FELIETONY

Lubię, kiedy w domu pachnie smażonym kotletem mielonym. Kiedy tłuszcz głośno skwierczy na żeliwnej patelni, a mama ciężko wzdycha do strzelającego po ścianach oleju. I może myśli sobie nawet, że znów po obiedzie rozboli ją brzuch, ale przecież to już taka norma i ona bardzo dobrze wie, jak temu zaradzić. Tak jak wie, jak zaradzić opuchliźnie po ukąszeniu natrętnej pszczoły czy żółtej plamie nieznanego pochodzenia na ulubionej białej koszuli. Ona wie i już. Z takim specjalistą się nie negocjuje. Bo i po co, skoro każda porada działa na piątkę z plusem? 

I w dodatku jest za totalną darmoszkę!

Lubię sobie poczytać przy lekko uchylonych drzwiach mojego-nie mojego pokoju. Bo on też należał do rodzeństwa, a teraz wpada w ręce tego, kto pierwszy (ten lepszy!) ogarnie się z terminem. A że gości jest tutaj często i gęsto, we wszystkich sezonach i porach roku, zdarza się, że ściany pękają w szwach i już absolutnie nikogo więcej nie da się wcisnąć. No chyba, że wnuki. Bo miejsce dla słodkich berbeci nie podlega żadnej dyskusji. 

Czasem mnie ta komnata dusi, zgniata jak małego żuczka ciężki but przypadkowego przechodnia. Przypomina mi, że to właśnie tutaj nasiąkłam lękami i rywalizowałam o miłość. Ale w dobre dni pamiętam, że to też właśnie tutaj stałam się jedyna w swoim rodzaju i drugiej takiej sztuki żadna sztuczka ponownie na świat nie wyczaruje. 

Lubię poczuć chłodny przeciąg kołyszący dzierganą na szydełku firanką, który łaskocze mnie po moich bosych stopach, a którego tak bardzo boją się moi skuleni z zimna rodzice. Bo to przecież katar zaraz jakiś, albo nerki przewieje, albo co gorsza smukłe palce powykręca. A ja gdy tylko poczuje ten delikatny wiaterek na mojej skórze, przywołuję w pamięci gorące wakacje sprzed trzydziestu lat i tę beztroskę, która towarzyszyła mi przez całe dwa miesiące. Bo przeciągiem to byłam ja – szczerbaty chudzielec pełen energii, radości i wiatru we włosach, którym daleko było do idealnej fryzury Ali z elementarza pierwszoklasisty. Chyba nawet jej kot prezentował się wtedy lepiej w kokardzie na swojej wyczesanej sierści. Ale czy był z tego powodu bardziej szczęśliwy niż ta mała rozbrykana dziewczynka z nierównymi kosmykami opadającymi na czoło? 

Lubię przytulić się do drzewa, które dzięki magii rąk mojego taty zapuściło silne korzenie w suchej ziemi w dniu, w którym na świat przyszła moja najmłodsza siostra. Niespodziewana, wyczekiwana, wytulona, wyjątkowa. Moja. Jedyna. Czy świat byłby taki sam bez jej uśmiechu i dobroci serca?

Lubię wracać w miejsca zakurzone, pełne pajęczyn i uwięzionych w nich wspomnień, które raz kłują stęsknione serce, a przy innej okazji napełniają go dumą i ciepłem domowego ogniska. 

Lubię wracać. 

Kasia Sosińska


5 3 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze