Felietonyporównanie

Siedzę w bibliotece, ze zmęczenia zamykają mi się oczy. Córka biega z dziewczynką wypatrzoną wśród tłumu. Syn ma kurs szachowy. Wcześniej miał trening hokejowy. Cały dzień w biegu…

Ona siedzi po turecku, wyprostowane plecy, lekki uśmiech, wszystko w jej ubiorze do siebie pasuje, włosy starannie ułożone i równie staranny makijaż. Wydaje mi się, że jest w moim wieku. Ma córkę w wieku mojej. Równie pełną energii. Nasze córki biegają po bibliotece, a ja chcąc, nie chcąc, spoglądam w jej stronę. Ze zmęczenia kleją mi się  oczy. Potargane włosy sterczą mi w każdą stronę, a resztki makijażu zdają się krzyczeć: „gdzie masz lustro?”, na spodniach mam tłustą plamę z sosu do sałatki zjedzonej na lunch, którą wyczarowałam z resztek, bo nie było czasu, by wejść do sklepu. Nie było też czasu się przebrać, gdy wpadliśmy do domu po torbę z ubraniami na hokej. 

Jej córka ma idealne loki, u mojej włosy sterczą równie szalenie jak mi. Strój jej córki jest jak z pierwszych stron czasopism, moja ma dziury w skarpetkach.

Patrzę na te nasze dziewczyny i patrzę na tę mamę. Moja pierwsza myśl: „jeju, jaka ona ogarnięta! A ja takie cielę. Matko, jak mogłam wyjść tak ubrana? Muszę moją córkę lepiej stylizować. Jakim ja jestem dla niej przykładem?”

Dopiero po chwili przytomnieję i przypominam sobie, że każdy coś skrywa. Każdy z czymś walczy. I ona nie jest wyjątkiem. Może faktycznie dzisiaj czuje się dobrze i wszystko ma pod kontrolą, a może wręcz przeciwnie? Może to uporządkowanie w wizerunku jest desperacką próbą przekonania samej siebie, że jest dobrze, że daje radę?

Może tak naprawdę za tym uśmiechem kryje się ból, a makijaż to próba ukrycia łez? Zresztą, czy to moja sprawa? Nie sądzę. 

Moje dzieci i ja i moja rodzina i mój pies… to są moje sprawy. Rozczochrane włosy mojej córki to znak, że świetnie się bawiła, goniąc wiatr i ścigając się z własnym cieniem. Dziury w skarpetce świadczą o tym, że odkrywała nowe ścieżki. „Niedobrane” stroje świadczą o tym, że jest sama w stanie wybrać, co chce założyć i że czuje się z tym dobrze. Plama na moich spodniach to przypomnienie, że to był długi i trudny tydzień, miesiąc, rok a nawet i dekada i mam prawo spojrzeć na siebie życzliwiej. Moje dzieci są szczęśliwe z tym, jakie są. Nie tracą czasu, by martwić się ułożeniem włosów, one podbijają świat! Odkrywają go każdym zmysłem i tak właśnie chłoną. Jestem z nich dumna i z każdej dziurki, i z każdej plamki. 

Ta mama chyba chciała żebym się do niej przysiadła. Ale ja nie chciałam. Ciszy chciałam. Chciałam posiedzieć sama ze sobą. Dziękuję sobie, że tak wybrałam. Koleżankami możemy zostać za tydzień.

Sylwia Rioux

4.4 8 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze