Felietony

Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłam, wiedziałam, że na długo zostanie w mojej pamięci. Krucha, drobna sylwetka, twarz pomarszczona jak wyschnięty owoc, ręce tak chude, że przy zginaniu z pewnością musiała uważać, aby nie złamać ich na pół. Jej przerzedzone włosy delikatnie unosił wiatr. Kwiecista spódnica do kostek falowała z każdym mocniejszym podmuchem powietrza. Biała, przewiewna bluzka mieniła się w promieniach słońca. W końcu było lato. Siedziała na ławce, obok metalowego balkonika, gdzie w koszyku tkwiła mała, brązowa torebka. Skinęłam jej głową na dzień dobry. Raczej nie była Szwajcarką, wyglądała południowo. Może Włoszka? 

Widok samotnej, starszej kobiety, siedzącej nieruchomo jak posąg na ławce, ścisnął mnie za serce. Dzień był ciepły i pogodny. Na zewnątrz wysypały się dzieci z pobliskich bloków: jedne kopały piłkę między drzewami, inne ścigały się na elektrycznych hulajnogach. Wszystkie, bez wyjątku, krzyczały wniebogłosy. Grupa nastolatków szła przez plac, wpatrzona w swoje smartfony. Jakaś para trzymała się za ręce. Drobny mężczyzna z papierosem w ustach spieszył się w stronę przystanku tramwajowego. Dwie kobiety w średnim wieku ciągnęły za sobą wózki wypchane zakupami, szły jedna za drugą, raczej się nie znając, choć pewnie były w tym samym sklepie za rogiem. Przyszło mi na myśl, że chyba jestem jedyna. Chyba nikt nie zwrócił uwagi na starszą kobietę, a ona przecież też tam była, w tamtej chwili jako element osiedlowego krajobrazu. Musiała przecież wyjść z mieszkania i zaciskając dłonie na uchwytach balkonika, dotrzeć aż na ławkę. Siedziała tam sama, patrząc na świat dookoła, bo co więcej mogła mieć do roboty. Zrobiło mi się jej żal. 

Tego dnia dużo myślałam o starszej kobiecie, ale potem przyszły kolejne dni i okazało się, że będzie jej coraz więcej. Za każdym razem siedziała na innej ławce.

Towarzyszył jej jedynie balkonik i brązowa torebka w koszyku. Nie powinno mnie dziwić, że tam była. W końcu na nowym osiedlu, do którego wprowadziłam się tego lata, mieścił się Altersheim, czyli dom spokojnej starości. Za każdym razem, kiedy obok niej przechodziłam, kiwałam jej głową. Odpowiadała mi delikatnym skinięciem i ledwo zauważalnym uśmiechem. Zastanawiałam się, czy podejść do niej i zagadać, ale nie wiedziałam o czym, zresztą miałam na głowie mnóstwo innych spraw. 

Jakiś czas potem odwiedzałam mojego wujka w Polsce. Wujka, który tak naprawdę jest młodszym bratem mojego dawno zmarłego dziadka. Ma 93 lata i ostatnio kupił sobie laskę do podpierania się. Zaczął też chodzić na spacery, o których bardzo chętnie mi opowiadał. Miały one zawsze ten sam schemat: zaczynały się wyjściem z bloku i drogą na przystanek. Potem była jazda autobusem do centrum miasta. Z przystanku trzeba było dojść pod ratusz, aby wreszcie móc usiąść na ławce mieszczącej się w cieniu wielkiego kasztana. Wujek potrafił siedzieć tam przez długi czas. Siedział i patrzył: na stado gołębi dreptających po płycie rynku, na grupę rozwydrzonych uczniów z pobliskiej szkoły, na ludzi rozchodzących się we wszystkie strony świata. Oczy wujka błyszczały, kiedy opowiadał mi o tych spacerach. Ton głosu lekko się nasilał, a kąciki ust wznosiły ku górze. Jego spacery były pełne uważności, a wdzięczność, którą odczuwał za każdą chwilę spędzoną samotnie na ławce w rynku, bardzo mi się udzieliła. I chyba właśnie wtedy coś zrozumiałam.

Wróciłam do Zurychu. Idąc przez osiedlowy plac do mieszkania, znów ją zobaczyłam. Tym razem siedziała na balkoniku między drzewami, gdzie jeszcze chwilę temu kilkulatki ganiały za piłką.

Jej ręce wspierały się na oparciach, w koszyku tkwiła brązowa torebka. W cieniu gałęzi drzew umiejętnie chowała się przed lipcowym skwarem. Zbliżałam się w jej stronę i już chciałam jej skinąć głową na dzień dobry, gdy nagle usłyszałam donośny głos z tyłu: Ciao ragazza! Kobieta wyciągnęła dłoń i delikatnie pomachała. Jej twarz subtelnie zmarszczyła się w uśmiechu. Skinęłam jej głową, choć wiedziałam, że nie machała do mnie, lecz do młodych chłopaków, którzy właśnie wyprzedzali mnie na deskorolkach. Ścisnęłam w dłoni smartfona, porządkując w głowie listę spraw, które tego dnia były jeszcze do załatwienia. Starsza kobieta opuściła dłoń, siedziała dalej i patrzyła, również na mnie. Myślałam, że nie mam jej czego zazdrościć i może być mi jej tylko żal. Jak bardzo się myliłam.

Karolina Duszka

5 5 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Eliza
Eliza
1 miesiąc temu

To przecież my, za chwilę. Przysiądź się, zagadaj. Najwyżej posiedzicie w milczeniu, albo wyciągniesz smartfona, żeby ukryć zakłopotanie i niepewność 🙂