Felietonywaginam śmiało ciało

„Klaudi… za bardzo widać Twoją (pewnie super) waginę…” – kolega skomentował wrzuconą przeze mnie na prywatny profil w mediach społecznościowych relację z domowej sesji jogi. 

I nie w celu tłumaczenia się (przecież nie mam z czego), a nakreślenia wyraźniejszego obrazu sytuacji, wyjaśnię: miałam na sobie szare legginsy i absolutnie NIC się na nich nie odznaczało. A szkoda.

Rozmowa poszła dalej; dowiedziałam się, że mam super osobowość, jestem elokwentna i „lepsza niż to”. Niż co? Niż moja wagina? Na koniec spytał: „chcesz by ludzie zapamiętali cię jako super sexy dupę (do przer….nia) czy pisarkę?”

– – Pauza na zadumę. – –

Nie wiem od czego zacząć, więc walę na oślep; kolega jest tak zwanym naukowcem. Pracuje dla europejskiego uniwersytetu, na którym prowadzi badania nad… spektrum wizji ludzkiego oka (jeśli to czyta, to teraz już na pewno nie ma wątpliwości, że to o nim piszę). Wygląda na to, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, bo jego własny wzrok ma spektrum wybitnie szerokie – z wbudowanym filtrem odzieży, jak powyższy przykład dowodzi.

I mogłabym to przemilczeć albo obśmiać. Albo powiedzieć „ach te chłopy, im tylko jedno w głowie!”. Ale nie. Tym razem stanę sztywno, jak prącie w erekcji, i sprzeciwię się takiej formie ataku na kobiece ciało i umysł. Bo ja jestem z betonu, ale przecież nie zawsze pada na mnie; czasem trafi na glinę i się na niej odciśnie.

Zacznę od tego, że ludzie – niezależnie od wieku, narodowości, wyznania czy STOPNIA EDUKACJI, potrafią być zwykłymi prostakami, niemającymi poszanowania dla przestrzeni drugiego człowieka. Również to, że ktoś zdobył status społeczny, nie upoważnia go do traktowania ludzi z góry i mówienia im jak „być powinno” – pamiętajmy o tym, bo często bezrefleksyjnie przyjmujemy czyjeś autorytety, zapominając, że to ten głos w środku powinien przemawiać do nas najgłośniej.

Tyle w kwestii słuchu, wracając jednak do wzroku i jego spektrum; patrzmy na siebie z self love – tak wiele się o tym mówi, a tak niewiele robi. Chamstwo wokół zawsze będzie i nie namawiam byśmy były na nie ślepe (bynajmniej), ale nie pozwólmy też by zakłóciło nam wizję… nas samych. 

Walory zewnętrzne nie umniejszają tym mózgowym. Bądźmy dumne ze swoich odznaczających się na bluzce sutków, krągłych pośladków, apetycznych krągłości i waginy. Jesteśmy kobietami i są nasze – i tak samo jak nam, tak i im należą się szacunek i miłość. 

A na koniec powiem to, co odpowiedziałam mojemu koledze:

Nie muszę wybierać, mogę być wszystkim.

Mogę być seksbombą, intelektualną rakietą, panną do tańca, do różańca albo obydwu. 

Mogę. Ty też możesz. MożeMy.

Płońmy ogniem – tak tym seksualnym jak intelektualnym. A jak dla kogoś to za dużo, to niech od tego ognia spłonie. 

W żarze kobiecości sporo prochów. A żar wciąż czerwony, gorący. I lepiej się przy nim grzecznie grzać, niż dolewać oliwy – bo wtedy wybucha i parzy.

A ja? Ja wy(a)ginam śmiało ciało, i nigdy nie będzie mi mało!

Klaudia

4.5 6 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze