Felietony

Ludzie z różnych przyczyn decydują się na wyjazd na emigrację. Opuszczają swój ojczysty kraj z powodów finansowych, rodzinnych, bo chcą coś zmienić w swoim życiu, wzywa ich zew przygody albo inne nie do końca określone pragnienie. Są też tacy, którzy wyjeżdżają z powodu kariery zawodowej swojego partnera/partnerki. I tak właśnie było ze mną.

Wraz z mężem i rocznym synkiem wyruszyliśmy w nieznane  z zamiarem pomieszkania przez rok-dwa w innym kraju i zasilenia naszego domowego budżetu dodatkową gotówką. Plan był taki: ja na jakiś czas rezygnuję ze swoich planów zawodowych i zostaję pełnoetatową mamą i ogarniaczką życia rodzinnego a mój mąż rozwija się zawodowo i zarabia na nasze przyszłe plany i marzenia. Na tamten moment wydawało się, że będzie to rozwiązanie idealne. Jestem przekonana, że moja rodzina nie jest tu żadnym wyjątkiem i wiele osób decyduje się na wyjazd z takich samych przyczyn i przyjmuje podobne role, czyli mama zostaje w domu i pierze skarpetki a tata zarabia kasę. 

Przed wyjazdem byłam osobą aktywną zawodowo. Może nie robiłam powalającej kariery, ale rozwijałam się w swojej specjalizacji i powoli osiągałam swoje zawodowe cele.

Zawsze byłam ambitna i umiałam zawalczyć o to, co dla mnie ważne. Potrafiłam asertywnie komunikować się z innymi, nie pozwalałam na przekraczanie swoich granic i to wszystko robiłam w zgodzie ze sobą i z takim przekonaniem, że dbam o to, co dla mnie dobre i co mi służy. Byłam osobą pewną siebie i znałam swoją wartość. Lubiłam spędzać czas w towarzystwie innych i czułam się lubiana i akceptowana przez otoczenie. Nawet teraz jak to piszę, to z tęsknotą wspominam tę dawną siebie. 

Po wyjeździe na emigrację nic nie wyglądało już tak jak dawniej.

Czas naszego pobytu za granicą znacznie się przedłużył, po roku były dwa lata, później trzy a później „jeszcze tylko jeden – już ostatni…” (taką nadzieją karmiłam się każdego roku). Radość z czasu spędzonego z dzieckiem w domu, z możliwości towarzyszenia mu w pierwszych krokach czy w pierwszych wypowiadanych słowach zamieniła się w żmudne wykonywanie domowych obowiązków, w poczucie utknięcia i wiele chwil w samotności.

Z dnia na dzień czułam jak tracę te wszystkie cechy i umiejętności, z których byłam dumna. Nie byłam już kobietą pewną siebie. Asertywne komunikowanie się z innymi było zbyt ryzykowne, ponieważ niosło za sobą konsekwencje bycia nielubianą. A każdy, kto doświadczył emigracji, wie jak trudno nawiązuje się dobre i trwałe relacje na obczyźnie. Ambicja?

Stała się moim wrogiem. Wolałam ją pogrzebać, tak było łatwiej pogodzić się z nową rzeczywistością. Ktoś mógłby się nie zgodzić, bo przecież do gotowania obiadu też można podejść ambicjonalnie i zamiast zupy ogórkowej ugotować krem z batatów z chipsem z boczku. Próbowałam! Naprawdę! I przez pierwszy rok czy dwa nawet udawało mi się oszukać samą siebie, że jest dobrze, że się odnajduję, że się spełniam, że jestem szczęśliwa. A tymczasem brak pracy i brak rozwoju osobistego uwierał mnie coraz bardziej.

Traciłam energię do działania i wiarę, że cokolwiek jeszcze ode mnie zależy. Trudno było mi pogodzić się z faktem, że jestem finansowo zależna od męża.

Zawsze ważna była dla mnie świadomość, że bez względu na to, co się wydarzy, ja będę w stanie poradzić sobie sama. Wyjazd na emigrację odebrał mi tę niezależność i pozbawił decyzyjności finansowej. Może jestem dziwna, ale trudno było mi wydawać pieniądze, które zarabiał mąż, bo ja sama nie dokładałam się do domowego budżetu.

Wyrzuty sumienia towarzyszyły mi niemal codziennie. Przecież miałam dobre i wygodne życie, powinnam być wdzięczna. Niejedna matka marzy o tym, żeby móc zrezygnować z pracy i wychować swoje dziecko. A ja? Marzyłam o tym, żeby wyjść z domu i spędzić czas z osobami dorosłymi, bez dziecka i zrobić coś bardziej wymagającego niż pranie i gotowanie. 

Dla kogoś, kto nie ma emigracyjnych doświadczeń, to, o czym tu piszę, może wydawać się zupełnie niezrozumiałe, ale jestem przekonana, że wiele kobiet odnajduje się w tej historii. Ba! Ja sama spotkałam wiele takich kobiet na przestrzeni tych kilku lat życia poza granicami Polski.

Są kobiety, które czerpią radość z bycia w domu i zajmowania się rodziną. I tak długo jak sprawia im to przyjemność, i tak długo jak spełniają się w tej roli, to jest w porządku. Nie jest moim zamiarem oceniać, czy to dobre czy złe albo mówić komukolwiek, jak powinien żyć. Ale kiedy czujesz, że zatracasz siebie, że stajesz się słaba, tracisz moc, poczucie sprawczości i przestajesz siebie lubić, to reaguj. Walcz o siebie! Odzyskaj to, co utraciłaś, odzyskaj wiarę w siebie i przejmij kontrolę nad swoim życiem.

Ja to zrobiłam i dzisiaj znowu jestem pewną siebie, uśmiechniętą ekspatką, która czerpie garściami z życia na emigracji i która potrafi powiedzieć NIE!

Agata Manelska

5 10 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Gosia
Gosia
1 miesiąc temu

Bardzo rozumiem, bo miewam podobnie ale muszę wyłączyć gonitwę emocji we mnie i zabrać się za robotę. Samo się nie zrobi. Agata, dziękuję za ten tekst i właśnie przeglądam stronę Matek Expatek. Ileż inspirujących treści. Gratuluję projektu.

Agata
Agata
1 miesiąc temu
Odpowiedz  Gosia

Gosia pięknie dziękuję😊

Alicja Wilson
Alicja Wilson
1 miesiąc temu

Ale co zrobiłaś? Jak tego dokonałaś? Bo dla mnie to niejasne, że tak nagle jesteś inna. Jeśli można prosić o wyjaśnienie. W jakim kraju, bo to też ważne.

Agata
Agata
1 miesiąc temu
Odpowiedz  Alicja Wilson

To był dosyć długi proces dochodzenia do siebie. Bardo skupiłam się na samorozwoju, dużo czytałam, skorzystałam z pomocy psychoterapii żeby się wzmocnić. W wyniku tego zaczęłam znowu zauważać siebie i dbać o swój komfort. Ostatecznie to sprawiło że zaczęłam pracować i stopniowo odzyskiwać pewność siebie. Mieszkam w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.