Woda

Woda

Z czym wam się kojarzy susza?

Moje pierwsze skojarzenie to Afryka i wielokilometrowe wyprawy do studni, z wielkimi dzbanami na głowach. A także ludzie, którzy każdą kroplę wody traktują jak skarb, bo właśnie tym jest woda – skarbem, bez którego życie nie jest możliwe.

Nie mieszkam w Afryce, tylko w Kunmingu. Jest to duże, sześciomilionowe miasto w południowo-zachodnich Chinach, w sercu żyznego, żyjącego z rolnictwa Yunnanu.

W mojej prowincji uprawia się tak wiele roślin, że aż nie sposób wymienić wszystkich – ryż, herbata, tytoń, trzcina cukrowa, niezliczone gatunki owoców, warzyw i zbóż, a także ziół i kwiatów. Kto jak kto, ale władze miast naszej prowincji zdają sobie sprawę z tego, że woda to życie. Dlatego, choć Kunming położony jest nad ogromnym Jeziorem Dian, choć przez miasto przepływa rzeka Panlong – władze miasta wybudowały cztery potężne zbiorniki retencyjne, żeby mieć gwarancję, że woda jest i będzie. A jednak zdarzył się taki rok, że jej nie było.

W Kunmingu trudno wydzielić cztery pory roku; nie bez przyczyny moje miasto nazywane jest Miastem Wiecznej Wiosny – nie ma tu zazwyczaj ani mrozów, ani upałów, jak rok długi kwitną kwiaty.

Rok łatwiej podzielić na porę deszczową, czyli – powiedzmy – lato, oraz porę suchą, czyli zimę. Jednak od paru lat pora deszczowa jest w zaniku, zastąpiona coraz większymi upałami i coraz rzadszymi, sporadycznymi wręcz deszczami, a pora sucha jest jeszcze bardziej sucha niż do tej pory. Poziom wód w kanałach i rzekach drastycznie spada, a w miastach jest woda tylko dzięki zalewom i sztucznym deszczom.

Pewnego lata (kiedy powinna być przecież pora deszczowa) nagle przestała lecieć woda z kranu.

Myślałam, że może coś się stało z rurami albo jakaś pompa wysiadła, więc się nie przejmowałam. Przejmować się zaczęłam dopiero, gdy wychodząc z osiedla zauważyłam ludzi z wiadrami, stojących w ogonku przed osiedlowym wspólnym kranem. Ten kran normalnie służy opiekunom osiedla do pobierania wody, by podlać trawniki i grządki osiedlowe tudzież umyć klatki schodowe. Jest zamknięty na kłódkę, żeby nikt bezprawnie nie korzystał z darmowej wody. No a tego dnia przed otwartym kranem stało dwadzieścia osób w różnym wieku – z wiadrami, miskami, wielolitrowymi butlami. Okazało się, że problem jest większy, niż myślałam. Od rana wodę miały tylko pierwsze dwa piętra bloków na naszym osiedlu. Poziom wody był tak niski, a jej ciśnienie tak słabe, że nie dało się jej wpompować wyżej. W dodatku – nawet te najniższe dwa piętra miały mieć wodę dwa razy dziennie po godzinę – o siódmej rano oraz w porze kolacji.

My mieszkaliśmy wtedy na szóstym – ostatnim – piętrze. Bez windy.

Jak żyć bez wody?

Nie da się. Trzeba mieć co pić, trzeba ugotować, umyć, uprać. Trzeba spuścić wodę w ubikacji. Od czasu do czasu trzeba przetrzeć podłogi. Z piciem jeszcze najłatwiej – woda butelkowana była cały czas dostępna, ale co z higieną osobistą? Co z praniem? 

Mąż codziennie chodził z dziesięciolitrowymi wiadrami do wspólnego kranu i wnosił wodę na nasze szóste piętro. Ileż to się nasłuchał historii! My – młodzi, zdrowi, silni dawaliśmy sobie radę z tym ręcznym transportem wody. Co jednak z rodzinami z maleńkimi dziećmi? A co z ludźmi, których niespodziewanie dopadły problemy żołądkowe i korzystają z ubikacji co pół godziny? Co z innymi chorymi, którzy nie dają rady wyjść z domu? Oj, napomagał się mój bohater emerytom, którzy nie dawali rady donieść o własnych siłach do domu nawet wody potrzebnej do umycia rąk… 

Na naszym osiedlu nie było wody w dwóch tysiącach mieszkań. Po tygodniu przestała docierać nawet do mieszkań na parterze.

Ciurkała sobie leniwie już tylko do kurka wspólnego. Całe osiedle zaopatrzone było w trzy takie kurki. A przy nich – kolejki jak za PRL-u. Młodzi, starzy, przed szkołą, po pracy, z czajnikiem, butelką, wiadrem. 

Woda przyniesiona do domu. Ale kiedy wiesz, ile się trzeba naczekać i jak ciężko ją wnieść do domu, zmienia ci się perspektywa.

Kąpiel w misce – luksus! Warzywa kupujemy tylko takie, które się łatwo myje – czyli raczej bakłażan niż eko-sałata. Gotujemy dania jednogarnkowe, żeby nie było dużo zmywania. Bieliznę pierzemy w wodzie, w której myliśmy twarz, a gdy już upierzemy, to brudną wodę zostawiamy do spłukiwania toalety. W ogóle – z toalety staramy się raczej nie korzystać w domu. Całe szczęście nasze osiedle było zaopatrzone w toaletę publiczną i z „grubszą sprawą” chadzało się raczej na zewnątrz. Nie raz i nie dwa zdarzało się wyjść z domu z brudną twarzą i zębami i umyć je dopiero w szkole, w pracy, u znajomych. Okazało się bowiem, że nie wszystkie osiedla, nie wszystkie miejsca w Kunmingu miały ten sam problem.

Tam, gdzie były nowsze pompy, lepsze rury – woda była cały czas; no, może trochę słabiej leciało z kranu, ale jednak była. Często chodziliśmy się kąpać do świekrów albo na siłowni. Ale u nas w domu – wody nie było i nie było nawet wiadomo, kiedy się znów pojawi. Kobiety obcinały włosy na krótko, bo łatwiej. Kto mógł sobie na to pozwolić, w ogóle nie gotował w domu – całe szczęście Chiny stoją tanimi jadłodajniami. Z bólem serca patrzyłam na kwiaty na balkonie. Dostawały minimum tego, co powinny. Ani jeden nie usechł, ale mało brakowało.

Woda wróciła po dwóch tygodniach. Wykąpałam się w wannie pełnej wody – cóż to był za luksus! Okazało się jednak, że te dwa tygodnie kompletnej suszy bardzo mnie zmieniły.

Mam teraz dwie miski do płukania warzyw. Wsadzam warzywo do miski, nalewam wody i myję do czysta. Warzywo ląduje na sicie, ale wody nie wylewam do zlewu, o nie! Trafia do dużej miski. Do tej samej miski trafia też woda po płukaniu ryżu czy kaszy a także – resztki niedopitej herbaty. Co rano zanoszę tę miskę na minibalkon. To właśnie ta woda służy do podlania moich pięknych azalii, kamelii i chryzantem. Tylko jeśli jest jej za mało (bardzo rzadko się to zdarza!) dobieram wodę z wiadra. Tak, poza miską mam jeszcze wiadro, bardzo ważny element wyposażenia mojej łazienki. Mamy otóż ekologiczną ciepłą wodę, ogrzewaną słonecznie, jednak zanim w prysznicu pojawi się ciepła woda, trzeba spuścić dwa czy trzy litry zimnej.

Nie spuszczam tej wody do odpływu, tylko do wiadra na czystą wodę. Stąd biorę wodę do podlewania kwiatów oraz… do spłukiwania toalety. To kolejna innowacyjna i ekologiczna rzecz w mojej łazience: nie mamy spłuczki. W wiadrze na stałe spoczywa czerpak. Korona nikomu z głowy nie spadnie, jeśli spuści po sobie wodę ręcznie. Metoda ta ma dodatkową zaletę – łatwo można skontrolować ilość wody, potrzebną do oczyszczenia toalety. I jeszcze ostatni element mojej ekologicznej, oszczędzającej wodę łazienki. Rura odprowadzająca wodę z pralki poprowadzona jest na zewnątrz – podczas każdego prania należy ją ułożyć tak, żeby odprowadzała wodę do toalety. Zawsze łapię do wiaderka ostatnią wodę, tę czystą, po ostatnim płukaniu, pachnącą płynem do zmiękczania tkanin – tą wodą myję podłogi albo namaczam w niej rzeczy do prania ręcznego. Nigdy, ale to nigdy nie myję podłóg specjalnie napuszczoną wodą, zawsze – tą z pralki. Kiedy już zostanie przeze mnie w ten sposób wykorzystana, również spłukujemy nią toaletę.

Choć po tamtym feralnym roku już nigdy mi się nie przytrafiły tygodnie suszy, każdego dnia życia walczę o to, żeby zużyć choć kroplę mniej. Woda to życie. Nie marnujmy jej.

Natalia Brede

Natalia Brede

Autorka tekstów

Absolwentka studiów dalekowschodnich na UJ.
Azjofilka, herbaciarka, od 2008 r., z roczną przerwą,
mieszka w Chinach, w prowincji Yunnan.
BLOG: Biały Mały Tajfun.

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Anna
Anna
3 miesięcy temu

Bardzo dobrze napisane. Ważne w takich sytuacjach jest, że uczymy się wyciągać z nich wnioski, tak jak Ty to zrobiłaś. Ja szacunku do wody (i prądu również) się nauczyłam w tajskiej wiosce, gdzie czasem po prostu tego przez kilka dni (nigdy aż tak długo jak u Ciebie, ale za to częściej) potrafiło tych podstawowych rzeczy po prostu nie być. A nie doświadczając czegoś takiego nawet nie wiemy, jakie mamy szczęście na codzień.

Natalia Brede
3 miesięcy temu
Reply to  Anna

No właśnie. Dopóki jest, bierzemy coś za pewniaka. Szacunku uczymy się dopiero, gdy zabraknie. Dotyczy to tak samo zjawisk i rzeczy, jak i ludzi – niestety 🙁

Dorota
3 miesięcy temu

Tajwan, choć jest wyspą, to często cierpi z powodu suszy. Ostatnimi laty niestety coraz częściej. My też staramy się oszczędzać wodę, może nie jesteśmy aż tak eko jak Ty, ale np wodę z odwilżaczy zawsze wykorzystujemy ponownie. A naczynia też często myjemy w misce. Pralkę i zmywarkę też mamy wodo-oszczędne. Bez wody naprawdę nie da się żyć.

Natalia Brede
3 miesięcy temu
Reply to  Dorota

ważny jest każdy drobiazg. Jeśli dbamy o te drobiazgi codziennie, to oszczędzonej wody robi się całkiem sporo.

4
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x