Polska mi utkwiła

Polska mi utkwiła

Kac

Utkwiła mi banalnie Polska gdzieś między: tak bardzo cię kocham i tak bardzo mnie rozczarowałaś. Nie przechodzi mi przez gardło jak dawniej. Z lekkością, radośnie, zuchwale mówiłam w Hiszpanii. Mówiłam głośno i wyraźnie: Jestem z Polski! Tak, jestem Polką. Tęsknię do Polski. Chcę tam wrócić. Chcę tam być.

A oni pytali skąd dokładnie:
– A gdzie to jest, gdzie leży?
Mówili:
– Ja byłem w Krakowie.
– A ja miałem polskiego chłopaka.
– Mam kolegę z Warszawy.
– Muszę się tam kiedyś wybrać.

A ja namawiałam, że koniecznie musisz. Że pięknie, gościnnie. Że fajny kraj, fajni ludzie. Otwarty. Rozwija się. Wiesz jak się Polska rozwija?

Duma?

Tak, to była mała duma. Mała duma jak maleńki domek na dłoni do pokazania, że się jest stąd, nie stamtąd i że krew pulsuje w rytmie tamtejszych nie tutejszych rzek. Dziś już we Francji nie noszę mojej małej dumy w kieszeni, ani Polski nie lubię –  głośno wypowiadać. Coś się we mnie zatrzasnęło. Jak te drzwi, które się zatrzaskują po rodzinnej awanturze. Czasem myślę, że każda rodzina w Polsce ma takie drzwi i taką ciotkę i wujka, i takie nieporozumienie, że się trzeba obowiązkowo pokłócić i trzasnąć. Coś się we mnie zamknęło na tę rodzinę potrzaskaną.

Zdjęcia

Oglądam zdjęcia Polski i widzę rysy. Głębokie, wyszarpane pazurami, brudne. Czy one zawsze tu były? To jest to uczucie, kiedy ktoś skrobie palcem po tablicy.

Polskie kadry, polskie wesela kręcą się w kółko. Wciąż ta sama melodia. Do kotleta rytm.

Wąsaty wujek Henio koło kuzyna Mariusza. Pili razem wódkę, śpiewali do mikrofonu, co to były za wygłupy. Ale jak się potem wujek Heniek dowiedział, że Mario ma chłopaka, to powiedział, żeby mu chętnie wpierdolił i żeby się, broń cię panie Boże, nie pokazywał na jego urodzinach w przyszłym roku. Pederasta jeden!

A ciocia Marysia? Ta to dopiero się musiała hamować, jak jej Maria powiedziała, że nie ochrzci Magdaleny. Uśmiechała się do bratanicy, bo wypadało się uśmiechać, ale co to za dziewuszysko!? Jak ją rodzona matka wychowała!? A ten jej mąż Johann? To pewnie przez niego ten cały zgniły zachód uderzył im do głów.

Marek i Jurek wyszli na papierosa, na pięć lat do streszczenia.

– Ja to wiesz, tak między nami oczywiście, – zaczął jurnie Jurek –  robię takie przekręty, że głowa mała. Wiesz, mnie to mogą naskoczyć, ja wiem jak ich zrobić i dzięki temu płacę tylko siedemdziesiąt procent tego, co reszta i jeszcze mi naiwniaki dziękują. My Polacy to mamy ten dryg do interesów, co nie!? He he he he he – chichotał Jurek, podrygiwał tułowiem, a Marek nie wiedział jak skomentować. Zaciągnął się więc tytoniem – podwójnie. Na przekręty i na brak komentarza.   

Ciotki sączyły różowe wino.

– Do nas to jeszcze nie dotarły te brudasy i murzyny – zaczęła ciocia Danuta. Nie wiedziała, że młodszy syn cioci Małgosi już jakiś czas temu poznał nową dziewczynę. Z RPA.
– Ehmmm – ciocia Małgosia tylko chrząknęła.
– Ja to bym ich wszystkich wytępiła! – grzmiała dalej ciocia Danuta, zagłuszając chrząknięcie cioci Małgosi. A zaraz potem dodała:
– Wiesz kochanieńka, że jadę w kwietniu na pielgrzymkę do Lourdes. Trzeba się gorliwie modlić, bo to, co się na tym świecie teraz dzieje, to woła o pomstę do nieba. Dobrze, że do nas do Polski to jeszcze nie dotarło, to całe zachodnie barachło.
– Aa – coś jakby zajęczała ciocia Małgosia i zapiła ciotkę Danusię różowym winem. Dwa łyki za „murzynów” i dwa łyki za “brudasów”. Jak zdrowaśki te łyki, gorliwe i skonsternowane.

