Przyjęcie obywatelstwa obcego kraju

Przyjęcie obywatelstwa obcego kraju

I ślubuję ci moją lojalność…

Długo nie mogłam się zdecydować, co włożyć na tę okazję. Aussie znani są z luzu i traktowania japonek jako obuwia sportowego, ale rozsądek wygrał i wraz z nim czarna, elegancka sukienka. Przyjęcie obywatelstwa innego kraju przypomina nieco uroczystość pogrzebową. Wszyscy się cieszą i gratulują, pytają o samopoczucie, a ty z ulgą odbierasz ciężko zdobyty papier i nie bardzo wiesz, jak się poczuć. 

Spotkałam się z różnymi opiniami na temat decyzji o ubieganie się o obywatelstwo kraju zamieszkania. Ci, których to nie dotyczy, mają z reguły najwięcej do powiedzenia. Ich wypowiedzi obejmują całą gamę opinii: od zdrady Polski przez buractwo i wstydzenie się bycia Polakiem, aż po zdziwione: „a po co Ci to?” lub pełne zazdrości: „ty to masz dobrze”.

A jaka jest prawda? Cała procedura nie jest prosta i każdy kraj ma inne wymagania: od przynajmniej 10 lat bycia rezydentem po skomplikowane testy językowe, jak na przykład w Holandii. 

Dzięki Agnieszce mogę potwierdzić, że co kraj to obyczaj. Australijskie wymagania wydają się być wyśrubowane, ale wielu Południowoafrykańczyków osiedla się tu na stałe, a jak to wygląda w RPA? Prawo RPA pozwala na staranie się o obywatelstwo dopiero po 10 latach pobytu stałego w kraju. Pobyt stały natomiast otrzymuje się dopiero po pięciu latach pobytu tymczasowego (wiza rodzinna, partnerska, pracownicza itp), więc jeszcze poczekam, ale ponieważ nie muszę pozbywać się polskiego obywatelstwa, by przyjąć południowoafrykańskie, to na pewno skorzystam z tej możliwości, gdy minie wymagany okres czasu. 

Trudno porównywać bycie nie-obywatelem w różnych krajach. Inaczej jest być Polakiem w Niemczech, a inaczej na Wyspach, w USA czy Australii. Jedni obywatelstwo porównują do „czucia się” i utożsamiania z daną nacją, inni nie przejmują się tymi szufladkami i nazywają się obywatelami świata. Jeszcze inni, tak jak ja, świadomie wybrali kraj do życia i traktują posiadanie paszportu danego kraju jako naturalną kolej rzeczy. Rozmowy z innymi Polkami na obczyźnie uświadomiły mi kilka ważnych aspektów związanych z obywatelstwem. O ile są osoby, które biorą pod uwagę powrót do Polski i dlatego pozostają tylko przy polskim paszporcie, o tyle całą resztę emigrantów żyjących na stałe poza granicami można podzielić, z reguły niesprawiedliwie, bo przecież są jeszcze nałogowi zmieniacze krajów albo po prostu podróżnicy, na kilka grup.

 

Polskie obywatelstwo wystarcza

Czasami zapominamy, że ten „papierek” to coś podobnego do małżeństwa. Jest mnóstwo par, które mówią, że nie potrzebują legalizacji związku do bycia razem oraz posiadania dzieci i domu. I tak jak w życiu, jednym to się podoba, a innym nie, jedni odczuwają konsekwencje życia na kocią łapę, a drudzy nie. Rozsądek mówi, że najlepiej jest być w szczęśliwym małżeństwie aż do śmierci, ale życie płata figle.

Nie przysługuje mi obywatelstwo amerykańskie, bo za krótko tu mieszkam. Ale nie mam ochoty go mieć, jeśli by była taka możliwość. Mam zielona kartę i to mi wystarczy – mówi Ania mieszkająca w Miami. 

Ja od 16 lat żyję w Szwecji i nie mam obywatelstwa szwedzkiego. Córka ma podwójne. Nie czuję się Szwedką, nie stanę się dzięki temu bardziej szwedzka, nie mam takiej potrzeby… – pisze Karolina. Odebrałam dziś mój nowy paszport. Polski paszport. Bo jestem Polką. Dlaczego o tym piszę? Bo w ostatnim tygodniu wiele razy zostałam zapytana po co mi polski paszport, skoro i tak mam szwedzki. No bo ludzie myślą, że jak się mieszka w Szwecji od 13 lat to, co jak co, ale obywatelstwo szwedzkie się ma. Nie, nie jest to wcale takie oczywiste. Ja nie mam. I nie chcę mieć. Bo ja mam obywatelstwo mojego kraju – Polski, kraju w Europie. Jestem Polką i żadne inne obywatelstwo tego nie zmieni. Nie stanę się nagle Szwedką, bo mam ich paszport, bo mogę brać udział w wyborach parlamentarnych. Nie stanę się kimś innym/lepszym/lepiej postrzeganym przez innych ludzi. (…). Mogłam mieć obywatelstwo już w 2005 roku, po 3 latach mieszkania w Szwecji (wtedy wyszłam za mąż za Szweda), później w 2007 roku urodziłam “szwedzkie” dziecko, więc drugi raz, już praktycznie z urzędu mi się należało. Ale po co? Czy Polacy wstydzą się swojego pochodzenia? Czy to leczenie kompleksów, bo z Polaka nagle staję się Szwedem? Czy to daje złudne poczucie większej wartości?(…)

Podobnie uważa Justyna: Ja też nie chce niemieckiego, chociaż bym mogła mieć, bo mi do niczego niepotrzebne, kłopotów z tym co niemiara! Wiem, bo znajomi co rusz się starają.

Zapewne wielu Polaków mieszkających w krajach Unii Europejskiej powie to samo. Po co mi ten kłopot, zdawanie egzaminów, płacenie sporych pieniędzy, jeśli nic to nie zmienia? Jesteśmy przecież Europejczykami! Rozsądek mi jednak mówi, że wszystko jest dobrze, dopóki jest fajnie. Ale warto wyciągać wnioski z historii. Dlatego słowa Ani dają nieco do myślenia. Zauważyła ona, że po wielu latach mieszkania za granicą dopiero teraz zaczęła się obawiać o swoją sytuację. Co, jeśli obecna władza wyprowadzi Polskę z Unii? Po raz pierwszy pożałowałam, że nie mam innego obywatelstwa – wyznała. Podobnie brzmi wypowiedź Jolanty, autorki blogu jolasolotrips: Bardzo miło wspominam przysięgę. Pojechałam z przyjaciółką. Niektórzy pytają mnie po co mi to, skoro Irlandia jest w Unii. …. patrząc na Wielką Brytanię różnie może być.

 

Nie chcę zrzekać się polskiego obywatelstwa

Jeśli kiedykolwiek myślałeś, że paszport innego kraju dostaje się po wypełnieniu formularza i pożegnalnym pomachaniu w kierunku Polski, to niestety muszę Cię rozczarować. Wiele krajów nie uznaje podwójnego obywatelstwa. Aby przyjąć nowe, należy się zrzec polskiego, co nie jest proste. „Obywatel polski nie może utracić obywatelstwa polskiego, chyba że sam się go zrzeknie” – stanowi Konstytucja RP. Tym samym moje dzieci urodzone w Irlandii i mieszkające w Australii są Polakami, czy chcą czy nie. Jedno nawet załapało się na obywatelstwo irlandzkie, bo wyrobienie tam paszportu był szybsze i tańsze… Obywatelstwo australijskie oznacza, że w końcu będziemy mieć te same paszporty!

Procedura zrzeczenia się związana jest ze spełnieniem szeregu wymogów, przedstawienia licznych dokumentów oraz oczekiwaniem na zgodę Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Nie ma odwołania. Cóż, mam mgliste wspomnienie polskich urzędów, ale brzmi to dla mnie jak mission impossible. Może ta emocjonalna blokada przed zrzeczeniem się obywatelstwa polskiego dotyczy nie tylko „czucia się ciągle Polakiem”, ale też awersji do komplikacji i użerania się z urzędnikami? 

Na Tajwanie to ciut trudne – musiałabym się zrzec polskiego obywatelstwa (…) Jest to oczywiście ryzykowne, bo można zostać pozbawionym obywatelstwa polskiego, a nie otrzymać tajwańskiego. I w takim wypadku zostaje się bezpaństwowcem. Zabawne to nie jest… Od zeszłego roku Tajwan przyznaje obywatelstwo osobom szczególnie zasłużonym dla kraju. No cóż … może kiedyś … W końcu pobyt stały dostałam na tej podstawie – była i TV, i wywiady i specjalna ceremonia wręczania przez przedstawiciela rządu… – wyznaje Dorota z blogu Babel School in Taiwan.

Nie trzeba daleko jechać, aby doświadczyć dylematu, czy zrzekać się obywatelstwa czy nie. Austria, Norwegia i Holandia też nie uznają podwójnego obywatelstwa. Aby zostać obywatelem tych krajów, konieczne jest zrzeczenie się polskiego. Znajomi z Indii i Chin, najliczniejsza grupa osób ubiegających się o australijskie obywatelstwo, właśnie ma ten dylemat. Aby je przyjąć, ich własne kraje wymagają zrzeknięcia się dotychczasowego obywatelstwa. Prawa obu krajów muszą być uszanowane.

Inne państwa, tak jak np. Francja, Polska, Kanada czy Australia akceptują podwójne obywatelstwo, ale: To, że jakiś kraj nie uznaje podwójnego obywatelstwa oznacza jedynie, że dla kraju X jesteś zawsze tylko obywatelką kraju X. I tak, np. ja mam podwójne obywatelstwo polsko-francuskie, ale dla Francji jestem tylko obywatelką Francji, a dla Polski tylko obywatelką Polski. Nie mogę otworzyć konta we francuskim banku jako Polka. Państwa, które nie dopuszczają podwójnego obywatelstwa każą się zrzec poprzedniego zanim nadadzą komuś swoje – pisze Nika z bloga Francuskie i inne notatki Niki.

Z ciekawostek, w Australii była ostatnio ogromna afera, bo okazało się, że kilku parlamentarzystów posiadało podwójne obywatelstwo, a jest to ustawowo zabronione wśród polityków piastujących stanowiska na szczeblu federalnym. Sytuacja niektórych osób była dość skomplikowana. Pamiętajmy, że Australia to kraj imigrantów. Wiele krajów, tak jak Polska, ma prawo krwi i można być obywatelem kraju, którego się na oczy nie widziało. W czasie wojny dokumenty giną, granice się zmieniają, ludzie zapominają… zatem mieliśmy niezły medialny kogel-mogel!

Posiadanie podwójnego lub potrójnego, jak w przypadku jednego z moich dzieci, obywatelstwa, ma też swoje ciemne strony. Wyrobienie nowych polskich paszportów w Australii, jeśli się nie mieszka w okolicach Sydney, to koszmar. Nie można złożyć wniosków na poczcie, jak w przypadku np. Irlandii, a osobiste stawienie się w Sydney dwa razy, całą rodziną, to ogromny koszt. Jeśli dziecko nie ma nadanego numeru PESEL lub w nazwisku jest polska litera, którą pominięto w zagranicznym akcie urodzenia, to jeszcze większy dramat, początek długiej i kosztownej żonglerki z urzędami. 

Co się stanie, jeśli rodzina poleci do ojczyzny na australijskich paszportach? Straż Graniczna ostrzega, iż w sytuacji, gdy funkcjonariusz Straży Granicznej w trakcie kontroli granicznej uzyska informację, że podróżny posiada obywatelstwo polskie, a nie ma ważnego polskiego paszportu czy dowodu osobistego – w zależności od kierunku podróży, funkcjonariusz ma obowiązek nie zezwolić takiej osobie na przekroczenie Rzeczypospolitej Polskiej na wyjazd, nawet jeśli wjechała na terytorium Polski na podstawie dokumentu stwierdzającego obywatelstwo innego państwa.

To lecieć czy nie lecieć? 

 

Praktyczne podejście

Zauważyłam, że najpraktyczniejsze podejście do kwestii obywatelstwa mają Polacy mieszkający w krajach o rozwiniętym systemie wizowym jak Australia czy Kanada oraz tych, które wyraźnie preferują swoich obywateli. Jeśli nie masz obywatelstwa, to codzienne funkcjonowanie będzie cię kosztowało więcej wysiłku. Napotkają cię problemy w banku, trudniej będzie wykupić telefon z abonamentem, poniesiesz koszty publicznej edukacji i pojawią się problemy z wynajmem lub kupnem domu. A czasem można nawet usłyszeć, że nie ma się nic do gadania, bo nie jest się stąd. Jakiś argument zawsze się znajdzie. Nic dziwnego, że osoby, które się osiedliły na stałe i mają w danym kraju „całe swoje życie”, wybierają najrozsądniejszą opcję. Dla nich to naturalna kolej rzeczy. Obywatelstwo australijskie to nie tylko paszport i prawo do głosowania. To też oferty pracy w zbrojeniówce i brak konieczności aplikowania o wizę przed powrotem z wakacji (trzeba w końcu kiedyś odwiedzić Polskę!). Pozornie posiadanie paszportu niewiele się różni od statusu rezydenta (temat rodzaju wiz i kosztów bycia nierezydentem Australii to materiał na epopeję), ale w pewnych sytuacjach ułatwia życie. 

Ciekawą perspektywę ukazuje Isia, która twierdzi, że jesteśmy wychowywani w duchu przynależności do jednej nacji i paszport ma tę przynależność oficjalnie deklarować (…). Ale niestety świat zmienia się szybciej niż biurokracja i w dzisiejszych czasach paszport to ułatwienie lub ograniczenie naszego trybu życia i wyborów. Dla mojej tożsamości nie potrzebuję paszportu ani żadnego dokumentu, ale do pracy czy życia już tak i tak mnie widzi system – przez pryzmat papierka (…). W Stanach to widać najlepiej. Imigranci z dokumentami vs bez dokumentów (…) to często kwestia być albo nie być. Nie ich umiejętności, talent ani pracowitość. Zwykły papierek decydujący o wszystkim. Sama co roku walczę o przedłużenie pozwolenia o pracę, składam papiery pierwszego możliwego dnia i nigdy nie przychodzą na czas. Teraz znowu czekam i jeśli nie dojdą mogę stracić możliwość robienia doktoratu… nigdy nie myślałam, żeby się starać o amerykańskie obywatelstwo, nigdy nie będę czuć się Amerykanką, ale dla świętego spokoju, żeby żyć normalnie i nie bać się o przyszłość (…) będę musiała w końcu to zrobić… nie ma to dla mnie nic wspólnego z tożsamością, to tylko kwestia działania systemu, w którym żyjemy.

Czasami po prostu chcemy żyć w danym kraju i niewiele nas już łączy z Polską, tak jak w przypadku Sary.

W tym miesiącu czeka mnie przysięga przyjęcia obywatelstwa kanadyjskiego – pisze Sara. Nie rozmyślam nad tym za dużo i traktuję tę kwestię jako naturalną kolej rzeczy po sześciu latach życia w tym kraju. W tym czasie zdążyłam wyjść tu za mąż, zwiedzić kilka miejsc, pomieszkać w dwóch różnych miastach i urodzić syna. I coraz częściej łapie się na tym, że coraz mniej wiem o Polsce. Już nie znam cen artykułów w polskich sklepach, nie pamiętam czy matematyka jest przedmiotem obowiązkowym na maturze i jakie piosenki obecnie wałkuje RMF FM. Symultanicznie uczę się nowych rzeczy o moim nowym kraju. Dlatego wydaje mi się naturalnym uzyskanie prawa wyborczego, bo tutejsza sytuacja polityczna bezpośrednio wpływa na moje życie. Jednocześnie nie czuję się już kompetentna, żeby brać udział w polskich wyborach i pomimo że posiadam i mam zamiar zatrzymać polskie obywatelstwo, już od kilku lat nie korzystam z tego przywileju. Może podeszłabym do przyjęcia kanadyjskiego obywatelstwa bardziej emocjonalnie, gdybym była zmuszona zrzec się obywatelstwa polskiego. Na szczęście nie muszę podejmować tej trudnej decyzji i dlatego traktuję cały ten proces w kategoriach czysto formalnych – dodaje autorka bloga Clumsy and Stupid.

Nie mogłam oprzeć się pokusie i tuż po mojej ceremonii zapytałam Sarę o wrażenia z jej uroczystości. Przyznaję, że pomimo wielu podobieństw, zaintrygowała mnie karta wstępu! Fajny bonus dla nowo zaprzysiężonych obywateli i pewno niepisana zachęta do lepszego zapoznania się z historią i naturą kraju.

Sama ceremonia trwała około godziny i jak na dwujęzyczną Kanadę przystało, odbywała się po francusku i angielsku. Razem ze mną przysięgę królowej Elżbiecie II (Kanada jest dominium brytyjskim) składało 300 osób z 62 różnych krajów. Przysięga jest zbiorowa, po czym każdy osobiście podchodzi do stołu, gdzie składa się podpis i otrzymuje certyfikat, który jest oficjalnym dokumentem potwierdzającym obywatelstwo. Razem z nim otrzymaliśmy kartę wstępu do ponad 1000 muzeów i parków narodowych

Zatem obyło się bez większych wzruszeń czy plucia na polski paszport, jak żartują moi znajomi. W moim przypadku nawet mózg został nienaruszony, pomimo powiedzenia, że przyjmując obywatelstwo australijskie musisz się pozbyć połowy mózgu.

8 września 2018 roku poczułam się właśnie tak jakoś nijako. Serce mi mocniej zabiło jedynie przy odśpiewaniu australijskiego hymnu Advance Australia Fair, a syn wyszeptał, że to piosenka, którą zna z przedszkola. Urzędnik żartował, żebyśmy się nie martwili, jeśli nie znamy słów, bo większość Aussie ich nie zna. Ponad stu przyszłych obywateli mogło wybrać pomiędzy przysięgą ze słowem Bóg lub bez. Lista nazwisk na liście zawierała zaledwie kilka z Europy, reszta była głównie z Półwyspu Indyjskiego i Azji. Szczerze cieszę się, że jako obywatele możemy głosować i wpływać na stanowione prawa. I tym dla mnie jest ta decyzja. Jest to przejęcie na siebie odpowiedzialności za dany kraj. Nie tylko mieszkanie w nim, branie tego, co dobre i narzekanie na to, co złe. Już nie jestem tu tymczasowo, turystycznie, na niby. Teraz mam prawo głosować i prawo narzekać na władzę. Mam też obowiązek brania udziału w wyborach, bo za jego niedopełnienie grozi grzywna. A dla moich dzieci? One już dawno myślą, że są Australijczykami. Po całej imprezie (były kanapeczki i kawka) starszy syn zapytał, czy jako dorosły będzie musiał przechodzić przez ten proces jeszcze raz. Byliśmy chyba jedyną pełną rodziną, która otrzymała certyfikaty i podobno mamy dzięki temu najładniejsze zdjęcie. 

 

Hiacynta, autorka bloga „Psycholog w Australii”

 

 

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o