FELIETONY
To takie kuszące, zacząć życie od nowa.

Wyjechać, zostawić za sobą wszystkie problemy, niedokończone sprawy, konflikty bez rozwiązania. Nowe miejsce i ludzie, którzy nic o mnie nie wiedzą, wreszcie poczuć prawdziwą wolność. Wyzwolić się od dawnych decyzji, z których nie jestem zbyt zadowolona, od historii, o których wolałabym nie pamiętać, od przeszłości, która jakoś zawsze będzie ciążyć i wracać przy najróżniejszych okazjach. Wyzwolić się od siebie i od innych…

To kuszące zaczynać od nowa, ale szczerze mówiąc już mi się nie chce. Mam dosyć inwestycji w znajomości, które kończą się zanim tak naprawdę się zaczną. Mam dosyć wprowadzania innych w swoje życie, wiedząc, że najprawdopodobniej nic z tego nie będzie. Nie jestem i nie chcę być białą kartą. Jestem książką z powyrywanymi stronami, notatkami we wszystkich językach, złotymi myślami, bazgrołami, kleksami z wina, zagiętymi rogami i zakładkami znalezionymi na ulicy. Gdybym tak mogła pokazać komuś swoje życie z tym wszystkim, co dobre i złe, godne i naganne…masz, czytaj, oto ja, co ty na to?

Przy zawieraniu nowych znajomości nie interesuje mnie już kreowanie się na nowo, pokazywanie najlepszej strony, już mi się nie chce, nic nowego przecież nie wymyślę. Poznaję ludzi tak różnych, z tak skrajnie różnymi doświadczeniami, że nigdy nie wiem, co we mnie pokochają, a co znienawidzą. Już dawno przestałam wierzyć w uniwersalizm, jest przereklamowany. Żyjąc w kraju, który nie ma czasu na przyjaźń ani głębsze relacje, zanim dojdziemy do tego, co nas łączy, zatrzymamy się na tym, jak wiele nas dzieli. Na poznanie drugiego człowieka potrzeba czasu, a czasu nikt nie ma.

Kiedyś myślałam, że mam tę tajemną moc i umiem wszystkim dogodzić, dziś już wiem, że nie umiem i nie mogę. To dobra lekcja życia. Może nigdy nie umiałam, tylko wcześniej obracałam się w kręgach i kulturach, które były mi bliższe, bardziej jednolite, które lepiej znałam i rozumiałam?

Czasem tak bardzo chciałabym dać komuś księgę mojego życia, ze wszystkimi ważnymi momentami… Kiedy udało mi się przejść przez trudności, kiedy stanęłam na wysokości zadania, aby ten ktoś zobaczył, że potrafię i jestem czegoś tam warta… Z chwilami słabości i rozpaczy, tymi, które ukształtowały mój charakter i wrażliwość, aby wiedział, że też płakałam i poznałam życie od gorszej strony. Z historiami o moich przyjaźniach, miłościach i poświęceniach, których mam tak wiele, aby zobaczył, że potrafię kochać i dawać z siebie wszystko. Z momentami trudnymi, niechlubnymi, o których wiedzą jedynie najbliżsi; aby ten ktoś poznał moje słabości i zobaczył, że tak jak on, jestem tylko człowiekiem i na koniec zadać mu pytanie: To co, wchodzisz w to?

To takie kuszące pomarzyć sobie, że może jeszcze kiedyś spotkamy kogoś, kto będzie miał czas, żeby nas poznać tak naprawdę…

Isia Wieczorek

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Ola
Ola
2 lat temu

Dzięki za ten tekst. Bardzo mi blisko do tego co piszesz. Być może czas nam pomoże spotkać takie osoby, które mają czas, przestrzeń? Nie wiem. Pozdrawiam. Wszystkiego dobrego.

Ilona
2 lat temu

Bardzo ważny post!
Choć na emigracji żyję dopiero rok, to podpisuje się pod wszystkim co napisałaś…Opisałaś ciemniejszą stronę „naszego” życia, którą ciężko zrozumieć/wytłumaczyć komuś, kto nigdy nie mieszkał poza swoją ojczyzną…
Pozdrawiam 😉

baixiaotai
2 lat temu

Jeszcze się znajdą tacy, którzy uznają Cię z jedną z piękniejszych książek, na jakie trafili. Mnie się udało, Tobie też się uda 🙂

Aga.ta
Aga.ta
2 lat temu

Dzięki za ten tekst Isia! Ja chętnie posłuchałabym przy kawie lub herbacie Twoich historii. To też niestety nieuniknione, to zaczynanie wciąż od nowa. Bo z kolejnymi etapami życia wiążą się dosyć duże zmiany czy tego chcemy czy nie. I bliscy nam ludzie odchodzą, umierają, przeprowadzają się na drugi koniec świat albo po prostu są zbyt zajęci swoimi sprawami i kontakt się urywa mimo że nie mieszkają daleko. Podobno też to typowe i normalne, że z wiekiem zawęża nam się krąg znajomych. Co nie znaczy że łatwe do zaakceptowania. Przyleciałam do Chicago pierwszy raz 20 lat temu. To był dosyć szalony… Czytaj więcej »

Ola
Ola
2 lat temu
Odpowiedz  Aga.ta
Agnieszka
Agnieszka
2 lat temu

Dokładnie w punkt, piękny tekst.