Wyspa, której nie potrafiłam zaakceptować, a którą kocham

Wyspa, której nie potrafiłam zaakceptować, a którą kocham

Kiedy dowiedziałam się, że przyjdzie nam przeprowadzić się na Jamajkę, nie kryłam rozczarowania.

Czekaliśmy na nowy kontrakt i byliśmy pewni, że zamieszkamy wygodnie gdzieś w Stanach Zjednoczonych. Informacja o czekającej nas placówce była szokiem. I choć wszyscy naokoło nam gratulowali, wiedziałam dobrze, że prawdziwe życie to nie to samo, co folder agencji turystycznej. Jednak mimo wszystko starałam się patrzeć w przyszłość z optymizmem.

 

Niestety Jamajka już od pierwszych chwil pokazała nam swoje prawdziwe oblicze.

Trudne, skorumpowane, biedne i niebezpieczne. Pierwsze miesiące były pasmem zmagań i walką o przetrwanie. Najprostsze rzeczy, jak zapłacenie rachunku czy znalezienie podstawowych dla nas produktów stawały się wyzwaniem. Niemożność wyjścia na ulicę ze względu na zagrożenie napadem frustrowała, a nasz odstający od lokalnego kolor skóry uwierał.

 

Wszystko wydawało się trudne. Wszystko poza jednym.

W tych trudnych warunkach ekspaci, którym przyszło mierzyć się z tą samą rzeczywistością niezwykle do siebie lgnęli. W ciągu kilku tygodni zawiązywały się przyjaźnie, które gdzie indziej budowalibyśmy latami. Pomagaliśmy sobie nawzajem, wspieraliśmy się, dzieliliśmy doświadczeniem i dobrym słowem. To właśnie dzięki tym więziom byliśmy w stanie zbudować swoje życie od nowa na tej odległej wyspie.

 

Oczywiście Jamajka, czy życie w tropikach w ogóle, ma wiele innych zalet.

Nie da się przecenić braku konieczności posiadania ubrań z długim rękawem (o kurtkach nie wspominając), basenów w kompleksach mieszkalnych czy wspaniałego smaku owoców zerwanych prosto z drzewa. Nie da się przecenić słońca świecącego niemal każdego dnia w roku oraz błękitu Morza Karaibskiego. Nie da się nie docenić przepięknej i niemal dziewiczej natury spowijającej Jamajkę.

 

Jednak zgodnie ze starym powiedzeniem, nie doceniamy tego co mamy, póki tego nie stracimy.

Niemalże od dnia przyjazdu na wyspę wyczekiwaliśmy momentu jej opuszczenia. Odliczaliśmy czas do kolejnej placówki, zarzekając się, że nasze stopy nigdy już nie postaną na Jamajce. Tęskniliśmy za Europą, cywilizacją, przejrzystymi regułami, dobrą opieką medyczną i brakiem robactwa. Tęskniliśmy za uporządkowaniem, czystością i bezpieczeństwem. Czasem życie na wyspie wydawało nam się po prostu nie do zniesienia.

 

Jak bardzo byliśmy zaskoczeni, kiedy okazało się, że naszą kolejną destynacją jest Norwegia.

Kraj, który ucieleśniał wszystko, czego tak bardzo brakowało nam na Karaibach. Byliśmy bardzo podekscytowani i szczęśliwi. Jednak moment wyprowadzki, a przede wszystkim pożegnania z przyjaciółmi, którzy stali się rodziną okazał się dużo trudniejszy, niż sie spodziewaliśmy. Głosy łamały się nam wszystkim, a do oczu napływały łzy. Ani trochę nie czuliśmy się szczęśliwi.

 

Największe zaskoczenie przyszło jednak kilka miesięcy później.

Kiedy po ferworze rozpakowywania i urządzania się na nowo, rozpoczęło się zwykłe, codzienne życie. A my zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma dnia, żebyśmy nie wracali myślami do Jamajki. Do chaosu, ciepła, uśmiechniętych ludzi i wszechobecnej muzyki. Nagle cywilizacja przestała być niezbędna do życia, reguły i zasady zaczęły uwierać, a czystość i cisza przeszkadzać.

 

Czy to kwestia doświadczenia i poznania siebie i swoich potrzeb?

Czy może syndrom nomada, który nigdzie do końca nie potrafi się odnaleźć i jest wciąż zawieszony między starym a nowym życiem? Nie wiem. Wiem jednak, że te trzy lata spędzone na wyspie były zarówno najtrudniejszymi jak i najpiękniejszymi latami mojego życia. Zostawiłam na  Jamajce część swojego serca i już zawsze będę nazywać ją domem.

 

Agnieszka Orłowska

Foto: andrzj brown

5 3 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Joanna
Joanna
4 miesięcy temu

Ja podrozowalam dokladnie w przeciwna strone, z zimnej (temperaturowo I uczuciowo) Norwegii na wybrzeze Oceanu Indyjskiego do rownikowej Kenii. W Norwegii bylam 8 lat I szczerze Jen nieznosilam, zwlaszcza jak mieszkalismy za kolem podbiegunowym. Po dwoch latach w Mombasie, wrocilabym pierszym samolotem. Dzisiaj jestem w Polsce I tesknie za oboma krajami 😉 pozdrawiam cieplo, btw, w Norwegii tez jest mnostwo expatow I tez ulatwiaja zycie

error: Content is protected !!
1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x