Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/klubpole/domains/klubpolek.pl/public_html/wp-content/plugins/revslider/includes/operations.class.php on line 2758

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/klubpole/domains/klubpolek.pl/public_html/wp-content/plugins/revslider/includes/operations.class.php on line 2762

Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /home/klubpole/domains/klubpolek.pl/public_html/wp-content/plugins/revslider/includes/output.class.php on line 3706
Jak się nauczyć języka (nie tylko) na emigracji? cz. 1 - Polki na Obczyźnie

Jak się nauczyć języka (nie tylko) na emigracji? cz. 1

Jak się nauczyć języka (nie tylko) na emigracji? cz. 1

Polki to zdolne bestie! Wiele dziewczyn mieszkających na obczyźnie włada pięcioma lub sześcioma językami, niektóre żyją w wielojęzycznych rodzinach, inne same prowadzą kursy językowe. Dziś dzielą się swoimi sposobami na poznawanie języków obcych i opowiadają, jak wygląda ich nauka – na emigracji i nie tylko.

“Nauka języków obcych to moja pasja od zawsze. Jeszcze w komunistycznej Polsce sylabizowałam pierwsze niemieckie czytanki, z pasją analizowałam wpisy w ilustrowanym słowniku języka rosyjskiego i wierciłam dziurę w brzuchu wszystkim, którzy jakiś język poza ojczystym znali. Potem był angielski, którego w większości także nauczyłam się sama. Następny był niderlandzki – tutaj podeszłam do sprawy profesjonalnie, bo zapisałam się po prostu na studia i od razu zaatakowałam ten język okiem filolożki. Po przeprowadzce do Niemiec, zapisałam się na francuski, który do dziś jest jedynym językiem, do którego nie zapałałam miłością. Jeśli nie udało się z francuskim, to rzuciłam się na czeski i przypomnienie rosyjskiego. A potem w pracy islandzki, bo dlaczego nie?” – opowiada Ania Bittner (Niemcy / Portugalia, www.przeczytalamksiazke.blogspot.com/)

Utalentowaną poliglotką jest również Kinga Eysturland (Wyspy Owcze / Urugwaj, www.kierunekdania.pl):

“Nauka języków obcych zawsze przychodziła mi z łatwością. Moim pierwszym językiem obcym, którego zaczęłam uczyć się równie szybko co polskiego, był rosyjski. Angielskiego uczyłam się w szkole oraz mieszkając za granicą. Kolejnym językiem na mojej liście był duński, który stał się kierunkowym językiem moich studiów – skandynawistyki.

Po zakończeniu studiów nie planowałam nauki żadnego języka, ale los rzucił mnie na głęboką wodę i w związku z przeprowadzką na Wyspy Owcze, musiałam wziąć się do nauki farerskiego. Po farerskim przyszła pora na hiszpański, z którym przyszło mi się zmierzyć po tym, jak kupiliśmy mieszkanie w Urugwaju i planowaliśmy spędzać w tym kraju kilka miesięcy w roku.”

… oraz Jadźka Matelska (Malezja / Kolumbia, www.randomtravelstories.pl):

“Jestem lingwistycznym freakiem i w swoim życiu uczyłam się z różnym skutkiem ośmiu języków (nie licząc polskiego). Uwielbiam języki, są dla mnie nieodłącznym elementem kultury danego kraju i tworzą swego rodzaju lokalną muzykę, której brzmienie jest dla mnie ultraważne w podróży czy na emigracji.” 

Wielojęzyczność to norma dla dziewczyn mieszkających na obczyźnie. Jak jednak opanować tajniki kilku języków obcych? Okazuje się, że każda z nas ma swoje sprawdzone metody. 

Jak dziecko na głęboką wodę

“Pamiętam dokładnie, jak kilkanaście lat temu pierwszy raz przyjechałam na Zaolzie z moim partnerem. Nic nie rozumiałam, co mówili miejscowi ludzie – ani Czesi, ani Ślązacy. Kilkanaście lat później znam nieźle czeski, słowacki i lokalną gwarę, chociaż nigdy nie uczyłam się z podręczników. Moim sekretem jest uczenie się jak dziecko poprzez słuchanie i naśladowanie. Bardzo szybko wyzbyłam się również blokady przed mówieniem z błędami, którą ma wielu dorosłych. Mówię, robię błędy i je koryguję w kolejnych zdaniach. Dokładnie tak samo uczył się czeskiego mój syn, gdy jako trzylatek trafił do środowiska czeskojęzycznych dzieci. Oczywiście on łapie wszystko znacznie szybciej i teraz to już sam mnie poprawia” – opowiada Olga Vitos (Czechy,  www.spokojnieporod.pl ).

Podobne podejście wyznaje Ania Bittner:

“Portugalski był pierwszym językiem, którego nauczyłam się w dużej części jak dziecko. Jako filolożka muszę wszystko napisać i rozłożyć na czynniki leksykalne i gramatyczne, ale tym razem dałam sobie przyzwolenie na mówienie, niezależnie od ilości błędów i czasu do namysłu nad konstrukcją zdania. I okazało się, że to jest to. Mówić, słuchać, chłonąć, powtarzać – jak dwulatek. Zatapiać się w języku, czytać znaki, napisy, szyldy, ulotki, informacje w sklepie, zapamiętywać zwroty, które potem pomogą zrozumieć reguły gramatyczne. Bawi mnie ten fakt, że ja, zwolenniczka metod tradycyjnych, gramatyki i słówek, wywróciłam moją naukę języków do góry nogami. Zachęcam więc wszystkich do odrzucenia lęków, do zapomnienia o perfekcjonizmie i mówienia. Ja nawet tak robię, gdy mówię po hiszpańsku, w języku, którego nigdy się nie uczyłam.”

Dziecięce metody nauki bardzo dokładnie rozpracowała Kasia Sosińska (Irlandia / Portugalia / Chiny, www.instagram.com/Pszepaniijejświat):

 Ham, cheese, lettuce, tomato…Ham, cheese, lettuce, tomato…Ham cheese, lettuce, tomato. Moja głowa pracowała jak kołowrotek. Codziennie. Uwierzycie, że to były moje pierwsze słowa jakich nauczyłam się w języku angielskim, dzięki którym przełamałam swój paniczny strach i nieśmiałość do konwersacji z obcokrajowcami? To właśnie moja pierwsza praca w barze kanapkowym w Dublinie szesnaście lat temu uświadomiła mi, że najlepszą dla mnie metodą nauki języka obcego jest… rzucenie się na głęboką wodę i zamieszkanie w kraju, którego języka chcę się nauczyć. Mam dla was jedną, bardzo ważną radę – otaczajcie się dziećmi i spędzajcie z nimi tak dużo czasu, jak tylko możliwe! One są najlepszymi bezkrytycznymi nauczycielami języków obcych na świecie! Ja przepracowałam rok w irlandzkim przedszkolu i nauczyłam się tam więcej niż na intensywnym półrocznym kursie FCE Cambridge, na który wtedy uczęszczałam.  Dzisiaj odwdzięczam się dzieciaczkom i jeżdżę po świecie, by uczyć maluchy właśnie języka angielskiego (uczyłam pół roku w Wietnamie, a obecnie jestem od półtora roku w Chinach). Uczę tzw. metodą TPR (Total Physical Response, czyli technika reagowania całym ciałem) i efekty są fenomenalne!  Moje doświadczenia z nauką oraz nauczaniem języka pokazały mi, że nie ma czegoś takiego jak “najlepsza metoda nauki języka”. Jest za to “najskuteczniejsza metoda nauki języka dla mnie”. Wystarczy tylko chcieć ją znaleźć, poznać, usystematyzować i działać!”

Z takim podejściem można wyjechać do obcego kraju bez językowych podstaw, jak zrobiła Martyna (Niemcy / Chiny, www.zyciewrytmieslow.pl): 

 “Do Niemiec i Chin wyjechałam bez znajomości języka. W obu krajach krótko po przyjeździe, poszłam na intensywne kursy, które odbywały się codziennie. Otoczenie się językiem, zatopienie się w nim na tyle godzin, a potem obcowanie z nim na ulicy, w sklepie czy u lekarza to dla mnie kombo idealne. Pozwala osłuchać się i przyzwyczaić do nowego języka. Nasz mózg zaczyna traktować jego brzmienie jak coś naturalnego. Słuchamy, jak mówić poprawnie. I dzięki temu łatwiej przychodzi nam porozumiewanie się.”

Język jest wszędzie!

No dobrze, wykonaliśmy skok na głęboką wodę i przeprowadziliśmy się za granicę. Co dalej? Bardzo ważny w nauce jest kontakt z ludźmi, tzw. native speakerami.

