Felietonyna emigracji
Ktoś mądry powiedział kiedyś, że emigracja jest zawsze tylko w jedną stronę.

Niby zawsze możesz wrócić do kraju swojego urodzenia, ale nie jesteś już tą samą osobą, którą byłaś, kiedy wyjeżdżałaś. Mówi się też, że kiedy zmieniasz kraj, potrzeba mniej więcej pięciu lat, żeby odbudować swoją sieć społeczną (social network) w nowym miejscu. Jak więc utrzymać stare dotychczasowe przyjaźnie, ale też zawrzeć nowe, tak niezbędne do tego, żeby nie zwariować w nowej codzienności?

Moją koleżankę Klaudynę poznałam w piaskownicy za blokiem w 1991 roku.

To była przyjaźń od pierwszej piaskowej babki. Byłyśmy nierozłączne przez całą szkołę podstawową, wszystko robiłyśmy razem, aż pewnego dnia jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że rodzice postanowili wysłać Klaudynę po skończeniu szkoły, do ojca do USA, po lepsze życie. Najbliższa mi osoba, która znała wszystkie moje sekrety i towarzyszyła mi we wszystkich ważnych wydarzeniach, miała za chwilę zniknąć. Jednak żyjąc w Polsce lat 90., nie miałyśmy wątpliwości, że za wielką wodą będzie jej lepiej. Przynajmniej tak nam się wydawało.

Początki nigdy nie są łatwe i tak też było w przypadku Klaudyny.

Siedziałam i płakałam nad każdym otrzymanym od niej listem, w którym opisywała, jak samotna jest w obcym świecie. Polki to dla mnie superkobiety, ponieważ mają tę niesamowitą zdolność przystosowania się do każdych warunków i wyciągnięcia z każdej sytuacji najlepszego dla siebie. Klaudyna nie tylko odnalazła się w nowej rzeczywistości, ale nigdy nie przestała inwestować w siebie i swój rozwój. Wstąpiła do US Air Force. Służyła między innymi w Wielkiej Brytanii, Korei Południowej czy w Ohio i na Florydzie. Na Pacific University of Hawaii zdobyła dyplom z biochemii. Była dobrym człowiekiem, lubiła pomagać. Pracowała w centrum medycznym dla weteranów i praca tam sprawiała jej wiele radości. Rozważała szkołę pielęgniarską.

Chociaż ja też wyemigrowałam i zmieniałam kraje kilkukrotnie, to przez te wszystkie lata pozostałyśmy w kontakcie, odwiedzałyśmy się, wysyłałyśmy prezenty i pielęgnowałyśmy tę relację.

Była to dla nas niesamowicie cenna więź, bo czułyśmy, że bardzo dobrze się rozumiemy, a jedna dla drugiej jest my kind of person. Mogłyśmy mieć kilka tygodni przerwy w kontakcie, ale kiedy udawało nam się zdzwonić, to tak jakbyśmy rozmawiały wczoraj. Czysta przyjaźń pełna szacunku i życzliwości, bez oceniania, pouczania, zazdrości. Zawsze mogłyśmy na siebie liczyć, szczególnie w ciężkich chwilach. Pamiętam naszą ostatnią rozmowę, kiedy cieszyła się, że w końcu wszystko wychodzi na prostą i widzi światełko w tunelu, że odtąd wszystko będzie dobrze.

W 2020 roku, po trzydziestu latach przyjaźni, Klaudyna zginęła tragicznie.

Był to jeden z najgorszych dni w moim życiu. Była pandemia, ja zamknięta w Nowej Zelandii bez możliwości wyjazdu na pogrzeb. Poczucie beznadziei i bezsilności towarzyszyło mi przez pewien czas, ale przecież jestem Polką. Polką superkobietą. W głowie narodziła mi się myśl, że muszę zrobić coś, żeby podtrzymać pamięć o mojej wspaniałej przyjaciółce. Mój pomysł przedstawiłam koledze z Fundacji Lepsza Szkoła i tak w 2022 roku powstało stypendium naukowe im. Klaudyny Polewacz. W dwóch edycjach wyróżniliśmy do tej pory siedmioro stypendystek i stypendystów z regionu, z którego pochodzimy ja i Klaudyna. Osoby, które wyróżniają się postawą i wynikami, pomimo różnych przeciwności losu. Rozdanie odbywa się 27 grudnia, w urodziny Klaudyny.

Zrobiłam w swoim życiu wiele rzeczy: obroniłam doktorat w Wielkiej Brytanii, pracowałam w dużych, znanych firmach, mam na koncie kilka patentów i wywiad w Dzień Dobry TVN, jednak nic nie dało mi takiej radości i satysfakcji jak stworzenie czegoś co sprawi, że pamięć o mojej przyjaciółce będzie trwać, pomimo upływu czasu – stypendium naukowe jej imienia. Jest to bez wątpienia jedna z najważniejszych rzeczy, które do tej pory zrobiłam.

Każdego roku czekam, aż otworzymy nabór wniosków.

Żyjemy w dziwnych czasach, w których promowana jest bylejakość i normalizowany egoizm. Kiedy czytam zgłoszenia młodych ludzi, w których opowiadają o swoim życiu, tym co robią pomimo trudności, które ich dotknęły w tak młodym wieku, wraca mi uśmiech i wiara w człowieka, a w głowie nieustannie kołaczą się słowa Niemena “Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim, nie”. Patrzę na każdego z naszych laureatów i widzę siebie dwadzieścia lat temu.

Pomoc finansowa jest tu sprawą drugorzędną. Mam cichą nadzieję że dzięki temu wyróżnieniu poczują wiatr w żaglach, wiarę i motywację, aby przeć do przodu, nigdy się nie poddawać, nie zbaczać z wytyczonej ścieżki do spełniania marzeń i pomimo wybojów, pozostać dobrym człowiekiem, takim jakim była Klaudyna.

Iza

Stypendium naukowe im. Klaudyny Polewacz

4 8 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Małgisia
Małgisia
1 miesiąc temu

Bardzo ważny tekst. Tak wiele znajomości umiera na odległość. Gratuluję takiej inicjatywy i śmiem twierdzić, że zyskałaś znacznie więcej, niż wieloletnią przyjaźń. Dostałaś skrzydła.