Z lękiem w świat

Z lękiem w świat

Przed tłumem. Przed przestrzenią. Przed wysokością. Przed pająkami. Przed zarazkami. Przed lataniem. Przed chorobą. Przed śmiercią. Przed opuszczeniem. Przed samotnością. Przed samym sobą. Przed odtrąceniem. Przed utratą kontroli. Przed krytyką. Przed lękiem. Może też przed tym co nieznane, niezrozumiałe, inne, odległe, naukowo nieudowodnione.

A teraz do tego każdego przed dodaj słowo lęk. Lęk przed tłumem. Lęk przed przestrzenią. Lęk przed pająkami. Lęk przed chorobą. Lęk przed lękiem. Lęk przed opuszczeniem. I każdy inny lęk, który ludzkość potrafi sobie tylko wyobrazić. Jest tego sporo. Naprawdę sporo. Czasami lepiej nie wiedzieć, nie wnikać w umysły tych, którzy na co dzień prowadzą cichą walkę z wyimaginowanym wrogiem. Lęk lękowi nierówny. Lęk to nie strach. To też nie coś, co można strzepnąć szybko z ramienia i silnym podmuchem wysłać gdzieś daleko w świat, mając pewność, że nie powróci do nas jak bumerang i nie trzaśnie nas znów w głowę z jeszcze większym impetem niż za pierwszym razem.

Czy wiecie o czym mówię? Czy doświadczyliście kiedyś stanu lękowego, który przeszył was na wskroś, przeraził do stopnia totalnego zamrożenia, który nie pozwolił normalnie funkcjonować, odebrał wam siłę do działania i chęci do wstania z łóżka i zmierzenia się z kolejnym dniem, prawdopodobnie pełnym kolejnych lęków? Uciekaj lub walcz. Uciekaj lub walcz. Uciekaj lub walcz. Chyba każdy z nas choć raz w życiu poczuł taki wewnętrzny konflikt.Uciekaj lub walcz. 

Sukces lub porażka. Bezpieczeństwo lub ryzyko. Wygrana lub przegrana. Śmiech lub łzy. Odpoczynek lub ciężka praca. Satysfakcja lub rozczarowanie. Miłość lub nienawiść. Przyjaźń lub samotność. Sytość lub głód. Uciekaj lub walcz. Wybór należy do ciebie. A co jeśli okaże się, że z jakichś totalnie nieznanych dla ciebie powodów masz problem z podjęciem jakiejkolwiek z wyżej wymienionych decyzji? Co jeśli twój organizm jest w ciągłym stanie napięcia i walczy oraz ucieka jednocześnie, non stop? Symultanicznie pędzisz w przód i się cofasz, tkwiąc bez przerwy w tym samym martwym punkcie, w miejscu, gdzie wydaje ci się, że zaraz wybuchniesz albo jakimś cudem uratuje cię komiksowy Superman, twoja ostatnia deska ratunku, bo wiesz, że ci racjonalni  “bohaterowie” już dawno załamali nad tobą ręce i oddali cię na pożarcie przerażającej rzeczywistości?    

Lęk (łac. anxietas) to nieprzyjemny stan emocjonalny związany z przewidywaniem nadchodzącego z zewnątrz lub pochodzącego z wewnątrz organizmu niebezpieczeństwa, objawiający się jako niepokój, uczucie napięcia, skrępowania, zagrożenia. W odróżnieniu od strachu jest on procesem wewnętrznym, nie związanym z bezpośrednim zagrożeniem lub bólem. Lęk staje się patologiczny, gdy stale dominuje w zachowaniu, gdy nie pozwala na swobodę, a w konsekwencji prowadzi do zaburzeń. Reakcje lękowe tracą swoją przystosowawczą funkcję i są nieadekwatne do bodźców, a niepokój wywołują sytuacje niemające znamion zagrożenia. Lęk staje się często punktem krystalizacyjnym dla innych objawów i przybiera postać nieokreślonego niepokoju, napadów lękowych lub postać zlokalizowaną, która dotyczy określonej części ciała lub sytuacji. * 

Czy w takim razie mocno pocące się ciało i spłycony oddech w tłumie ludzi to lęk społeczny? Czy nieprzyjemne problemy z brzuchem, dające o sobie znać najczęściej na lotnisku to lęk przed lataniem? Czy załamujący się głos i drżące mięśnie szyi tuż przed wejściem na scenę to lęk przed wystąpieniem publicznym, byciem ocenianym? Czy wnikliwe rozczytywanie się w poradnikach medycznych na temat najmniejszej dolegliwości, której doświadcza silne, zdrowe ciało to lęk przed chorobą? Nie, jeśli zdarzy się to raz czy dwa i potrafimy o tym szybko zapomnieć, racjonalnie wytłumaczyć takie a nie inne zachowanie, znaleźć szybko narzędzie, które pomoże nam się dostosować do nowej, potencjalnie zagrażającej naszemu bezpieczeństwu sytuacji. Tak, jeśli wszystkie objawy pojawiają się za każdym razem, gdy na swojej drodze spotykamy “wroga” i kiedy z jego powodu właśnie rezygnujemy z zaplanowanych działań, ciekawych projektów, dalekich wyjazdów, nowych przyjaźni czy marzeń życia. 

Czy zdziwisz się bardzo, jeśli powiem ci, że ja też mam swoich “wrogów”? Wprawdzie niektórym z nich już dawno dałam kopa w cztery litery i powiedziałam hasta la vista, baby!, ale z niektórymi prowadzę bardzo długie i męczące negocjacje do dziś. Ja, ta z pozoru (a może i nie?) odważna dziewczyna, która wypięła się na standardowy, powszechnie akceptowany sposób życia, która od paru lat przemierza świat wzdłuż i wszerz, która dzisiaj śpi w Tajlandii, a jutro budzi się w Argentynie, która codziennie ryzykowała życie na drogach w Wietnamie i dzieliła ze szczurami mieszkanie w Chinach też od dawna, właściwie od nastolęctwa, walczę z lękami? Może powiem inaczej. Ja je oswajam, bo walka kojarzy mi się bardzo negatywnie jako coś, co muszę wygrać. A do rywalizacji mi się akurat w ogóle nie spieszy. Ja chcę zaakceptować moje słabości, nadać im pozytywne markery i wdrożyć je w moją codzienność, tak żeby stały się integralną częścią mnie, a nie tym co mnie zniewala czy identyfikuje w oczach innych. Lęki to nie cała JA! To tylko niewielka cząstka mnie, którą “dostałam w prezencie”, zresztą jak wiele innych rzeczy, które kocham mniej lub bardziej. 

Moja rada? Idź z lękiem w świat! Nie bój się bać i nie myśl o sobie negatywnie. Spełniaj marzenia pomimo nadbagażu trudności, których często nie rozumieją twoi bliscy. Nie wstydź się prosić o pomoc, jeśli czujesz, że twoje ramiona już więcej nie udźwigną. Do mnie jeszcze nikt nie odwrócił się plecami. Wystarczy być szczerym i nie bać się ujawnić emocji. Pracuj nad samorozwojem i samoakceptacją. To nie jest droga usłana różami, bo wymaga ogromnego nakładu czasu i energii, ale u celu czeka cię tylko satysfakcja z samego siebie i z tego, co osiągnąłeś. Miej wiarę w to, że możesz się przeprogramować i spojrzeć na otaczającą cię rzeczywistość z nowej, wolnej od lęków perspektywy. Jest mnóstwo specjalistów, metod, grup wsparcia i publikacji, dzięki którym jesteśmy w stanie zajrzeć w głąb siebie i wydobyć nasz najlepszy potencjał.

No i pozwól sobie na gorsze dni. Niech lęk czasem weźmie górę. Jeden czy dwa dni w izolacji, z kocem na głowie, łzami w oczach i czekoladą pod poduszką, nie zniwelują twoich planów na przyszłość. Przecież Machu Picchu i wieża Eiffla też na mnie poczekały. 

*Wikipedia

 

 

Kasia Sosińska

Kasia Sosińska

AUTORKA TEKSTÓW

Rocznik 82'. Strzelec pełną gębą. Absolwentka pedagogiki społecznej. Na emigracji od 2004 roku. Pasjonatka podróży (do tej pory zwiedziła ponad 40 krajów na czterech kontynentach, z czego mieszkała w pięciu - Polsce, Irlandii, Portugalii, Wietnamie oraz Chinach), która nie boi się minimalizmu w długiej trasie. Motto "Im mniej w plecaku, tym więcej w sercu" prowadzi ją przez świat już od kilku lat. Nie wyobraża sobie życia bez jogi oraz medytacji, dzięki którym nie straciła jeszcze gruntu pod nogami i wiary w nieposkromioną siłę jednostki. W wolnych chwilach biega, uczy się  portugalskiego, pogrywa na ukulele, delektuje się dobrym winem, pisze, czyta. Z natury introwertyczna, ale z ogromną potrzebą kontaktu z ciekawymi ludźmi. Swoje marzenia nazywa planami. Bo to tylko kwestia czasu i dobrej organizacji, żeby je urzeczywistnić. Do końca jeszcze nie wie, czego chce od życia. Ale już wie, czego na pewno nie chce.  Podróżniczo - edukacyjny fanpage: Pszepani i jej Świat. 

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x