Jak się nauczyć języka (nie tylko) na emigracji? cz. 2

Jak się nauczyć języka (nie tylko) na emigracji? cz. 2

Polki to zdolne bestie! Wiele dziewczyn mieszkających na obczyźnie włada pięcioma lub sześcioma językami, niektóre żyją w wielojęzycznych rodzinach, inne same prowadzą kursy językowe. Dziś dzielą się swoimi sposobami na poznawanie języków obcych i opowiadają, jak wygląda ich nauka – na emigracji i nie tylko.

Przez muzykę do głowy

Jak zaś mogą uczyć się słuchowcy? O swoich metodach opowiada Karolina Urbańska (Chorwacja / Czarnogóra, www.instagram.com/pociagdoswiata), która prowadzi zajęcia z chorwackiego:

“Zdaję sobie sprawę, że język chorwacki do najłatwiejszych nie należy, nawet jeśli niektórym wydaje się, że przecież brzmi jak nasz. Deklinacja rzeczowników, przymiotników, zaimków, liczebników, do tego sześć grup czasownikowych… Bywa przytłaczająco. Plik kartek z suchymi zadaniami też nie napawa optymizmem, więc swoje zajęcia postanowiłam oprzeć m.in. o krótkie animowane bajki dla dzieci, różne wywiady, zabawne artykuły z brukowców, piosenki czy filmy lifestylowe na YouTube. I tak liczb i kolorów uczymy się z sympatyczną świnką Peppą, tryb rozkazujący ćwiczymy, odpisując na listy czytelniczek do redakcji, a słówka związane z wyposażeniem domu poznajemy oglądając home tours po zagrzebskich apartamentach. Zajęcia zazwyczaj kończymy jakimś prawdziwym muzycznym hitem, nierzadko wywołuje on osłupienie u moich podopiecznych, ale ileż przy tym można się nauczyć!”

Piosenki to klucz do zrozumienia języka, jak potwierdza Natalia Brede (Chiny, www.baixiaotai.blogspot.com):

“Nauka chińskiego bywa trudna. Powtarzanie w nieskończoność znaków, od których pisania boli ręka. Tony, których nie ma w języku polskim, więc tak łatwo je „pomijać” podczas nauki języka. Oraz niezliczone różnice kulturowe. Tylko jedno od początku wydało mi się łatwe: śpiewanie. Słuchałam hitów wpadających w ucho i najpierw je sobie zapisywałam fonetycznie, by je móc zaśpiewać, nie rozumiejąc ani w ząb. A potem mozolnie wyszukiwałam teksty w internecie i przepisywałam do zeszytu, każdy znak sprawdzając w słowniku i na marginesach dopisując tłumaczenie. Matko, jakie te piosenki były w większości głupie! A jednak… niektóre konstrukcje gramatyczne i słówka pamiętam do dziś właśnie w tych piosenkowych kontekstach. Kiedy już odkryłam, że tą metodą łatwiej mi coś zapamiętać, wpadłam na pomysł, by jeśli jakieś słówko czy konstrukcja gramatyczna sprawia mi problem, poszukać piosenki, w której występuje i uczyć się jej na pamięć.”

Fanką tej metody jest również Kinga Eysturland:

“Główna trudność z farerskim jest taka, że to mały język ze znikomą liczbą materiałów, więc jego nauka wymaga sporej zaciętości. Najwięcej nauczyłam się chyba w kościele, przy śpiewaniu religijnych pieśni. To idealna kompilacja ćwiczenia słuchu, wymowy oraz ortografii (poprzez czytanie tekstu, wyświetlanego na rzutniku). Muzyka nieoceniona jest w nauce hiszpańskiego – czy tylko ja mam wrażenie, że niektóre piosenki same wpadają do głowy?”

Pilne uczennice

Jeśli jesteście jednak zwolenniczkami klasycznych, szkolnych metod – nic się nie martwcie – nie wy jedne!

“Uczę się w dość tradycyjny sposób. Lubię mieć solidnie rozpisaną gramatykę, nie przerażają mnie wszystkie te deklinacje, koniugacje, zaimki i inne tabelki. Słówka wkuwam, powtarzając na głos. Doceniam motywację w postaci nauczyciela, czy chociażby kursu online, który wymusza regularność. Oczywiście ważne jest, by w pewnym momencie po prostu się przełamać i zacząć gadać po ichniemu. Jednak potrzebuję tej teoretycznej podstawy, aby faktycznie osiągnąć sukces w praktyce” – mówi Jadźka Matelska.

Tradycjonalistką w tej kwestii jest Ilona Güllü (Turcja, www.bibionboardpl.wordpress.com/):

“Nie jestem samoukiem. Do nauki języka potrzebuję wykwalifikowanej osoby, która da mi motywację i skoryguje moje błędy. Na szczęście w Stambule istnieje szereg szkół językowych oferujących intensywne kursy języka tureckiego (jedna z nich ma w ofercie zajęcia dla mam z dziećmi, które mogą za dodatkową opłatą zostawić malucha niani). Przez wzgląd na lokalizację, wybrałam najpopularniejszą w Turcji szkołę językową TÖMER. Każdy poziom trwa miesiąc i liczy 80 godzin zajęć. W jednej grupie uczy się maksymalnie 16 osób. Lekcje odbywają się w każdy dzień roboczy i trwają po 4 godziny. Nie jest to najtańsza inwestycja – jeden poziom bez zniżki kosztuje około 1500 lir (czyli ok. 930 zł). Mimo to, warto. Oprócz standardowej gramatyki jest tam spory nacisk na mowę, którą praktykuje się w rozmowie z tureckim nauczycielem i między uczniami. Piszemy też wypracowania i tworzymy prezentacje. Po zdanym egzaminie uczeń otrzymuje międzynarodowy certyfikat. TÖMER działa w kilku tureckich miastach – w samym Stambule są dwie placówki.”

Szkoły dla cudzoziemców to doskonałe rozwiązanie. Zwłaszcza, że czasami można skorzystać z lokalnej pomocy i dofinansowań do takich kursów, jak zdradza Joanna Rutko (Szwajcaria, www.auslanderkawszwajcarii.com):

“W większości gmin w Szwajcarii można skorzystać z kursu podstawowego, dofinansowanego przez państwo. Również pracodawcy wysyłają do szkół językowych swoich pracowników, opłacając im część kursu. Mniej konwencjonalną metodą są ogłoszenia w sklepach. Starsze osoby poszukują chętnych do pomocy w domu, przy zakupach czy do towarzystwa, w zamian oferując lekcje języka: Learning by doingGdy przyjechałam do Helwecji, znałam niemiecki i francuski szkolny, ale wiadomo, jak się uczyło języka w polskich szkołach. Dzięki pomocy sąsiedzkiej szybko opanowałam niemiecki. Później zrobiłam kursy w szkole i pozdawałam egzaminy. Gdy córka poszła do szkoły, uczyłam się razem z nią.”

Niech żyją technologie!

Jeśli nie masz w tym momencie dostępu do szkoły językowej albo środków na rozpoczęcie profesjonalnego kursu – nic straconego! W świecie dynamicznego rozwoju mediów społecznościowych i aplikacji mobilnych, mamy dziesiątki sposobów na samodzielną i często darmową naukę języków. 

O swoich nietypowych doświadczeniach z nauką dialektu egipskiego opowiedziała Magda Fou (Egipt, www.magdafou.pl):

“W akcie desperacji, po przekopaniu internetu wszerz i wzdłuż, wymyśliłam własną metodę samodzielnej nauki w domu. Zapisywałam krótkie zdania, zwroty, słowa czy wyrażenia, które wydawały mi się najbardziej praktyczne i potrzebne, żeby w ogóle od czegoś zacząć, a native speaker mi je tłumaczył i nagrywał. Żeby nie stracić motywacji, założyłam grupę na facebooku dla Polek uczących się dialektu i tam udostępniałam wszystkie lekcje. Z czasem zaczęłam tworzyć grafiki i filmiki, które wraz z dyskusjami w grupie okazały się świetnym sposobem na szybsze zapamiętywanie nowych rzeczy. Mam też profil na Instagramie, gdzie publikuję słówka i krótkie zwroty, także z tłumaczeniem na język angielski. Drugą świetną metodą nauki, którą poznałam w międzyczasie dzięki jednej z bardzo niewielu książek do samodzielnej nauki dialektu, jest rozkładanie zdań na czynniki pierwsze. Książka składa się z trzydziestu pytań. Na każde z nich jest dziesięć różnych odpowiedzi. Odpowiedzi, które składają się z jednego, maksymalnie dwóch zdań, są zapisane w alfabecie arabskim, w transkrypcji, przetłumaczone na j. angielski. Odpowiedzi są również nagrane przez dziesięciu różnych native speakerów, co daje możliwość osłuchania się z językiem i wymową, która różni się w zależności od regionu. Aby ta metoda była jak najbardziej efektywna, najpierw słucham i czytam każdą odpowiedź, zaznaczam słowa, których nie znam, w aplikacji Anki robię sobie fiszki, a później w coraz dłuższych odstępach czasu wszystko powtarzam. Staram się robić powtórki zgodnie z metodą spaced repetition, która pomaga w zapamiętywaniu informacji na długo i właśnie aplikacja Anki jest na tej metodzie oparta.”

Wiele aplikacji do nauki języków wypróbowała też Jadźka Matelska:

“Bardzo długo opierałam się przed wirtualnymi metodami, ale przymusowa kwarantanna mnie złamała. Zaczęło się od Duolingo – bardzo popularnej, do tego darmowej apki na telefon. Mamy oczywiście do wyboru płatną wersję Plus, ale dla mnie jest ona całkowicie zbędna. W Duolingo lubię to, że w jednej aplikacji mamy tyle kursów, ile dusza zapragnie – a wybór języków jest spory, zwłaszcza w wersji angielskiej. Niektóre z języków są lepiej opracowane, inne raczej pobieżnie, nie do wszystkich poziomów mamy dostępne wskazówki teoretyczne, ale całościowo aplikacja jest przyjemna, intuicyjna i… uzależniająca. Motywuje więc do regularności! Oryginalną aplikacją do nauki chińskiego jest Chineasy – niestety darmowa tylko w ograniczonym zakresie. Mimo wszystko warto moim zdaniem ją wypróbować, bo proponuje ciekawą metodę opartą na wizualnych skojarzeniach, dzięki którym zdecydowanie łatwiej zapamiętać “chińskie znaczki”. Wydaje się skierowana do dzieci, ale ja sama świetnie się przy niej bawię.”

Kasia Sosińska poleca natomiast aplikację Memrise:

“Uwielbiam apki do nauki języków. Są dla mnie jak zabawa, gra, rozrywka multimedialna. Moim ostatnim odkryciem jest apka Memrise. Korzystam z niej (wersja płatna) od ponad roku i jestem bardzo zadowolona. Uczę się z niej portugalskiego, języka mojego partner i przyznam szczerze, że nawet on jest zachwycony moimi szybkimi postępami.  Apka jest bardzo prosta w obsłudze. Podzielona jest na działy tematyczne np. jedzenie, odzież itd i aby awansować do kolejnego działu, trzeba zaliczyć te łatwiejsze. Ja uwielbiam speed review. Sto pytań i trzy życia. Podnosi mi adrenalinę i pobudza mózg do szybkiego działania. Oj, chyba drzemie we mnie nutka hazardzisty. Działy zbudowane są tak, żeby każdy kolejny łączył się w jakiś sposób z tym poprzednim, więc mamy spójność tematyczną, dzięki której utrwalamy wcześniejszy materiał. Bardzo fajne jest też to, że język przyswajany jest całymi zdaniami. Apka podlicza nam również ilość poznanych słówek, pozwala na wgląd do najczęściej popełnianych błędów i pozwala na obserwacje progresu innych użytkowników, co może działać na nas motywacyjnie. Lekcje mogą być krótkie. Czasem dziesięć – piętnaście minut dziennie wystarczy, by usystematyzować wiedzę. Również my decydujemy o długości każdej sesji. Aplikacja ma opcje ustawienia zarówno czasu nauki jak i tzw. przypominajki, dzięki której na pewno nie przegapimy codziennej nauki.”

O tym, jak pomocne okazują się technologie w nietypowych czasach, opowiada Ilona Güllü: 

“W tym momencie, z powodu pandemii koronawirusa, moja szkoła językowa przeszła na lekcje online. Jak powiedział mój kolega kończący ostatni poziom językowy, jego grupa korzysta z aplikacji Zoom. Dzięki temu może normalnie kontynuować naukę, choć narzeka, że uczniowie nie czują tej szkolnej atmosfery.”

Jakie metody wy stosujecie do nauki języków? Podzielcie się swoimi trikami i sposobami! 

 

O swoich doświadczeniach opowiedziały:

Ania Bittner (Portugalia, www.przeczytalamksiazke.blogspot.com/)

Kinga Eysturland (Wyspy Owcze / Urugwaj, www.kierunekdania.pl):

Jadźka Matelska (Malezja / Kolumbia, www.randomtravelstories.com)

Olga Vitos (Czechy,  www.spokojnieporod.pl )

Kasia Sosińska (Irlandia / Portugalia / Chiny, www.instagram.com/Pszepaniijejświat)

Martyna Niedzielska (Niemcy / Chiny, www.zyciewrytmieslow.pl)

Kasia Regulska (Hiszpania / Portugalia, www.instagram.com/katikuturu)

Agnieszka Ramian (Szkocja, www.instagram.com/agnieszka.ramian)

Karolina Urbańska (Chorwacja / Czarnogóra, www.instagram.com/pociagdoswiata)

Natalia Brede (Chiny, www.baixiaotai.blogspot.com)

Ilona Güllü (Turcja, www.bibionboardpl.wordpress.com)

Joanna Rutko (Szwajcaria, www.auslanderkawszwajcarii.com)

Magda Fou (Egipt, www.magdafou.pl)

 

Całość zebrała i zredagowała:

Jadźka Matelska

 

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x