REPORTAŻE

Jest takie miasto na mapie Anglii, o którym mniej lub więcej słyszał już każdy tutejszy. Zwycięzca rankingu najgorszego miejsca zamieszkania na terenie Wysp, o najniższych czynszach w kraju i również najniższych zarobkach. Państwo w państwie, wycieczka do Azji. Nieprzyjazne dla obcych wszelkiego rodzaju, nawet tych z miasta obok. Raj dla pracowników socjalnych z powołania i pasji. Ogólnokrajowa stolica curry.

Bradistan. Bradford. West Yorkshire.

sa

Ognisty kociołek

Pół miliona mieszkańców. Większość pochodzenia pakistańskiego lub bengalskiego, nieco mniej afgańskiego, jest też trochę Polaków, Słowaków i Rosjan. Anglików spotkamy tu głównie w postaci Cyganów, tzw. travellersi. Prawda jest taka, że miasto słynie z wielokulturowości i można tu liznąć niebywałą ilość kultur i usłyszeć mnóstwo języków. Spacerując ulicami miasta czujemy się jak na wycieczce na wschód – setki sklepów z Shalwar Kameez, pstrokata, wystawna biżuteria, megaostre jedzenie, multum przypraw o których dotąd nie słyszeliśmy, napisy w urdu, meczety. Jest ich sporo, przeważają, choć są różne. Należy jednak dostrzec balans, dzięki któremu miasto dumnie prezentuje próbę zachowania równowagi – na tej samej ulicy, jednej z głównych, znajdziemy meczet, Gudwara (świątynia Sikhów) i kościół protestancki. W centrum miasta jest też synagoga i kościół katolicki, polski. Obecność wszystkich religii świata na wyciągnięcie ręki nie ma jednak wpływu na przestępczość, sporo się tu słyszy, czasem widzi, sporo się dzieje. Da się przeżyć, bo to stosunkowo nieduże miasto. Wszyscy się znają.

Bradford ma swoją nieciekawą reputację i spore mafijne środowisko. Wszystko zostaje w rodzinach, pozornie religijnych i skromnych. Miasto rządzi się swoimi prawami, nowymi dla świeżoprzyjezdnych. Obce dla obcych. Bradfordianie to też taki trochę specyficzny gatunek człowieka. Sposób myślenia i komunikacji, oparty na naleciałościach kultury przodków, ogólnobrytyjskim pragnieniu wolności (nie zawsze w owej kulturze mile widzianego) i pseudogangsterskiemu stylu bycia to nietypowa mieszanka. Pomijając wybuchowe temperamenty, zamiłowanie do teatralnych dram celem manipulacji i slang wiercący mi dziury w mózgu (mam alergię na te wszystkie init, man, bro, owt, gizhe, goes zamiast said etc), Bradfordianie potrafią być bardzo pomocnymi, serdecznymi, do serca przyłóż ludźmi, o czym się wielokrotnie przekonałam.  Państwo w państwie to moje ulubione określenie na to miejsce, nie tylko ze względu na to, że przeważają tu Azjaci, muzułmanie. Kiedy wybierają się tu ich pobratymcy z innych miast, znajomi życzą im bożego błogosławieństwa. Tu się jest swoim tylko na ulicy, którą zamieszkujemy.

sa1

Gdzie kucharzy sześć…

… tam piętnaście indyjsko-pakistańskich restauracji. Palce lizać, o czym przekonała się sama Królowa, stołująca się w lokalnym Mumtazie. Stosunkowo niedrogo, jakość co najmniej zadowalająca. Będąc w Bradford koniecznie musisz dobrze zjeść! Nie rozczarują Cię również lokalne takeawaye, których zdaje się tu być czasem więcej niż mieszkańców, a jednak przy których wszystkie inne wypadają co najmniej słabo. A w kaszmirskiej różowej herbacie mlecznej zakochasz się już na pewno. Miasto otrzymało w 2013 r etykietę Stolicy Curry, przoduje w targach kulinarnych różnorodnością i subtelnością smaków.

Okiem artysty

Mnóstwo się tutaj dzieje pod względem kultury. Zaczynając od festiwalu literatury aż dwa razy w roku, przez pokazy tancerzy, rzeźb w piasku, lodzie, pokazy świateł, targi kulinarne, liczne muzea aż po festiwale (jak np. Mela), koncerty, wystawy autorskie. Tutaj nie można się nudzić, wystarczy się doinformować. Tego lata załapałam się na spotkanie z Elif Safak, moją ulubioną nowelistką. Na rzeźby z piasku wpadłam w drodze do pracy, rzeźby lodowe stopniały nim zdążyłam się o nich dowiedzieć, próbuję zorganizować się na pokaz tancerski tuż przed Świętami w grudniu. Na nudę nie może narzekać tu też fotograf z powołania, architektura z epoki wiktoriańskiej. Bradford to typowa dla tego czasu robotnicza wioska przeplatana zielonymi wzgórzami pełnymi owiec i piętrowymi fabrykami dziś przerobionymi na apartamenty. Inspiruje. Co więcej, obrzeża miasta oferują bajeczne wręcz krajobrazy, klimatyczne miasteczka i podróż w czasie tym samym.

Świat wg Polki

Jak się w tej zwariowanej krainie odnajduje Polka? Znakomicie. Uwielbiam wielokulturowość tego miasta i możliwości jakie to z sobą niesie, choć przyznam, są dni, kiedy mnie te różnice kulturowe przytłaczają. Polecam jednak jako wycieczkę wszystkim, którzy twierdzą, że multikulti nie działa, wszystkim, którzy boją się muzułmanów oraz wszystkim, których ciekawi to co inne i nieznane. Warto jest zobaczyć, jak pół miliona zupełnie różnych od siebie ludzi tworzy dopasowane społeczeństwo. Kraina szalona i fascynująca zarazem, bardzo niepozorna. Warta uwagi.

sa2 sa3

Ayesha Sadeem /Anglia / Sadeemka

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marianna in Africa
4 lat temu

Świetny tekst! 🙂

Tomek
Tomek
2 lat temu

Kolejna arabska….