Z malarią twarzą w twarz, czyli jak na nią zachorowałam i nie umarłam

Z malarią twarzą w twarz, czyli jak na nią zachorowałam i nie umarłam

Kiedy zapadła decyzja o wyjeździe do Afryki, ktoś mnie zapytał, czy nie boję się, że umrę na malarię. Nie bałam się, ale pewnie duża w tym zasługa mojego męża, który jest, że tak powiem, lokalsem i przechodził malarię nie raz. Uznałam więc, że się da. Niemniej jednak, statystyki są nieubłagane, w 2016 roku zmarło na malarię prawie pół miliona ludzi, z czego 91% w Afryce (według WHO). Dlatego kiedy byłam w ciąży, nie zdecydowaliśmy się na planowaną pierwszą wyprawę do ojczyzny męża/do Afryki i kiedy syn był całkiem mały, też nie chcieliśmy ryzykować. Pośród dzieci do 5 roku życia umieralność jest najwyższa. Nasze dziecko w końcu osiągnęło magiczny wiek i w 2014 roku zaplanowaliśmy wakacje w Kenii. 

Fakty i mity

1. Zaszczep się na malarię. 

Ze względu na wysoką umieralność na malarię w krajach nisko rozwiniętych (według WHO malaria jest w pierwszej dziesiątce przyczyn śmierci w tych krajach), wiele ośrodków na świecie prowadzi badania mające na celu wyprodukowanie szczepionki przeciwko tej chorobie. Obecnie na rynku nie ma takiego produktu, ale w 2018 roku w Kenii, Ghanie i Malawi rozpoczął się program pilotażowy wprowadzania szczepionki RST,S, która wykazuje częściową skuteczność w walce z pasożytem malarii. Po opublikowaniu wyników programu (2022), WHO podejmie decyzję o wprowadzeniu szczepionki do powszechnego obiegu. 

Nie mogliśmy się zaszczepić na malarię, chociaż ja jestem wielką zwolenniczką szczepionek, bo takiej szczepionki po prostu nie ma, ale mogliśmy wziąć leki antymalaryczne, które  co prawda tylko w 90%, ale jednak chronią przed zachorowaniem. To znaczy leki wzięłam ja i syn, mój mąż wiedząc to, co ja wiem dzisiaj, nie wziął nic. Jest kilka typów leków antymalarycznych, więc osoby planujące podróż w obszary, na których występuje malaria, powinny same przygotować się merytorycznie do podróży (lekarz prawdopodobnie nie będzie miał zielonego pojęcia na ten temat, bo się z tą chorobą po prostu rzadko styka) i udać się do lekarza rodzinnego po receptę na konkretny specyfik.  Ja wzięłam Lariam, który jest wygodny, bo bierze się go tylko raz w tygodniu i o wiele tańszy od Malarone, jednak może powodować halucynacje. Ten drugi preparat, w wersji junior kosztuje krocie, a tabletki łyka się codziennie, ale to lek nowszej generacji i jest lepiej tolerowany przez organizm. Ten kupiliśmy dla dziecka. Leki należy zacząć brać przed wyjazdem w rejon występowania choroby i jakiś czas po powrocie (patrz ulotka). Gdy się już naczytałam o wszystkich skutkach ubocznych i możliwych objawach po zażyciu Lariamu, to zanim tabletka dotarła do żołądka, już się źle czułam, a w każdym razie jakoś niewyraźnie i lekko chwiejnie. Czekałam na halucynacje, które jednak nie nadeszły. I tak już było do końca brania leków – ani ja, ani moje dziecko nie mieliśmy żadnych skutków ubocznych i nie zachorowaliśmy na malarię.

Fakty i mity

2. Każde ugryzienie komara powoduje malarię. 

Kiedy w końcu przeprowadziliśmy się do Kenii, uznałam, że niszczenie żołądka lekami antymalarycznymi można znosić przez miesiąc, ale tak się nie da żyć. A poza tym bez ryzyka nie ma zabawy, pomyślałam nieco sarkastycznie. W pierwszych miesiącach kilka razy testowałam się na malarię. Komary mnie lubią i gdyby od ilości ugryzień zależał stan zdrowia pacjenta, to z pewnością podniosłabym statystyki WHO zmarłych na malarię w 2017 roku. W końcu przestałam o tym myśleć. Nie śpię pod siatką, prawie nie używam repelentów, nie noszę długich spodni i długich rękawów. Przez prawie dwa lata, pomimo licznych ugryzień, nie zachorowałam. 

Aż do wczoraj. 

Niedawno odezwała się do mnie mieszkająca w Beninie koleżanka z informacją, że ma malarię. Przedyskutowałyśmy temat, obie nie mając w nim doświadczenia. Kiedy po dwóch tygodniach od tej rozmowy od rana bolała mnie głowa i czułam się połamana, przypomniałam sobie jej opowieść i postanowiłam zrobić test na malarię. Znajomy lekarz, który de facto nie jest lekarzem, a tylko medykiem z dyplomem ( medykiem-technikiem, któremu w Kenii wolno wykonywać podstawowe badania) miał mi przysłać SMS-a, z wynikami, żebym nie musiała czekać. No i przysłał. Wow! Serio, ja??? Gdybym nie siedziała, to pewnie bym usiadła, bo przecież miałam MALARIĘ! Od razu całkowicie opadłam z sił. Niby byłam na to przygotowana, niby wiem, że na malarię się nie umiera, niby, niby… a jednak ścisnęło mnie, jak to się mówi, w dołku.

Co za złośliwość losu, prawie dwa lata bezskutecznie czekałam na taką wiadomość, a nadeszła w dniu, kiedy za dwa dni miałam lecieć do Europy. Oczami wyobraźni widziałam przepadający bilet i siebie majaczącą w gorączce niczym Nel z “W pustyni i w puszczy”, tylko nie taką piękną.

Fakty i mity

3. Szybkie rozpoznanie choroby ratuje życie i gwarantuje łagodniejszy przebieg choroby. 

I tu jest pies pogrzebany, lekceważenie objawów malarii może się bardzo źle skończyć. Im szybciej podane zostaną leki, tym mniejsze ryzyko wystąpienia poważnych i zagrażających życiu symptomów. 

Pomna tej istotnej wskazówki, dwa lata temu, kiedy moje dziecko nagle dostało wysokiej gorączki po przylocie z Afryki do Polski , udałam się z nim do szpitala wojewódzkiego, który teoretycznie zajmuje się też przypadkami chorób tropikalnych. Pani w recepcji, początkowo nie bardzo zainteresowana, drgnęła na dźwięk słowa malaria i natychmiast chwyciła za słuchawkę. Kilka minut później zostaliśmy umieszczeni w izolatce. A ja chciałam tylko zrobić dziecku test na malarię! W Kenii to nie trwa dłużej niż 15 minut i nikt się tym nie podnieca. W Polsce spędziliśmy w szpitalu kilka godzin i wiele osób przychodziło nas oglądać jakby malaria dawała na twarzy wykwity. Wynik był negatywny. Miałam wrażenie, że tylko ja szczerze się z tego powodu ucieszyłam. 

Pisząc te słowa, jestem po trzeciej dawce leków, czyli w połowie kuracji. Jeździłam dzisiaj samochodem, robiłam zakupy, prowadziłam aktywny tryb życia. Nie wołałam ze łzami we wpół przymkniętych oczach i rozpalonym czołem Stasia (tego od Sienkiewicza). Malaria to groźna choroba, na którą można umrzeć, ale istnieją leki, które w bardzo dużym stopniu eliminują zagrożenie, a w końcu z pewnością doczekamy się szczepionki! Nie sposób zachorować na malarię w momencie przekraczania granicy kraju, w którym występuje. Warto trochę poczytać i zabezpieczyć się na wypadek choroby, natomiast nie warto ze strachu przed zachorowaniem rezygnować z marzeń o egzotycznych wakacjach.

Joanna Kavu

4
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JoannaViola z My British JourneyAnna Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Bardzo mądrze napisane. Mam nadzieję, że już wróciłaś do zdrowia.

Joanna
Gość
Joanna

Dziękuję Anna, na szczęście tak naprawdę nigdy nie zachorowałam 🙂 pozdrawiam #stayhome

Viola z My British Journey
Gość

Pamietam jak wiele lat temu czytałam jedną z książek Kapuscinskiego, pamietam jego przejmujący opis napadu gorączki malarycznej. Niestety to były lata,gdy wykrywalność choroby była bardzo znikoma nie wspominając o profilaktyce a ponadto sam autor zdecydowanie podszedł do kwestii bardzo lekkomyślnie. Brawo za Twoja trzeźwość umysłu, mam nadzieje ,ze wróciłaś do zdrowia w pełni. W świetle tego co dziś dzieje się na świecie zawsze robi się raźniej na sercu gdy czyta się takie historie.

Joanna
Gość
Joanna

Dziękuję Viola 🙂 Najbardziej boimy się nieznanego, dlatego moim zdaniem warto o tym pisać. Ja też za pierwszym razem lecąc do Afryki się bałam. I nie bagatelizuje w żadnym razie tej choroby, bo umierają na nią miliony, ale to wynika z braku świadomości, biedy i dostępu do służby medycznej, dla kogoś kto leci na wakacje i podejmie trud uzyskania na jej temat informacji i zabezpieczenia się, malaria nie jest zagrożeniem; pozdrawiam z lockdown w Polsce 🙂 #stayhome