Konwersacje można ćwiczyć na różne sposoby, o czym opowiada Kasia Regulska (Hiszpania / Portugalia, www.instagram.com/katikuturu): “Kiedy przeprowadziłam się do Barcelony, znałam zaledwie kilka podstawowych słów. Naukę rozpoczęłam od przystąpienia do organizowanych tak zwanych intercambio de idiomas, czyli wymiany językowej. Są to spotkania w barach czy knajpkach, których uczestnicy rozmawiają z nowo poznanymi osobami. Poziom języka nie jest w żaden sposób określony, każdy daje z siebie tyle, ile może. Kolejną metodą, którą bardzo polubiłam jest tak zwany tandem exchange. Polega to na tym, że tworzymy parę z kimś i uczymy się wzajemnie języków. Taką osobę można znaleźć albo podczas spotkań wymian językowych lub wyszukać na przeznaczonych do tego grupach w mediach społecznościowych. Ja takie tandemy stworzyłam z dziewczynami z Chile oraz z Hiszpanii.Innym sposobem na szkolenie języka jest zamieszkanie z kimś z danego kraju. Przeprowadzałam się wiele razy, ale zawsze mieszkałam z „lokalsami”, z którymi rozmawiałam po hiszpańsku” 

Niewątpliwie warto na obczyźnie zanurzyć się w nowym języku i otoczyć nim z każdej strony, jak mówi Kasia Sosińska:

“Ważne jest przebywanie tylko i wyłącznie w gronie native speakerów, ale też czytanie lokalnych gazet, ulotek, reklam, tekstów na billboardach, kart dań w restauracjach i wszystkiego, co tylko wpada w ręce (lub w oko, jeśli ktoś woli). Jako wzrokowiec z pamięcią fotograficzną, całkiem nieźle poradziłam sobie z nauką słówek. Ściany mojego pokoju okleiłam własnego projektu tapetą – słowniczkiem, po którym wodziłam oczami już od momentu przebudzenia się. Na trasie do i z pracy zawsze towarzyszył mi słowniczek kieszonkowy, a gramatykę ćwiczyłam, spisując krótkie i proste zdania z przyuważonych ogłoszeń czy podsłuchanych rozmów współtowarzyszy podróży, które później rozkładałam na części pierwsze i próbowałam rozszyfrować. Bardzo pomocne okazało się również oglądanie irlandzkiej telewizji z włączonymi napisami po angielsku. Najlepiej sprawdził się tutaj znany i lubiany serial “Przyjaciele”. Do dziś mam do niego ogromny sentyment, a jego bohaterów traktuję jak moich pierwszych nauczycieli, którzy otworzyli mi wrota do mojej anglojęzycznej przyszłości.”

Poradę dla wzrokowców ma także Agnieszka Ramian (Szkocja, www.instagram.com/agnieszka.ramian):

“Po kilku latach spędzonych w rzeczywistości obcojęzycznej, wciąż łapię się na tym, że rozmawiając z kimś po angielsku, patrzę na jego usta. Najbardziej efektywnie uczę się poprzez metody wzrokowe. Wspomagam się w ten sposób, rozumiem więcej, odczytując ruchy warg i kojarząc je z dźwiękami. Bywa to jednak zgubne. Kiedy cztery lata temu zamieniłam dotychczasową pracę na recepcję i obsługę klienta przez telefon, okazało się, że zbyt mocno polegam na tym zjawisku i mam problemy z rozmową bez wzrokowego skanowania czyjejś twarzy. Konieczność przeskoczenia tego ograniczenia była kolejnym kamieniem milowym w nauce języka. Dla mnie jest to ciągły proces.”

O swoich doświadczeniach opowiedziały:

Ania Bittner (Portugalia, www.przeczytalamksiazke.blogspot.com/)

Kinga Eysturland (Wyspy Owcze / Urugwaj, www.kierunekdania.pl):

Jadźka Matelska (Malezja / Kolumbia, www.randomtravelstories.com)

Olga Vitos (Czechy,  www.spokojnieporod.pl )

Kasia Sosińska (Irlandia / Portugalia / Chiny, www.instagram.com/Pszepaniijejświat)

Martyna Niedzielska (Niemcy / Chiny, www.zyciewrytmieslow.pl)

Kasia Regulska (Hiszpania / Portugalia, www.instagram.com/katikuturu)

Agnieszka Ramian (Szkocja, www.instagram.com/agnieszka.ramian)

Karolina Urbańska (Chorwacja / Czarnogóra, www.instagram.com/pociagdoswiata)

Natalia Brede (Chiny, www.baixiaotai.blogspot.com)

Ilona Güllü (Turcja, www.bibionboardpl.wordpress.com)

Joanna Rutko (Szwajcaria, www.auslanderkawszwajcarii.com)

Magda Fou (Egipt, www.magdafou.pl)

 

Całość zebrała i zredagowała:

Jadźka Matelska

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x