i wolności nie mieściła się w granicach tego świata, że to, co dla innych było odwiecznymi prawami, niezmiennym sposobem na życie, gwarancją bezpieczeństwa i zrozumienia świata, było dla mnie utwierdzaniem przemocy, przymusem utrzymywania toksycznych relacji, podążaniem wydeptaną ścieżką, życiem pod dyktando innych oraz zamykaniem się na możliwości przeżywania życia w zgodzie z sobą samym. Tak przeżywana codzienność i taka wizja życia oraz świata pchały mnie jeszcze dalej od kościoła i religii, a moje indywidualne decyzje spotykały się z powszechnym odrzuceniem i atakami. 

Rok przed moimi osiemnastymi urodzinami przeczytałam książkę francuskiego pisarza Victora Hugo “Rok dziewięćdziesiąty trzeci”, która nadała mojej wizji życia bez religii zupełnie inny wymiar.

Otóż okazało się, że istnieją społeczeństwa, w których religia jest wyłącznie sprawą prywatną, w których dzieci uczą się w klasach bez krzyży, w których nauczyciele matematyki nie pokazują dzieciom filmów o stygmatykach czy o aborcji, w których prezydent nie klęka przed duchownymi, w których ludzie żyją według swoich własnych potrzeb. To był moment przełomowy w moim życiu. Kiedy zamknęłam ostatnią stronę tej książki, podjęłam decyzję o wypisaniu się z lekcji religii oraz o całkowitym porzuceniu religii katolickiej. Równocześnie okazało się, że zostałam wyrzucona gdzieś poza społeczny margines, gdzieś poza polskość, która w każdym szczególe definiowała się przez kościół i przez religię katolicką. Ten zaś organizował również całe polskie życie społeczne, polityczne i kulturalne. Sądzę, że moja niewiara przyczyniła się również w pewnym stopniu do tego, że postanowiłam z Polski po prostu wyjechać. 

Nie przewidziałam jednak, że nawet na emigracji będę musiała stworzyć moją narodową tożsamość nie tylko w kontekście bycia emigrantką, ale również w kontekście bycia polską niewierzącą emigrantką, bowiem polonijne życie emigracyjne, tak jak to narodowe, kurczowo związane jest z religią katolicką, z tradycyjnym obchodzeniem różnych świąt – w większości polonijnych szkół rok szkolny stawia święta narodowe i kolędowanie na równi, a niektóre stowarzyszenia otwarcie współpracują z lokalnymi polskimi parafiami. Oczywiście nie jest to reguła, zwłaszcza, że sporo osób na emigracji to także osoby niereligijne, ale to nie one tworzą trzon życia polonijnego. 

W takim kontekście, z dala od Polski i Polaków, a także języka polskiego, tworzyłam moją tożsamość, na którą bardzo duży wpływ miała kultura i społeczeństwo francuskie. Ale w tym wszystkim, w tej całej mieszance byłam i jestem również ja, Polka. Ja Polka, której tożsamość narodowa ukształtowała się daleko od tej zredefiniowanej w ostatnich latach głównie przez młodsze pokolenia. Z dala od współczesnego powiewu wolności, który objął również Polki i Polaków ze Śląska, osoby o innym kolorze skóry, seksualności czy religijności. Oczywiście tej wolności towarzyszy szok i sprzeciw pewnej części społeczeństwa, ponieważ okazało się, że dzisiejsza polskość już nie mieści się w ramach katolickości, wymyka się z kultywowanych przez lata schematów narodowych. Tej nowej definicji polskości domaga się duża część współczesnego narodu polskiego, która chce po prostu być jego pełnoprawną częścią. 

W podobnej sytuacji jest wiele osób, które, tak jak ja, poszukują i potrzebują swojego miejsca w polskości.

Które zadają sobie pytanie: Czy jestem Polką, Polakiem? Co sprawia, że po tylu latach spędzonych na emigracji jestem i czuję się Polką, Polakiem? Czy Polska, ze względu na to kim jestem, pozwala mi na bycie Polką, Polakiem? Jak się czuję z pewnymi formami odrzucenia?

Czasami kiedy zadaję sobie te pytania, przypomina mi się definicja pojęcia tożsamości, według której jest ona przede wszystkim wewnętrznym przekonaniem człowieka o tym, kim jest oraz jego subiektywnym poczuciem przynależności do danego narodu. Zgodnie z tym wyłącznie jednostka może stanowić o tożsamości. To poczucie przynależności narodowej często też nie zależy od nas samych, jest wynikiem wielu czynników. 

Dlaczego zatem, mając obco brzmiące nazwisko, będąc Ślązaczką, emigrantką od prawie dziesięciu lat, która dosyć rzadko posługuje się językiem polskim, a do tego nie mieści się w ramach polskiej tożsamości katolickiej oraz identyfikuje się również jako Francuzka,  czuję się i określam siebie  również jako Polkę? 

Moje tożsamościowe credo

Jestem Polką, nie dlatego, że urodziłam się w Polsce, nie dlatego, że mam polskich rodziców, nie dlatego, że jestem katoliczką, nie dlatego, że mieszkam w Polsce, nie dlatego, że moja kultura jest wyłącznie kulturą polską, nie dlatego, że podziwiam polskie społeczeństwo i jego wartości. Jestem Polką, ponieważ los tego kraju leży mi na sercu. Jestem Polką, ponieważ za każdym razem kiedy patrzę na polski pejzaż, moje serce się ściska. Jestem Polką, ponieważ kiedy słucham Fryderyka Chopina, patrzę na obrazy Matejki, czytam Mickiewicza, czuję, że przynależymy do tej samej wspólnoty ludzi. Kiedy patrzę na Polaków pomagających dziś Ukrainie, jestem dumna, tak jak jest się dumnym z członków własnej rodziny. Jestem Polką, ponieważ kiedy mówię o Polsce, mówię: my, u nas, nasi, moje. Jestem Polką, ponieważ chociaż czuję się też Francuzką, wiem, że reprezentuję Polskę, daję jej świadectwo wśród innych. Jestem Polką, ponieważ na cierpienie Ukrainy patrzę jak na cierpienie braci, a nie jak na odległy kraj gdzieś na wschodzie. Jestem Polką, ponieważ tak po prostu czuję.

Paula Sauer

4.5 8 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Anna
Anna
19 dni temu

“Jestem Polką, bo tak po prostu czuję” – i nic nikomu do tego. Brawo! Ale żeby tylko więcej ludzi dawało innym swobodę samodzielnego definiowania siebie – siebie religijnego bądź nie, siebie seksulanego bądź nie, siebie patriotycznego bądź nie i siebie wielokulturowego bądź nie.. Niby tak oczywiste i proste, a jednak ile czasem trzeba się nawalczyć, żeby móc zwyczajnie, spokojnie sobie żyć…