Mołdawia: niewielki kraj “wciśnięty” pomiędzy Rumunię i Ukrainę, liczący obecnie około 3,5 miliona mieszkańców. Kojarzony głównie z dobrym winem i popularną na początku XXI wieku piosenką “Dragostea din tei” boysbandu O-Zone. Moja przyjaciółka Olga jest Mołdawianką, pierwszą (i póki co jedyną, nie licząc jej rodziny), jaką miałam okazję poznać. Wcześniej wiedziałam o jej kraju trochę więcej niż nic. Olga to artystyczna dusza z nutką bałkańskiego temperamentu, w którym przebija jednak bardzo wyraźnie coś, co nazwałabym “słowiańską wrażliwością”. Poznałyśmy się pięć lat temu w Badalonie pod Barceloną, gdzie obie mieszkamy, i od razu między nami “kliknęło”. Częstujemy się nawzajem barszczem, przywozimy twaróg i wymieniamy się słojami domowej kiszonej kapusty, która nota bene w obu naszych domach smakuje identycznie.

Cześć Olja. Fajnie, że zgodziłaś się opowiedzieć mi coś więcej o Mołdawii. Zawsze mamy milion tematów, a tak rzadko rozmawiałyśmy stricte o naszych krajach pochodzenia. Próbowałam w głowie posklejać to, co już przez te kilka lat dowiedziałam się od ciebie o Mołdawii, jednak ciągle nasuwały mi się nowe pytania. O niektóre sprawy wolę też dopytać, bo moja wiedza, zwłaszcza historyczna, jest dość ograniczona. Interesujący, choć trudny jest też wątek Mołdawii w kontekście trwającej za waszą granicą wojny. Zaczynamy?

Jasne! Przyłapałaś mnie akurat w trakcie włosowego SPA. Będę sobie nakładać różne maseczki na włosy, mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać <śmiech>.

No coś ty, jeszcze by tego brakowało! Na początek może zadam bardziej ogólne pytanie. Gdy myślisz o życiu w Mołdawii, co jako pierwsze przychodzi ci do głowy? Jakie odczucia i myśli? Mieszkasz w Hiszpanii, masz rodzinę w Niemczech. Gdy patrzysz na swój kraj nieco z boku, to co czujesz?

Tak, od ponad pięciu lat mieszkam w Katalonii, a oprócz tego mieszkałam też trzy lata w Bułgarii, więc rzeczywiście zasmakowałam nieco życia poza Mołdawią i wydaje mi się, że potrafię spojrzeć na nią z innej perspektywy. Pierwsze różnica, która przychodzi mi na myśl to podejście do drugiego człowieka. W Mołdawii wygląda to, jak podejrzewam, jak na polskiej czy bułgarskiej prowincji. Ogromna otwartość, szczerość, zaufanie i serce na dłoni, zarówno w zwykłych kontaktach międzyludzkich, jak i w tych bardziej biznesowych. To są chyba jeszcze pozostałości mentalne z czasów Związku Radzieckiego, podejście pod tytułem “klient nasz pan”. Jednak to, co ostało się u nas, przybrało dobrą, uczłowieczoną formę.

W Mołdawii klient jest absolutną świętością, każdy przedsiębiorca stanie na rzęsach, by jego klient odszedł usatysfakcjonowany. Nie z czystego wyrachowania, tak po prostu jest. W Bułgarii czy Hiszpanii, jeśli klient jest zbyt wymagający, robi się kalkulację ー czy opłaca mi się te wymagania spełnić. Jeśli odejdzie ー mówi się trudno, przyjdą następni. W Mołdawii satysfakcja klienta, nawet bez wyraźnych korzyści, to rzecz nadrzędna, sprawa honoru. Może jedynie w stolicy, Kiszyniowie, powoli się to zaciera, ale w każdym innym mieście spotkamy się właśnie z takim nastawieniem ー zarówno do klienta, turysty czy po prostu drugiego człowieka. Mnie jako przedsiębiorczyni z początku trudno było się przestawić, ale z czasem zrozumiałam, że muszę działać zgodnie z zasadami rynków zachodnich, inaczej poszłabym z torbami.

Pięknie mówisz o swoich rodakach, brzmi rzeczywiście jak polska wieś pod wschodnią granicą, skąd pochodzi część mojej rodziny. Ludzie otwarci i aż naiwnie dobrzy, otworzą dla ciebie dom, lodówkę i choćby sami mieli pójść spać głodni, tobie na to nie pozwolą. Słynna “polska gościnność”.

No więc doskonale wiesz, o czym mówię. Tacy są właśnie Mołdawianie. Choć wielu żyje na granicy ubóstwa, postąpiliby identycznie.

Za czym, oprócz ludzi, najbardziej tęsknisz?

