Felietony

Bruksela to miasto, które wszystkim kojarzy się z instytucjami europejskimi, ewentualnie z piwem, czekoladą lub frytkami. Mnie natomiast ponad dwadzieścia lat temu, gdy wkuwałam na geografię nazwy państw i ich stolic, przywodziła na myśl brukselkę, tę jadalną. Dzięki temu łatwiej było mi zapamiętać, jakie miasto jest stolicą Belgii. Miałam więc bardzo słabe pojęcie o Brukseli i całym kraju.

Parę lat później okazało się, że tę „brukselkę” poznam wzdłuż i wszerz. To miasto zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia. Co prawda zaznałam kilku małych rozczarowań, jak to, że pomnik słynnego siusiającego chłopczyka Manneken Pis to tylko miniaturowa statuetka, a nie wielka rzeźba, jaką sobie wyobrażałam oraz że główny rynek nie jest tak ogromny jak na przykład w Krakowie.

Pomimo to odnalazłam w tym mieście coś magicznego, niewytłumaczalnego, coś, co sprawiło, że mnie zaczarowało. Uwielbiam ten malutki, ale magiczny rynek, na którym aż chce się stanąć pośrodku i zawrócić sobie w głowie, poczuć miniony czas zaklęty w budynkach, które wydają się szeptać o tym, co widziały na przestrzeni lat.

Zachwyca mnie ten malutki siusiający chłopczyk, który zdaje się śmiać z przechodniów mijających go i myślących jaki on zabawny. Jego półuśmiech wydaje się szeptać: ależ wy wszyscy jesteście dziwni.

Brukselę wyobrażamy sobie majestatyczną i elegancką, a przy bliskim spotkaniu okazuje się ona być ot, młodszą siostrą Paryża, która miała aspiracje wielkiej gwiazdy, ale niekoniecznie jej to wyszło. Jest schizofreniczna: pełna dumy, budząca międzynarodowy szacunek ze względu na bycie siedzibą najważniejszych instytucji europejskich, ale i mizerna, przygarniająca biedotę tego świata, bezdomnych, żyjących w skrajnym ubóstwie a także ostatnio ekstremistycznych islamistycznych radykałów. Jej ulice w przeciągu paru metrów potrafią zmienić się z niesamowicie bogatych, strojnych i nowoczesnych w obskurne, budzące niepokój.

To miasto wprawia w konsternację nowo przybyłe osoby, które szukają mieszkania w tak zwanej „dobrej” dzielnicy, bo często bywa tak, że dana dzielnica jest w porządku w jednej połowie, a druga to niebezpieczne getto.

Bruksela otwiera swoje ramiona dla wszystkich, jest różnokolorowa, tolerancyjna oraz uwielbia imprezować. Bawi się pomimo wielu deszczowych dni, przez cały rok przystosowana do aury zadaszonymi lub ogrzewanymi ogródkami knajp. Jest w niej coś niewytłumaczalnego, coś co przyciąga, co ma w sobie duszę artysty, ale i przeciętnego zjadacza chleba.

Zawsze coś się tu dzieje, czy artystycznego, czy sportowego czy folklorystycznego. Jest tu też wiele zwyczajnych knajp, które w Polsce prawdopodobnie nosiłyby miano brudnych spelun, a tu odgrywają rolę atrakcyjnych miejsc z duszą.

W Brukseli przyciąga mnie również to, że tu każdy może być sobą i nie będzie oceniany. Masz fioletowe włosy, burkę czy minispódnicę, nikomu nawet na twój widok nie drgnie powieka.

Oczywiście, że po zdjęciu różowych okularów widać, że Bruksela jest jednak bardzo brudna. Usprawiedliwiam ją, że biedna ma pecha, że jest tak międzynarodowa i otwarta na różne kultury i zachowania. Uwielbiam w niej już wcześniej wspomniane unikatowe knajpy i restauracje, mniejsze ukryte uliczki czy majestatyczne aleje.

Uwielbiam też pomnik – przeciwieństwo siusiającego chłopczyka, czyli „Janneke Pis” – sikającą dziewczynkę. Symbol równouprawnienia – chłopczyk może publicznie sikać, tak więc kobieta też.

Wybór muzeów wprawia w zdumienie, ale zachwycają też i takie miejsca jak Atomium (model atomu jako wielka atrakcja porównywalna do wieży Eiffla). Uwielbiam to, że Bruksela jest bardzo zielona i ma wiele pięknych parków, a dość blisko centrum zaczyna się prawdziwy las zwany Bois de la Cambre, który ciągnie się aż poza Brukselę.

W dzielnicy, w której mieszkam, wystarczy przejechać rowerem dwie ulice i zaczyna się wieś z końmi, krowami i kurami a jednocześnie nieopodal jest wjazd na autostradę, natomiast do centrum dojadę szybko metrem.

Podsumowując, bardzo, bardzo zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca na ziemi, poczucia ducha starej Europy z minionych lat, zobaczenia pięknej architektury, ciekawych miejsc oraz doświadczenia tej otwartości bez względu na to, skąd pochodzimy ani jakie wyznajemy wartości.    

 Anna Tylman

4.6 5 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze