Starość…

Starość…

… wygląda wszędzie tak samo czy też inaczej?

Czy są jakieś „widełki”, które wyznaczają jej początek? Czy starość radzi sobie sama czy jest zaopiekowana? Czy koegzystuje ze społeczeństwem czy zepchnięta jest na margines? 

Podglądam ją w Belgii i podglądam w Polsce. Podróżując, zauważam i mijam ją w innych krajach. Niektórym z nią do twarzy, niektórym nie. Jedni ją szanują, inni z niej kpią. Jedni się z nią godzą, inni przed nią uciekają. Niewątpliwie wywołuje różne emocje.

Gdy byłam młodsza, nie przerażała mnie, nie bałam się jej, ale wówczas było mi do niej bardzo daleko. Uwielbiałam słuchać, gdy starość przemawiała, dzieląc się swoimi wspomnieniami o świecie tak odmiennym od teraźniejszego, gdy dzieliła się swoim doświadczeniem, spojrzeniem na świat. Ze starością w parze szła jakaś prawda i mądrość. Jeździłam wówczas z koleżeństwem jako wolontariuszka do domów seniora, domów starości,  jednak nie były to w Polsce (i chyba dalej nie są) miejsca popularne. Kojarzą się raczej z porzuceniem i chorobą. 

Z wiekiem nadszedł moment, chwila, że zaczęłam się bać starości, szczególnie tej, której towarzyszyły siostry: choroba, niemoc, słabość, bo przyjaciel zdrowie odszedł. W kraju postrzegałam starość, tą naszą swojską, raczej jako smutną, taką trochę wegetującą, a nie czerpiącą z życia, bo jeszcze się da.

Nadzieja, że może być inaczej przychodziła wraz z każdym kolejnym przekraczaniem granic, bo okazywało się, że starość może inaczej wyglądać, że jest weselsza, ciekawa świata, że podróżuje, cieszy się, bawi, chodzi do restauracji, żyje. 

A przecież, jej oblicza są bardzo różne.

Gdy zamieszkałam w jednej z dzielnic Brukseli, ciekawość moją wzbudziły apartamentowce, zasadniczo nie różniące się od innych oprócz nazwy, a raczej dodatku w postaci Maison de Repos lub Residence Services  Seniors itp., itd. Okazało się, że mieszka tam starość.

Spotykałam ją na spacerach – malutką, szczuplutką, o białych jak śnieg włosach, której towarzyszyła inna starość na czterech łapach. Była też zadbana, elegancka, wyprostowana, sunąca z podniesioną głową. Lub starość siedząca na ławce, z twarzą wyciągniętą ku słońcu. Przysiadłam wówczas obok, bo ta zagadnęła po francusku, a widząc moją konsternację, po angielsku: 

– Tak chyba wygląda raj – powiedziała z uśmiechem.

Obie doszłyśmy do wniosku, że jeśli tak, to nie mamy nic przeciwko temu, by tam iść.

Była też starość podpierająca się na laseczkach, przygarbiona, wolniutko i ostrożnie posuwająca się do przodu i ta pozostająca w pokojach, wymagająca stałej opieki. Takich miejsc, gdzie starość z różnych powodów przebywa razem, jest w Belgii bardzo dużo, to zupełnie normalne i popularne.

Ale jest też inaczej, tu gdzie żyję teraz mieszka po sąsiedzku starość, często samotna, w pojedynkę, ale w większości przypadków towarzyszy jej starość na czterech łapkach. Prowadzają się razem, niespiesznie i spokojnie, przystając to tu, to tam. W moje klatce też mieszka taka starość – na balkonie ma kwiaty, chadza na spacery, zaczynając wczesnym rankiem, raz z laseczką, raz z balkonikiem, pogodna, uśmiechnięta, z poczuciem humoru, raz nawet śmignęła obleczona w wysokie obcasy.

Powiadają, że „Starość posiada te same apetyty co młodość, tylko nie te same zęby” *, a więc  oswajam się z myślą, że już niedługo będę się z nią prowadzić pod rękę. Mam tylko nadzieję, że o własnych siłach i mimo wszystko z apetytem na życie.

Beata Cios

_________________

*Magdalena Samozwaniec

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
DorotaAgnes AgnieszkaMaradagDanaAnna Recent comment authors

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość
Anna

Och jaki ładny tekst! Na pewno daje do myślenia… W Turcji starość jest zwykle zaopiekowana – jeśli nie przez rodzinę dookoła, to przez obcych na każdym kroku. Nieraz się wzruszałam, widząc, z jakim szacunkiem i troską traktuje się ją zawsze, gdy się pojawia w pobliżu – należy jej się nawet inne przywitanie niż “zwykłym” ludziom…

Dana
Gość
Dana

Kochani pracuje w takim “domu Starcow” z 5 gwiazdkamu w Australii . Powiem to co mnie caly caly czas intryguje. DLACZEGO PANU BOGU TA STAROŚĆ SIE NIE UDALA? Dlaczego oni sa tacy samotni ? Czy naprawde rodziny mysla ze wystarczy zaplacić I to ok? Wiecie jak bardzo tesknia za rodzinka , Jak nasłuchuja czy ktos do nich przyjdzie. Jakimi smutnymi oczami patrza w okno. Choc bysmy stawaly na glowie NIE ZASTAPIMY IM NAJBLIZSZYCH. Na chwilke zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie kogos bliskiego , kogo odstawiliscie pod nasza opieke i ten ktos teskni , popłakuje I czeka . Poswiec chwile i… Czytaj więcej »

Maradag
Gość

Mieszkam w Holandii w takim domu 50+. Nazywa się “t’ brikkenhoes”. Ładny, trzypiętrowy budynek otoczony zielenią, niską zabudową i ogrodami. Apartamenty wygodne, obszerne, korytarze i winda dostosowane do balkoników i wózków inwalidzkich. Na parterze duże pomieszczenie (ontmoetingsruimte), gdzie babcie i dziadkowie schodzą się by pograć w karty i poplotkować przy kawie i ciastku. Odbywają się tu też imprezy okolicznościowe a nawet byłam świadkiem jednego ślubu starości :-). Starość jest tu pogodna, zadbana, czasem “upierdliwa” i schorowana jak to starość. Jest coraz mniej “weteranów”, pierwszych mieszkańców… Przychodzą nowi. I tak tu się ta starość “kręci”. Odwiedzana przez dzieci, wnuki i prawnuki,… Czytaj więcej »

Dorota
Gość
Dorota

Chetnie bym wpadła na pogadankę lub na rower ale mam trochę daleko bo żyje na Vancouver Island w Kanadzie. Wkrótce uderza mi 60 i mam głęboka nadzieje na podobne lata, rower i wędrówki! Życzę szczęścia

Agnes Agnieszka
Gość

W Anglii bardzo dużo ludzi w starym wieku podróżują i wyglądają na zadowolonych jest też różne potworzone grupy gdzie starsi ludzie przychodzą na takie spotkania i dzielą się swoimi pasjami.
Są też chorzy starsi ludzie i przebywają w takich domach starość.

Dorota
Gość
Dorota

Super!!!