REPORTAŻE

BRISTOLSKI STREET ART

Massive Attack.

Tricky.

Kosheen.

Jeremy Irons.

Maisie Williams.

Roni Size.

Stephen Merchant.

J.K. Rowling.

Banksy.

To zaledwie garstka ze znanych osobistości które jestem w stanie sobie przypomnieć tworząc ten wpis. Ich wszystkich łączy jedno miejsce. A miejscem tym jest piękny i kolorowy Bristol. Angielskie miasto, w którym z dłuższą kilku letnią przerwą mieszkam od 2005 roku. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która trwa do dzisiaj. Miasto totalnie mnie wchłonęło. Wolny dzień bez odkrywania zaułków Bristolu jest dniem straconym. Nie będzie to wpis o zabytkach, miejscach „must see”, pubach, restauracjach czy o tym co warto tutaj robić a czego nie.

Pragnę Wam pokazać Bristol od strony street art’u. Pokazać Wam kolorowe mury zniszczonych budynków które otrzymały drugie życie i ponownie cieszą oko mieszkańców i turystów. Kolorowe, hipsterskie ulice Stoke Croft gdzie można znaleźć wiele prac Banksy’ego a także innych znanych i równie świetnych bristokskich street artystów – Andy Council, Robert Del Naja, Sickboy czy Nick Walker. Chcę przekonać niedowiarków że prawdziwy street art nie jest wandalizmem, tylko sztuką. Sztuką, która przekazana w odpowiednio przemyślany sposób potrafi miasto odmienić a nie zniszczyć. Street art to jedna z wizytówek Bristolu. Murale, te małe i duże, znajdziecie tutaj na każdym kroku. Już niebawem w Bristolu odbędzie się największy festiwal street art’u Upfest. W głównej mierze to właśnie Upfest, ale także moja fascynacja street art’em, pchnęła mnie do stworzenia tego wpisu. W lipcowy weekend 30.000 m² powierzchni w dzielnicach Bedminster i Southville przejdzie totalną metamorfozę. Ponad 250 artystów z różnych zakątków świata przy świetnej muzyce na żywo zaprezentują to co kochają robić najbardziej. Oczywiście mnie z moim aparatem tam również nie zabraknie.

2-3 collagea11 4-2 5-2 5a 6-2 collagea12 7a 7aaa

Stoke Croft to jedno z tych miejsce tworzonych przez ludzi którzy tam mieszkają i pracują. Dla jednych zaniedbane i nie warte uwagi, dla drugich najatrakcyjniejszy punkt Bristolu. Autentyczne i wolne. Hipsterskie, chaotyczne, wielobarwne. Stoke Croft jest odważne, kreatywne i otwarte na wszystkie możliwe pomysły. Mieszkańcy tworzą to miejsce na swój własny niezależny i niesamowicie oryginalny sposób. Co czyni je wyjątkową perełką bristolskiego krajobrazu.

8-2 collage111 10 12 13 14 15 16 17 18 19

Jeśli kiedyś będziecie w Bristolu i najdzie Was ochota na odkrywanie bristolskich murali to koniecznie zajrzyjcie na stronę BRISTOL STREET ART, gdzie ze specjalnie przygotowaną interaktywną mapą nie ominiecie żadnego street art’u.

Autorka tekstu i zdjęć: Żaneta / Travel Detox

0 0 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Moon-Child
6 lat temu

Super, że pokazujesz miasto od strony murali, też strasznie zwracam uwagę, na ten rodzaj sztuki (bo dla mnie to jest sztuka) Kiedyś nawet zrobiłam zdjęcie jednego muralu w Warszawe i nadrukowałam na koszulce (efekt na moim blogu). W ogóle to Bristol wydaje się być ciekawym miastem, przez ten street art trochę niepokojący, nie byłam, ale z pewnością się tam wybiorę.

Zaneta Zuchowska
Zaneta Zuchowska
6 lat temu
Odpowiedz  Moon-Child

Hej Moon-Child 🙂 cieszę się bardzo kiedy kolejne osoby powiększają grupę traktujących murale jako sztukę. Zasługują na to… ja także od dawna należę do nich. Bristol jest cudownym miastem, kolorowym, hipsterskim, murale te małe i duże są tutaj dosłownie wszędzie. I oczywiście zapraszam do Bristolu! Jak byś potrzebowała pomocy chętnie pomogę 🙂 I więcej zdjęć już niebawem na moim blogu – więc zapraszam serdecznie 🙂 Pozdrawiam ciepło!

znówwędrujemy 247
znówwędrujemy 247
6 lat temu

Wygląda na to, że londyńskie Shoreditch, ginące pomału w paszczach buldożerów i ekspansji City, ma swój spory kawałęk w Bristolu. Koniecznie muszę tam zajrzeć. Wstyd, że jeszcze się nie wybrałam.

Ps. Dodajmy jeszcze do listy Beth Gibbons i niezapomniany Portishead. “Bristol jako stolica trip-hop’u”, od czasu posiadania “świadomości muzycznej” funkcjonował w mojej głowie pod tą nazwą.
Pozdrawiam z Londynu jesienią 🙂