Felietonydziadek

Ponoć wiele wspomnień, które są nierozerwalne związane z naszym życiem codziennym, jest fałszywa. Niejednokrotnie są one zniekształcone i nieostre. Co ciekawe, luki powstałe w naszej pamięci umysł stara się wypełnić w oparciu o nasze oczekiwania, przekonania czy też aktualny stan wiedzy. Wielokrotnie usłyszana historia może sprawić, że przed oczami będziemy miały obraz zdarzenia, w którym tak naprawdę nigdy nie uczestniczyłyśmy. 

Sama mam w głowie kilka migawek z dzieciństwa, które uważam za własne wspomnienia, ale dotyczą one tak wczesnych lat, że nie wykluczam, iż powstały one, bazując na zasłyszanych opowieściach. 

Ostatnio dużo rozmyślam, analizuję i zastanawiam się nad tym, co minęło. Jestem szalenie wdzięczna za każdy kawałek mojej historii. Zdaję sobie sprawę, że to właśnie dzięki tym wszystkim minionym doświadczeniom znajduję się w miejscu, które mi tak bardzo odpowiada. Niemniej jednak takim powrotom do przeszłości towarzyszą rozmaite emocje. Jedną z nich jest tęsknota za ludźmi, których już nigdy nie będzie nam dane zobaczyć. Ta myśl często sprawia, że moje serce rozpada się na małe kawałki. Dlatego też staram się pielęgnować wspomnienia i przywoływać je w różnych momentach. Są one bardzo silne i umieszczone głęboko w sercu. 

Ostatnio wspominam dziadka, który dla mnie na zawsze pozostanie dziadziusiem.

Charakteryzowała go przede wszystkim charyzma i silna osobowość. Zawsze mówił to, co myśli, a wiadomo, że z takim podejściem często można narazić się na niesnaski. Dziś bardzo cenię tę cechę. Sama staram się ją praktykować, ale nie ukrywam, że wiąże się to z wychodzeniem poza swoją bezpieczną przystań. Ludzie często nie chcą słyszeć prawdy, mimo iż na początku zapewniali, że jest inaczej.  

Każdego roku dziadek przynosił mi pierwszą czerwoną truskawkę, którą udało mu się znaleźć w ogrodzie.

Uwielbiałam te momenty. Wówczas najbardziej cieszyłam się z przysmaku, a teraz doceniam również to, jak wielką przyjemność sprawiało mu dzielenie się tym, co miał. Ta niepozorna truskawka stała się dla mnie słodkim symbolem otoczonym czułością. Bo tak naprawdę to nie o owoc chodzi, a o sam gest, który przepełniony jest troską i miłością. Takich odruchów pamiętam bardzo dużo. Poza wspomnianymi truskawkami były też orzechy laskowe, winogrona, moje ulubione grzyby kanie czy też lody. Pamiętam, że latem dziadek często pytał, czy pójdziemy do sklepu. Najczęściej jedyną rzeczą, którą mieliśmy kupić, były właśnie te lody.

Jak tylko zbliżał się sezon rowerowy, nie musiałam go nawet prosić o przygotowanie mojego pojazdu do drogi.

Robił to sam z siebie, nie czekając na żadne sygnały. Ot tak, przychodził i oznajmiał, że sprawdził mój rower, naprawił przerzutki, wyregulował hamulce i napompował koła. I zawsze gdy tylko potrzebowałam jakiejś pomocy, był chętny jej udzielić. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć w każdych technicznych rozterkach.

Dziadek kochał psy, a one odwdzięczały mu się tym samym. Zawsze zazdrościłam mu tego połączenia. Potrafił dogadać się z nimi bez najmniejszego problemu. I co ciekawe, w żaden sposób ich nie szkolił, a one się go słuchały, jakby skończyły niejeden profesjonalny trening. Ofiarował im dużo swojego wolnego czasu i to chyba był główny fundament ich relacji. Czas i jedzenie – oczywiście!

Dziadziuś zawsze był dla mnie  uosobieniem siły, wydawał mi się niezniszczalny.

Dlatego też czas, gdy zachorował, był dla wszystkich wyjątkowo trudny. Poza fizycznymi dolegliwościami miał również problemy z pamięcią. Mieszały mu się osoby, imiona oraz miejsca. Co ciekawe, ani razu nie pomylił imienia mojego czy też mojej siostry. 

Po jego odejściu nastąpiła pustka. Niemniej jednak zgadzam się z powszechnie znaną frazą, że człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim. Pamiętam!  

Magdalena Kościelniak

5 2 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze