EMIGRACJAFELIETONY

Jak zakochać się w kraju, w którym przyszło ci żyć?

Nie jest to oczywiście recepta uniwersalna, ale bardziej cząstka mojej historii, która może zainspiruje kogoś do poszukiwania tej wyjątkowej sympatii do kraju, w którym przyszło nam żyć. Nie zawsze przecież wybraliśmy ten kraj celowo, czasem jesteśmy tu dzięki zrządzeniu dziwnych przypadków i niespodzianek losu.

Dla mnie przeprowadzka do Szkocji była rezultatem wyboru pracy przez mojego męża.

Wybierał pomiędzy Derby w Anglii i Edynburgiem w Szkocji. Oba miejsca w Wielkiej Brytanii, ale jakże różne i jak różnie mogło się potoczyć przez to nasze życie. A przyjechaliśmy tu po dwóch latach na upalnej Malcie.

Tak, brzmi przewrotnie, ale chcieliśmy wyjechać ze słonecznej wyspy do o wiele chłodniejszej, zielonej i w naszym odczuciu normalniejszej Szkocji, która miała do zaoferowania bardzo dobrą opiekę kardiologiczną dla naszego syna, szersze możliwości przy ewentualnej zmianie pracy i w dalszej perspektywie szansę kupna domu i stabilizacji.

Malta jest cudowną wyspą na wakacje, ale nie jest dla mnie wymarzonym domem.

Pierwsze miesiące to czas na przystosowanie, poznanie codzienności we wszystkich jej wymiarach. Jeśli od razu zaczynasz pracę, to ona jest centrum twojego świata. Jeśli masz dzieci, musisz się odnaleźć w rzeczywistości szkolnej czy też opiekuńczo-przedszkolnej.

Do tego jeszcze trzeba ogarnąć wszystkie sprawy urzędowe czy zobaczyć jak funkcjonuje lekarz pierwszego kontaktu. W każdym kraju te sprawy działają inaczej i żeby poczuć się dobrze, potrzebne nam jest poczucie stabilnego gruntu pod nogami.

Gdy przeżyjesz wiele tych codziennych sytuacji w nowym kraju pierwszy raz, odetchniesz o wiele swobodniej i poczujesz się pewnie, a może nawet bezpiecznie. Z pozoru małe i nieistotne dla niektórych sprawy jak znalezienie lokalnej biblioteki czy miejsc, gdzie można kupić lepszy chleb albo dobre ciastko i kawę, to małe punkty stabilizujące.

Mój osobisty numer jeden w stabilizowaniu życia z dziećmi w nowym mieście i kraju to biblioteka (plus oczywiście odkrywanie placów zabaw za rogiem).

Pamiętam, że po około roku czułam się naprawdę dobrze w środowisku lokalnym. Oczywiście nie było tak, że ten rok spędziliśmy tylko w naszym mieście! Praktycznie od początku robiliśmy wycieczki do najbardziej znanych szkockich miejsc.

Najbardziej znane miejsca i zabytki danego kraju, które trzeba zobaczyć, przyciągają nie tylko turystów, ale i świeżo upieczonych lokalsów. Na początku mogłoby się wydawać, że lepiej skupić się na życiu lokalnym ale dzięki dalszym podróżom doświadczasz atmosfery całego kraju, możesz poczuć, że nie jesteś tylko w jakimś mniejszym lub większym mieście, ale całościowo w nowym kraju, z jego pięknymi miejscami, zabytkami, kulturą.

Gdzieś po drodze jest etap poznawania nowych znajomych, wsłuchiwania się w lokalny akcent, otaczania się ludźmi i to niesamowicie ważne mieć szansę, odwagę i chęć wchodzenia w nowe relacje.

Jednak dla takiego rasowego introwertyka jak ja na pokochanie Szkocji z całego serca najbardziej wpłynęło poznawanie jej w tych mniej międzyludzkich sytuacjach.

Ostatnim, jak na razie, etapem było dla mnie skupienie się na poznawaniu lokalnych mało uczęszczanych tras wędrówkowych i to one scementowały moją szkocką miłość.

Stało się też tak poniekąd dzięki przeprowadzce do innego regionu i następującym zaraz po tym lockdownom i covidowym ograniczeniom. Krajobraz lokalny zachwycił mnie nie mniej niż majestatyczne Highlandy. Wycieczki piesze trasami wolnymi od tłumów, dostrzeganie natury, a nawet moje szalone podejście “widzę górkę, więc już wkrótce się na nią wdrapiemy” sprawiły, że w każdym miejscu Szkocji widzę niesamowite piękno i jest mi tu zaskakująco dobrze (oczywiście tu powinna być gwiazdka z przypisem, bo codzienne problemy nie zniknęły i zdarza mi się mieć tej zielonej krainy chwilowo dość).

Dużego znaczenia dla mojego szkockiego przywiązania nabrało również poznawanie szkockiej historii.

Wiele tematów nasze dzieci przynosiły ze szkoły, a ja uwielbiam drążyć takie ciekawostki. Zafascynowaliśmy się dzięki temu znanymi lokalnie postaciami (John Muir, Andrew Carnegie), odwiedzamy małe muzea, które są w prawie każdej miejscowości (i choć na początku uważałam, że nie warto ich odwiedzać, to teraz uwielbiam) i wsiąkamy coraz bardziej w ten kraj.

Cały proces na pewno wymaga czasu, otwarcia się na to, co nowe i nastawienia, że coś fajnego z tego może jednak wyjść.

Obserwuję historie innych emigrantów i widzę, że działa to podobnie u nich i choć nie jest to żadna cudowna receptura, to z pewnością znowu bym ją zastosowała, jeśli przyszłoby mi się zadomawiać w nowym mieście czy kraju.

Urszula Płatek

5 2 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze