Felietonykiedy nie było internetu

– Nie byliśmy nigdzie po ślubie, chcesz pojechać do Mekki czy do Jerozolimy? – zapytał mnie mój mąż kilka lat temu, a ja byłam zła, że każe mi dokonać takiego wyboru. No bo jak wybrać? Wielokrotnie snuliśmy plany, jak cudownie byłoby udać się w oba miejsca.

– Patrząc na to, co się tam dzieje, może lepiej odwiedzić Al Aksę, dopóki można i dopóki jeszcze istnieje – odpowiedziałam po namyśle ze smutkiem. Tak też zrobiliśmy. Tuż po powrocie, jak zawsze, poukładałam myśli w pamiątkowy felieton z podróży.

Należę do tych osób, które przykładają dłoń do mokrego bruku, by poczuć jak bije serce miasta.

Biegam po nim z aparatem, próbując uchwycić choć odrobinkę jego duszy, by móc w kieszeniach przemycić trochę na później i wracać do słodkich wspomnień w długie zimowe wieczory… Ostatecznie zostawiam w każdym z tych miejsc cząstkę siebie, by wracać do nich w samotnych momentach, kiedy zamykam oczy na dłużej, odświeżając odczucia, zapachy i widoki tak intensywnie, że niemal jestem w stanie uwierzyć w teleportację.

Każdy, kto choć raz zakochał się w deszczowym Amsterdamie czy innym Paryżu nocną porą, koniecznie powinien odwiedzić Jerozolimę.

Al Quds, jak zwą ją Arabowie, to miejsce oferujące ogrom doświadczeń. Miasto, które porywa w podróż w czasie, duchowość zaś jest w nim niemal namacalna, niezależnie od tego, w co się akurat wierzy. Ten klimat, ci ludzie, te zapachy, to niebo i to miasto; oto sen, z którego nie chcę się wybudzić.

Sznur przepięknych wspomnień, szczerych serc i ciepłych dusz. Mnóstwo uśmiechów, uścisków, podziękowań oraz wspólnych posiłków, a karmiono nas niemal wszędzie, gdzie się pojawiliśmy. 

Nigdzie przedtem nie otrzymałam tyle miłości i tylu modlitw od przechodniów, nigdzie przedtem nowo poznani ludzie nie nalegali, by przyjść na obiad do ich domu, nigdzie przedtem świeże daktyle i kolejne kubki zielonej herbaty nie pojawiały się przede mną zupełnie znikąd.

Stare Miasto od setek lat takie samo, brzęczące gwarem tłocznego bazaru za dnia, zimne i puste późną porą. Raj na ziemi dla miłośników hummusu, chałwy i nugatu. Krajobrazy Jerozolimy wahają się od gęsto zaludnionych okolic po soczyście zielone wzgórza i tereny niemal pustynne, stepy i beduińskie baraki.

To jedyne w swoim rodzaju miejsce na ziemi i wcale nie dziwią mnie tłumy ściągające z wszystkich zakątków świata; każde z nas życzyło sobie przed wyjazdem, by choć na moment wrócić jeszcze kiedyś do szlachetnego Al Quds.

Sadeemka

5 3 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze