Chiński szpital

Po południu była marudna. Wiedziałam, że coś się kroi, bo normalnie to najpogodniejsze dziecko świata. Nie myliłam się – w nocy zaczęła wysoko gorączkować. Czopek, na drugi dzień telefon do przedszkola, że dziś nic z tego, a tuż potem – wizyta u lekarza.  Nic poważnego, syropki, ziółka, zbijanie gorączki, proszę się nie martwić. Gdy po…