Felietonyksiążka

W czasach, gdy Nasza Klasa rewolucjonizowała polski Internet, dając szansę na powrót do szkolnych kontaktów i odświeżenie dawnych znajomości, wiele z nas wrzucało na ten portal zdjęcia z dawno zapomnianych wycieczek i imprez klasowych. Czasem było trudno rozpoznać twarze na zamazanych czarno-białych fotografiach. Wtedy przeczytałam zdanie, które padło z ust jednej z uczennic mojej mamy nauczycielki: “Ciebie łatwo rozpoznać, zawsze jesteś z książką”. I faktycznie! Aż dziw, że tego nigdy wcześniej nie dostrzegłam. Na tych niezbyt udanych fotkach zawsze gdzieś w tle albo z boku siedziała postać z nosem w książce. Ta rozmowa i te zdjęcia potwierdziły to, co wiedziałam od zawsze – książki były, są i będą moim życiem. 

Bardzo dobrze pamiętam, gdy jako bardzo małe dziecko spędzałam czas nad książkami. Strona po stronie wertowałam atlas ptaków, rosyjski słownik ilustrowany i co mi tam w ręce wetknęli rodzice czy babcia. Do dziś mam przed oczami te ilustracje, okładki, do dziś czuję  nawet ich zapach i teksturę papieru. I widzę plamę z zupy na Wesołych Kartinkach. Bardzo chciałam nauczyć się czytać, nie pamiętam zresztą, żeby ktokolwiek mi czytał książki, choć na pewno tak było. Pamiętam za to fartuszek (tak, wtedy dzieci nosiły na ubraniach fartuszki), który uszyła mi babcia. Miał falbankę i materiał ze wzorem w literki! Dzięki temu fartuszkowi bardzo szybko je poznałam, a dzięki wizytom na cmentarzu zaczęłam je składać. Brzmi makabrycznie? Otóż noszę bardzo popularne imię Anna – i właśnie moje imię rozpoznawałam na nagrobkach. A potem uczyłam się kolejnych i kolejnych liter i imion. Nie pamiętam tego, ale jestem przekonana, że to zasługa babci Rózi.

Pamiętam za to, jak zamęczałam rodziców, by nauczyli mnie czytać.

Z opowieści mamy wiem, że radziła się w szkole swoich koleżanek, nauczycielek klas I-III, jak mnie tego czytania nauczyć. Miałam przecież tylko kilka lat!  Pamiętam kartkę i ołówek wciskany rodzicom do rąk, by pisali mi coraz to nowe słowa, które ja miałam odczytać i pamiętam, jak utknęłam na słowie “Józek”, które wymyślił tata. Nie pamiętam oczywiście, kiedy zaczęłam sama czytać i jaka książka była moją pierwszą. Nikt tego nie zapisał, pewnie stało się to mimochodem. Pamiętam jednak “Dzieci z Bullerbyn”, które dostałam 26 lipca, na imieniny i które sama od razu przeczytałam. Z moich wyliczeń wynika, że miałam wtedy pięć i pół roku i że już czytałam innym dzieciom w przedszkolu na głos.

Nie było łatwo zdobyć inne książki Astrid Lindgren, nawet ciocia w księgarni miała ograniczone możliwości. Gdy jednak wreszcie poszłam do szkoły i zostaliśmy zapisani do biblioteki, otwarł się przede mną nowy świat. Wypożyczałam, wypożyczałam i wypożyczałam, najpierw według katalogu, a potem czytałam po kolei wszystko z półki. Do dziś pamiętam, jaka byłam szczęśliwa, gdy pozwolono mi prowadzić dyżury biblioteczne. Ten specyficzny zapach książek, ciszę i to, jak spacerowałam przed tymi kilkoma półkami, oglądając książki. I wreszcie miałam dostęp do najbardziej obleganych pozycji: Czarnoksiężnika z Oz czy Mikołajków.

Bardzo żałuję, że nie wpadłam wtedy na pomysł zapisywania tytułów przeczytanych książek. Do niektórych z moich młodzieżowych lektur wróciłam teraz, jako dorosła osoba, ale wielu nie jestem w stanie już zidentyfikować. 

Czytałam falowo – czasem mniej, czasem więcej, ale zawsze czytałam.

W liceum rzuciłam się na klasyków i pokochałam francuski naturalizm. Ta miłość trwa zresztą do dziś. Na moich filologicznych studiach miałam sporą listę lektur i wtedy też zaczęłam czytać w obcym języku. Gdy przeczytałam wszystko, co było na mojej liście, sięgałam po co ciekawsze pozycje z listy na filologii polskiej, którą studiowały moje współlokatorki.

Po studiach czytałam przypadkowo – sięgałam po nowości, po to, co polecali inni, zaczęłam czytać niemieckie czasopisma o książkach. Aż w 2003 roku wpadłam na pomysł założenia notesu lektur – chwała panu! Do dziś jestem sama sobie wdzięczna za ten pomysł. A potem powstały blogi i w 2006 roku założyłam mój. Pierwszy wpis miał kilka linijek, jeszcze nie wiedziałam, co pisać, jak pisać, paraliżowała mnie ta techniczna otoczka oraz fakt, że ktoś potencjalnie mógł to czytać. 

Już wkrótce jednak okazało się, że był to przełom w moim czytaniu. Odkryłam bowiem inne blogi, a dzięki nim inne lektury. Była moda na wyzwania, a one popychały mnie do poszukiwania nowych lektur pasujących do tematu wyzwania. Zaczęłam odkrywać, co mnie w czytaniu pociąga. Nigdy nie było dla mnie zwykłą rozrywką, ale nie zdawałam sobie z tego sprawy. Sięgając jednak po zupełnie nowe dla mnie lektury zgodne z tematem wyzwań, badałam moje zainteresowania, mój gust, moją percepcję. Nagle nie czytałam już trzydziestu książek rocznie, a siedemdziesiąt, a potem jeszcze więcej i więcej. 

Z całą pewnością stwierdzam, że Internet zrewolucjonizował moje czytelnictwo.

Paradoksalnie dzięki niemu czytam więcej. Tracę mnóstwo czasu na scrollowanie, ale nie ma to wpływu na ilość książek, wręcz przeciwnie. Czytam mądrzej. Czytam świadomie. Wybieram książki rozsądniej, realizuję moje czytelnicze cele i więcej o lekturach myślę, wszak od 2006 roku opisuję na blogu każdą przeczytaną książkę. Internet i blog okazały się być dla mnie także narzędziem do propagowania czytelnictwa, na małą skalę wprawdzie, ale zawsze! Nic nie sprawia mi większej przyjemności niż rozmawianie o książkach, polecanie ich i fakt, że ktoś dzięki mnie zaczął czytać w ogóle. 

Wiem, że nie przeczytam wszystkiego, co chcę. Już nie mam takich ambicji. Cieszę się, że mogę o książkach rozmawiać, że mogę się dzielić tą pasją, że powstały kluby książkowe online. Jestem szczęśliwą książkoholiczką.

Anna Bittner

5 6 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
13 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Aniela
Aniela
1 rok temu

Zapomniałaś, że kupowałam ogromne ilości książek dla dzieci, bo na szczęście miałam takie możliwości.

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Aniela

A wiesz, że tego nie pamiętam?!

Aniela
Aniela
1 rok temu
Odpowiedz  Ania

Do tej pory przecież mamy całe szafki ksiazek dla dzieci, młodzieżowych, których zresztą teraz nikt nie chce czytać

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Aniela

Wiem, ale nie pamiętam tego faktu, że przynosiłaś do domu książki, zwłaszcza te dla małych dzieci.

Aniela
Aniela
1 rok temu
Odpowiedz  Ania

Przy każdym jedzeniu było czytanie, a jadłaś źle

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Aniela

Ej no teraz cały internet wie, że źle jadłam 🙂 Ale to akurat pamiętam!

Kinga
Kinga
1 rok temu

Faktycznie nie znam drugiego tak ekstremalnego mola książkowego!

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Kinga

Haha 🙂

Gosia
1 rok temu

Ania, imponuje mi iloscia przeczytanych ksiazek w ciagu roku!

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Gosia

Dziękuję!

Awatar użytkownika
1 rok temu

Z każdą zrecenzowaną książką podziwiam Cię coraz bardziej. Jesteś niesamowita! Ja uwielbiam czytać, ale niestety czytam bardzo wolno. Jak czytam, to tak jakbym czytała na głos, w głowie moduluję głos, zmieniam ton – strasznie spowalnia to lekturę, a inaczej nie umiem.

Awatar użytkownika
1 rok temu
Odpowiedz  Dorota

Oh dziękuję! No taki sposób czytania faktycznie bardzo spowalnia lekturę.

trackback

[…] że mnie chce zabić. Kiedyś się nią zadławię. A może wreszcie ją wyrzygam? Wyrzygam tę książkę, która mnie próbuje zabić. Podstępem mnie dopada. Zabiera siły. Zabiera myśli. Wmawia, że dam […]