Jak zamieszkałam w Wietnamie

Jak zamieszkałam w Wietnamie

Nigdy nie marzyłam o zamieszkaniu w Wietnamie. Tak naprawdę przed wyjazdem nie wiedziałam o tym kraju prawie nic. Moje skojarzenia ograniczały się do wojny, stożkowych kapeluszy i zupy pho. Jak więc Hanoi stało się moim drugim domem?

Podróż, która zmieniła wszystko

Będąc na trzecim roku studiów, czułam, że potrzebuję zrobić sobie przerwę. Od rutyny, brzydkiej pogody i tego samego otoczenia każdego dnia. Postanowiłam wziąć dziekankę i wybrać się w podróż do Azji. Myślałam, że ktoś ze znajomych będzie chciał mi towarzyszyć, ale gdy tylko usłyszeli o planie, pukali się w czoło. Nie pozostało mi więc nic innego, niż samej kupić bilet, spakować plecak i wyruszyć w drogę…

Totalnie zakochałam się w Azji Południowo-Wschodniej – w uśmiechniętych ludziach, słonecznej pogodzie i pysznym jedzeniu. Czułam, że odnalazłam swoje miejsce na Ziemi. Podróżowanie bez planu, pośpiechu i biletu powrotnego było jednym z najlepszych doświadczeń w moim życiu.

Z czasem środki na dalszy wyjazd zaczęły się kończyć, a ja nie chciałam jeszcze wracać do Europy. Byłam akurat w Birmie, gdy na jednej z grup na Facebooku natknęłam się na ogłoszenie o pracy nauczyciela angielskiego w Wietnamie. Postanowiłam aplikować. Internet w Birmie nie należał do najszybszych, jednak po kilku przerwanych połączeniach na Skype udało się dokończyć rozmowę. Dostałam pracę! W dodatku z zakwaterowaniem i wyżywieniem. Z radością wydałam ostatnie pieniądze na bilet do Hanoi. Za dwa tygodnie miałam zacząć zajęcia.

Pierwsza lekcja

Zanim przystąpiłam do nauczania, sama dostałam kilka lekcji. Pierwsza z nich brzmiała: ważnych rzeczy w Wietnamie nie załatwiaj przez Internet. Rozmowa kwalifikacyjna na Skype, a rozmowa w realu to dwie różne rzeczy. Dzień przed wylotem napisałam do szkoły wiadomość z informacją, o której godzinie będę na lotnisku (wcześniej zapewniali, że mnie odbiorą). Okazało się, że potrzebowali nauczyciela, który zacznie pracę szybciej i na moim miejscu jest już ktoś inny…

Miałam więc bilet do Wietnamu, ostatnie pieniądze w portfelu i jeden dzień na obmyślenie dalszego planu. Zaczęłam rozglądać się za wolontariatem i udało mi się nawiązać kontakt z centrum językowym,  które akurat pilnie potrzebowało nauczycieli. Szkoła mieściła się na obrzeżach Hanoi i oferowała dość spartańskie warunki. Dom wolontariuszy wyglądał tak, jakby nikt nie sprzątał w nim od kilku lat – po pokojach grasowały szczury i karaluchy. Całe szczęście byłam już po kilku miesiącach spania w tanich hostelach, więc czułam się gotowa do przetrwania w każdych warunkach.

Tak rozpoczęła się moja przygoda z nauczaniem angielskiego w Wietnamie. Po zakończonym wolontariacie znalazłam pracę i tym sposobem planowany trzymiesięczny pobyt w Azji przedłużył się do… 1,5 roku.

Początki nie były łatwe. Musiałam zmierzyć się z różnicami kulturowymi, nieuczciwymi pracodawcami oraz dziećmi próbującymi wskoczyć na głowę. Z czasem poznałam panujące zwyczaje, zdobyłam przydatne doświadczenie i nauczyłam się mówić po wietnamsku.

Miejska dżungla

Hanoi nie zrobiło na mnie na początku dobrego wrażenia. Z pierwszego dnia pamiętam pulsujący ból głowy spowodowany mieszanką hałasu, przerażającego ruchu drogowego i smogu. Z czasem zaczęłam jednak coraz bardziej lubić to miejsce. Nieokiełznany ruch drogowy stał się artystycznym nieładem, a hałas elementem dodającym miastu życia. W Hanoi zawsze coś się dzieje. Tu ktoś śpiewa karaoke na ulicy, tam pięcioosobowa rodzina na skuterze wyprzedza chłopaków przewożących lodówkę (również na skuterze). Na każdej ulicy znajduje się mnóstwo kawiarni i restauracji z pysznym i tanim jedzeniem.

Trudno słowami opisać atmosferę panującą w stolicy Wietnamu. Aby poczuć klimat miasta, trzeba usiąść obok lokalnych mieszkańców na małym, plastikowym krzesełku przy jednej z gwarnych ulic. Poczuć zapach świeżego pho bo, wsłuchać się w ryk silników i odgłosy klaksonów. Hanoi można pokochać lub znienawidzić, ale na pewno nie zostanie się wobec niego obojętnym.

Być nauczycielem w Wietnamie

Zawód nauczyciela w Wietnamie wiąże się z dużym szacunkiem i prestiżem. Moje asystentki oraz menadżerki nie zwracają się do mnie po imieniu, ale zawsze „nauczycielko”. Według wieloletniej tradycji rolą nauczyciela jest nie tylko przekazywanie wiedzy, ale także wartości moralnych i życiowych drogowskazów. Oprócz bycia edukatorem, powinien on być autorytetem i wzorem do naśladowania.

W wielu wietnamskich szkołach obowiązuje surowa dyscyplina. Stosowanie kar cielesnych jest w teorii zakazane. Zdarzało mi się jednak być na zastępstwach w placówkach, w których drewniane linijki oprócz mierzenia odcinków miały także inne zastosowanie. W wielu miejscach, szczególnie w szkołach publicznych na prowincjach, bicie uczniów jest wciąż popularną formą utrzymania porządku. Całe szczęście odchodzi się już od tej praktyki.

Podróż w głąb kultury

Moją pasją od zawsze było podróżowanie. Podczas odwiedzania innych krajów najbardziej fascynowała mnie możliwość poznania lokalnych ludzi, ich zwyczajów i tradycji. Trudno jednak było zagłębić się w daną kulturę, będąc w kraju tydzień czy dwa. Dopiero zamieszkanie za granicą dało mi możliwość przyjrzenia się codziennemu życiu ludzi i usłyszenia historii, które nie są opisane w żadnych przewodnikach. Przeprowadzka do Wietnamu, choć nieplanowana, okazała się być jedną z najlepszych decyzji w moim życiu.

Daniela Pietkun

Zakochana w Azji Południowo-Wschodniej. Dwa lata mieszkała w Wietnamie. Obecnie przebywa w Wilnie, gdzie studiuje i pracuje jako dziennikarka w lokalnej telewizji. W wolnym czasie tańczy salsę, uczy się hiszpańskiego i planuje kolejne podróże. Marzy jej się Ameryka Południowa. Pije za dużo kawy i je za dużo czekolady. Autorka bloga Żółwim krokiem.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o