 – Oni wszyscy kradną! Bez wyjątku! – wrzasnął po oczepinach wujek Tadzik, zanim nie stracił przytomności, tak że go ciocia Jola musiała z wujkiem Grześkiem do pokoju wnosić.
– Nic nie warci są. Oszusty jedne! Ja ich wszystkich mam w dupie. O tu! Tu mogą mi podskoczyć. Zasrańcy! – Już miał wskakiwać na stół, gdy za ramię pociągnął go wuj Janek, bo wuj Janek nie pił. Janek biegał, jadł „niemięso” i udawał, że nie słyszy „ten dziwoląg” za plecami, wyszeptywane o nim raz po raz.

– A temu co się stało? –  zainteresował się dziadek Władek wujkiem Tadzikiem.
– Upił się chłopina –  ktoś powiedział.
A ktoś inny dodał:
– Ale rację ma.
I się zaczęło.
– Wcale nie ma racji.
– A właśnie, że ma rację!
– Nie ma racji!
– Ma rację!
– Nie ma.
– Ma!
– Tak!
– Nie! Tak! … – sala coś jakby pękła na pół.

Album

I obracam w dłoniach znajomy album. I jakbym otrzeźwiała. Bo wyraźniej widzę każde zdjęcie, każdą z ryso-scen niby weselnych, a smutnych. Z tej rysy, o z tej tutaj, dochodzą wyzwiska – mówią nienawiścią, układają w rządy, rzędy, kły. A z tej drugiej wypełzają nie twarze, lecz gęby, całe czerwone, dumne z czegoś, z niczego ważnego. Z trzeciej konformizm. Z czwartej nóż, zimny i szaleńczy. Z piątej obłuda jak glizda. Rys jest więcej. Tak dużo, że kręcą mi się w głowie, kaca od nich mam. To jest kac po Polsce. Po tej, którą jeszcze niedawno łapczywie spijałam, „zatęskniałam” i chuchałam nią wszędzie naokoło. Teraz nie przechodzi mi przez gardło, utkwiła mi. Mam dość. Muszę iść na terapię. Na terapię grupową, społeczną, narodową… Ale czy istnieją na świecie takie terapie dla całych państw?

Czy jeszcze kiedyś powiem lekko:

– Tak z Polski! Z tego fajnego miejsca.

Dojrzałość to nie jest lukrowanie tortu, który dawno temu zgnił. Każda uczciwa zmiana zaczyna się od spojrzenia. Od spojrzenia sobie – w rodzinne zdjęcie. Album leży tu…

Dominika Horodecka

Dominika Horodecka

AUTORKA TEKSTÓW

Absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Kocha biegać i ćwiczyć z pewną Ewą. Jest także miłośniczką Alice Munro, Stephena Kinga, Marii Czubaszek i  Mariusza Szczygła . W 2010 roku narzeczony kazał jej się spakować. Niechętnie, ale się spakowała i polecieli do Sewilli. Po dwóch i pół roku w Hiszpanii wrócili do Polski, by niedługo potem przenieść się do Antibes we Francji. Nie wie jeszcze, gdzie spędzi resztę życia, ale wie jak. W małym domku z drewnianym płotem i pochyloną nad nim wiśnią. 
Blog: http://pastelowakropka.pl/

 

 

Świat według Polki to zbiór 65 opowiadań z podróży i emigracji autorstwa Polek z Klubu Polki na Obczyźnie.

Są wśród nich opowieści wesołe, melancholijne, są przygody z dalekiego świata i spotkania z wyjątkowymi ludźmi – takimi, którzy na zawsze zostają w pamięci. Jest miejsce na uśmiech, refleksję czy łzy wzruszenia, a także na wszystko to, co dostajemy od losu, wybierając się w podróż zwaną emigracją.

Wszystkie historie opowiedziane w książce są prawdziwe.

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subskrybuj  
Powiadom o