Felietonyedukacja domowa

Chada przyjechała do szkoły na skuterze. W bramie jak co dzień czeka na nią nauczycielka. Sawadee kha khruu (dzień dobry)! Niby miło, a jednak w tym momencie nauczycielka uważnie taksuje wygląd Chady, sprawdzając, czy aby włosy upięte (młodsze dziewczynki mają mieć włosy podcięte do brody i grzywkę) i czy spódnica ma odpowiednią długość. Kara za nieprzepisowy strój to kilka uderzeń bambusowym kijkiem po łydkach lub dłoniach. Chada przechodzi pomyślnie ten powtarzany codziennie test i zaraz zacznie lekcje. Witajcie w tajskiej szkole!

Na system edukacji w Tajlandii składają się szkoły państwowe, prywatne tajskie i międzynarodowe. Chada zaczęła swoją szkolną przygodę od trzyletniego przedszkola, które po tajsku nazywa się anuban, jednak zapisanie dziecka do takiej placówki nie jest obowiązkowe. Obowiązek szkolny zaczyna się od szóstego roku życia, kiedy dzieci zaczynają sześcioletni prathom (szkołę podstawową). Później czeka je kolejne sześć lat w  matthayom, odpowiedniku naszego dawnego gimnazjum i liceum. Poziom niższy matthayom (3 lata) jest obowiązkowy. Po trzeciej klasie Chada podejdzie do narodowego testu O-NET i na podstawie jego wyników będzie mogła aplikować do kolejnych klas (4-6), które mają ją przygotować do pójścia na studia albo wybierze dalszą edukację w szkole zawodowej. Oba poziomy matthayom oferują specjalne programy – English Programme, w którym dzieci uczą się głównie po angielsku oraz Gifted Programme dla tych bardziej utalentowanych. Szkoły z angielskim programem jak lep na muchy od lat przyciągają nieopierzonych Anglików czy Australijczyków, którzy często bez jakiegokolwiek wykształcenia zostają tutaj nauczycielami. Obcokrajowcom do uzyskania pozwolenia na pracę w szkole wystarczy dyplom ukończenia studiów. Jakichkolwiek. I chociaż niektórzy odnajdują się w nauczaniu, to większość z tych przypadkowych nauczycieli nie wytrzymuje nawet do końca semestru. Czemu? Praca w tajskiej szkole jest ciężka.

Dzień w szkole zaczyna się od monotonnego apelu, podczas którego dzieci śpiewają hymn i wciągają flagę na maszt.

Lekcje trwają 50 minut i nie ma między nimi przerw, zmieniają się tylko nauczyciele. Jest jedna godzinna przerwa obiadowa. Trudno więc się dziwić, że mali uczniowie, których o zgrozo bywa w jednej klasie nawet pięćdziesięciu, nie mogą usiedzieć w ławkach, są znudzeni, nie mogą się skupić i zaczynają przeszkadzać. Tajskie szkoły borykają się z wieloma problemami, a jednym z nich jest uciekanie się do stosowania przemocy wobec uczniów przez zdesperowanych nauczycieli (pomimo tego, że w tajskim prawie jest to zabronione). W Internecie znaleźć możecie obrazki przedstawiające belfrów przechadzających się po klasie z bambusowym kijem do dyscypliny w dłoni. Taki gadżet można zakupić nawet na Lazadzie (tajska platforma zakupowa online). Mam wrażenie, że dyscyplina i posłuszeństwo to dwa główne filary tajskiej szkoły. Hierarchia również, co widać gołym okiem w Dzień Nauczyciela, kiedy dzieci podchodzą do wychowawców na kolanach, oferując im kwiatowe girlandy puang ma lai w podzięce za to, że chcą ich uczyć. To uczenie często polega jednak na przepisywaniu fragmentów książek do zeszytu czy wkuwaniu do testów, które są tu ulubioną formą sprawdzania wiedzy. 

Tajskie szkoły to jednak nie tylko terror rodem z serialu “Dek Mai” (Girl from Nowhere – polecam!). I tutaj znajdą się wspaniali nauczyciele z powołania oraz uczniowie, którzy mają motywację do organizacji różnego rodzaju imprez, śpiewają, tańczą, malują czy układają wiązanki z kwiatów.

Pomimo wspomnianego wcześniej nacisku na dyscyplinę jest więc również miejsce na kreatywność. Najbardziej jednak podoba mi się w tajskich szkołach wszechobecna tolerancja osób LGBTQ. Jesteś gejem? Ladyboyem? Chłopakiem z ustami pomalowanymi szminką? Aray go dai (wszystko jest ok)!

Szkoły międzynarodowe mają niewiele wspólnego z tajskimi, może oprócz tego, że i w nich dzieci chodzą w mundurkach.

Co ciekawe, w obu rodzajach placówek uczniowie, którzy sobie nie radzą, nie zostają na kolejny rok w tej samej klasie. W szkołach tajskich obowiązuje polityka no fail (każdy zdaje, po co denerwować rodziców?), a w mojej międzynarodowej szkole nie ma egzaminów (do pewnego poziomu). Dziecko może powtórzyć klasę np. ze względu na niedojrzałość emocjonalną, ale uzależnione jest to od zgody rodziców. Czesne za szkołę międzynarodową liczone jest w milionach bhatów rocznie. Dzieciom ekspatów opłacają je firmy, które ściągają do Tajlandii swoich pracowników np. z Europy. Dla Tajów szkoła międzynarodowa to prestiż. Niestety w całej Azji pokutuje przekonanie, że to co z zachodu jest lepsze. Choć trzeba przyznać, że małe klasy, super zaplecze, wszystkie lekcje po angielsku i szereg zajęć dodatkowych brzmi jak edukacja na najwyższym poziomie. Szkoły międzynarodowe dzielą się na brytyjskie i amerykańskie oraz te przygotowujące do międzynarodowej matury (IB). Każdy z tych systemów ma swoje plusy i minusy. Jednym z minusów pracy w mojej szkole jest bardzo długi dzień. Dzieci są w niej od 8 do 17 lub 18. 

Niedawno obchodziliśmy w szkole Wai Khruu (Dzień Nauczyciela).

To jedno z najważniejszych świąt w tajskim roku szkolnym. W Azji zawód nauczyciela, obojętnie czy w szkole prywatnej czy państwowej, cieszy się ogromnym szacunkiem. Wielokrotnie spotykałam się z podziwem i uznaniem, kiedy wspominałam że nie jestem turystką, lecz uczę w szkole. Khun pen Khruu lo? (jesteś nauczycielką, serio?) Jestem. Pen khruu. Te słowa zawsze wypowiadam z dumą.

Anna Kapyś

5 6 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Awatar użytkownika
Kasia
1 rok temu

Mam bardzo podobne doswiadczenia ze szkoly w Wietnamie. Przeliudnione klasy, kary cielesne, poranne apele, zagraniczni nauczyciele bez przygotowania pedagogicznego. I w tym wszystkim ogormny szacunek do beflrow. W Chinach uczylam w przedszkolu prywatnym. I choc tam nie uzywano kar cielesnych, to byl ogromny nasick na nauke juz w bardzo wczesnym wieku. Masa zajec z krotkimi przerwami. Dwa zupelnie rozne doswiadczenia dla mnie. Nigdy nie zapomne momentu kiedy jedna z moich klas bardzo zle sie zachowywala, a jdna z dziwczynek przyszla do mnie z drewniana linijka i lamanym angielskim instruowala mnie jak i na kim tej linijki uzyc. Bylam tez swiadekiem… Czytaj więcej »