<bez sekundy namysłu> Za jedzeniem! Nasze mołdawskie jedzenie, mam wrażenie, ma o wiele więcej smaku, jest jakby pełniejsze, bardziej wyraziste. Mam na myśli podstawowe produkty jak warzywa i owoce. To pewnie zasługa naszych żyznych czarnoziemów, takich samych, z jakich słynie Ukraina ー spichlerz Europy.

Och, tak bardzo się zgadzam. Nie byłam co prawda w Mołdawii, ale nigdy nie zapomnę smaku bułgarskich pomidorów, to jakieś zupełne szaleństwo, jak smakować może zwykły pomidor w sałatce szopskiej. 

No właśnie, więc za każdym razem gdy jestem w domu, najadam się tego na zapas. Tu mogę sobie kupić twaróg w polskim czy rosyjskim sklepie, ale takich pomidorów nie kupię.

Tęsknię też bardzo za czterema porami roku. Taką, wiesz, prawdziwą zimą, prawdziwą wiosną i jesienią. Tu w Hiszpanii po prostu zmieniają się temperatury i odczuwam to jakoś tak bardziej “płasko”, nie obserwuję tej mitologicznej wręcz cykliczności natury i bardzo mi tego brakuje.

Opowiesz mi trochę o ludności Mołdawii skąd pochodzicie? Zrób mi, proszę, mały wykład z etnologii, bo jestem w tym aspekcie wstyd się przyznać kompletnie zielona!

Ze względu na lokalizację i historię Mołdawia od zawsze była bardzo ciekawym tyglem, w którym na przestrzeni wieków mieszały się różne narodowości. Mamy ludność o korzeniach rumuńskich, ukraińskich, bułgarskich, rosyjskich czy tureckich. Myślę, że ta różnorodność bardzo ubogaca naszą kulturę i nas jako naród. Jeśli dodasz do tego fakt, że wszystko odbywa się na tak niewielkim terytorium… to rzeczywiście ciekawa i “gęsta” mieszanka. Większość z nas jest dwujęzyczna, mówimy po rumuńsku i rosyjsku, w zależności od regionu dominuje jeden lub drugi. Ja rumuński zawsze rozumiałam, ale w domu mówiło się tylko po rosyjsku. Dopiero tu w Hiszpanii odkryłam, że mówię też po rumuńsku, bo to był najlepszy język do komunikacji z jedną z moich klientek.

À propos, opowiedz, proszę, jak to jest u was z rumuńskim paszportem. Pamiętam, jak mówiłaś, że prawie każdy w Mołdawii może takowy dostać, wystarczy tylko złożyć wniosek. To na pewno wygodne, gdy planuje się emigrację z paszportem UE dużo łatwiej na start.

Historia Mołdawii ー ta bardziej współczesna, z ubiegłego wieku ー jest dość mocno zawiła i żeby nie zanudzać, powiem tylko, że część terenów mołdawskich była stosunkowo niedawno częścią terytorium Rumunii. Więc tak naprawdę każdy miał te dwa pokolenia wstecz chociaż jednego dziadka-obywatela Rumunii. Ogólnie inklinacje co do tego, by przyłączyć Mołdawię do Rumunii były zawsze i w dzisiejszych czasach zdają się rosnąć. Ja właśnie miałam dziadków z rumuńskim obywatelstwem.

Z kolei Twoja druga babcia pochodzi z Odessy i wraz z częścią rodziny ciągle tam mieszka.

Tak, ale w ubiegłym wieku Odessa też należała przez moment do Rumunii. Jak widzisz, czyste szaleństwo z tymi granicami i rządami w naszym regionie! Przed wojną połączenia lotnicze do Odessy były dla mnie jednymi z najwygodniejszych, stamtąd podjeżdżałam do domu autokarem.

O Odessie i Ukrainie jeszcze porozmawiamy. Zanim do tego przejdziemy, chciałam zapytać cię jeszcze o ludzi młodych. Jakie są nastroje wśród najmłodszych dorosłych? Chcą uciekać na “rozwinięty Zachód”, do UE?

Ciężko mi generalizować, ale ogólnie myślę, że tak. Sytuacja gospodarczo-ekonomiczna kraju, delikatnie mówiąc, nie jest idealna. Najlepiej pod tym względem mają młode osoby, których rodzice zdecydowali się na emigrację zarobkową lub wyjeżdżają na prace sezonowe. Jest to wciąż bardzo powszechne ー na tyle, że słówko gastarbeiter funkcjonuje w naszym języku do dziś. Druga uprzywilejowana grupa to młodzi ludzie, głównie z branży IT, zatrudniani w zagranicznych firmach i zarabiający na przykład w euro. Im żyje się bardzo dobrze, bo koszty życia w Mołdawii są dużo niższe, a jakość produktów spożywczych, ale także usług, jest na bardzo wysokim poziomie.

Rzeczywiście, kojarzę, że zawsze jak jedziesz do Mołdawii, robisz sobie wszystkie badania, zęby…

Dokładnie, za stosunkowo nieduże pieniądze mogę prywatnie zrobić sobie wszystkie okresowe badania, podleczyć zęby, no i jeśli zabiegi medycyny estetycznej, to też tylko tam! Ostatnio zrobiłam też laserową korektę wzroku. Pamiętasz, co mówiłam o podejściu do klienta, w tym przypadku pacjenta. Nie ma miejsca na fuszerkę. Mam dużo większe zaufanie do lekarzy, fryzjerów, kosmetyczek w Mołdawii niż gdziekolwiek indziej. 

Zastanawia mnie, czy będąc osobą rosyjskojęzyczną czujesz się jakoś… dyskryminowana tu na Zachodzie? Ludzie myślą, że jesteś z Rosji?

Rosjanie, których spotykam ー a jak wiesz, spora część mojego kręgu znajomych to Rosjanie i inne osoby rosyjskojęzyczne ー od razu wiedzą, że mój rosyjski różni się od tego klasycznego. 

Potwierdzam, jest taki “mięciutki” i bardzo melodyjny!

Haha, skoro tak twierdzisz! W każdym razie, wracając do pytania ー w Hiszpanii nie czułam i nie czuję z tym problemu. Powodów jest kilka. Dla nich ta wojna to jednak problem bardziej odległy mentalnie (i lokalizacyjnie!) niż dla ciebie czy dla mnie. W końcu toczy się ona za “naszymi” granicami, a dla nich to gdzieś tam hen, daleko i nie czują takiej bratniej więzi z Ukraińcami jak my. Po drugie, od zawsze żyło tu wielu Rosjan i nie ma powodu, by nagle dyskryminować ich tylko ze względu na kraj pochodzenia. Jak sama dobrze wiesz, tu w Katalonii, a przynajmniej w Barcelonie i okolicach, panuje bardzo duża otwartość i tolerancja. I choć Hiszpania jednoznacznie wspiera Ukrainę w tej wojnie, raczej nikt nie ośmieliłby się dyskryminować kogokolwiek tylko dlatego, że pochodzi z Rosji lub mówi po rosyjsku. Zresztą, jeśli mylą z nim nawet polski, o czym sama dobrze wiesz, to o czym my w ogóle mówimy <śmiech>.

Jako kraj przyjęliście bardzo dużo uchodźców z Ukrainy. 

Liczbowo pewnie nie aż tak wielu jak Polska, ale proporcjonalnie chyba najwięcej, gdzieś widziałam takie statystyki. Każdy, kogo znam, gościł u siebie uchodźców. Z początku wyglądało to na spory kryzys, ale dziś widać pewne zmiany, jeśli mogę tak powiedzieć, na korzyść Mołdawii. Zyskaliśmy nowych pracowników, których brakowało praktycznie we wszystkich sektorach, to dla naszej gospodarki bardzo pozytywny impuls. Spora część z tych rodzin, zwłaszcza młodych, być może zdecyduje się zostać na dłużej lub na stałe. To może dość mocno zmienić demografię naszego kraju, na korzyść oczywiście. 

Szkoda tylko, że następuje to w tak okropnych okolicznościach…

Tak. To ogromna tragedia, którą wszyscy bardzo przeżyliśmy w Europie. Powiem ci, że moje serce wciąż mocno krwawi. Bo dla mnie ta wojna to takie bratobójstwo w najczystszej postaci. Dla nas Mołdawian, Ukraińcy i Rosjanie to praktycznie ten sam naród. W Mołdawii to dwie duże mniejszości narodowe, ludzie mieszkający ze sobą płot w płot, mówiący tym samym językiem. Przez wieki zamieszkiwaliśmy te same terytoria, którym co i rusz zmieniały się granice, ale ludzie pozostawali ci sami. Nasi dziadowie i pradziadowie walczyli ramię w ramię przeciwko wspólnym wrogom. Oczywiście pomagamy Ukraińcom, jak tylko się da, sama mam najbliższą rodzinę w Odessie, ale ból, który rozdziera nasze serca, jest przyprawiony mocno tą szczyptą goryczy i niezrozumienia ー jak można, tak brat na brata…? 

Może zakończymy czymś pozytywnym?

Chętnie. To może na koniec opowiem o tym, że Polska to kraj bardzo bliski memu sercu! Nie tylko ze względu na Reserved i Semilaca, które uwielbiam i każę ci przywozić <śmiech>. Stosunkowo niedawno dowiedziałam się, że płynie we mnie jedna ósma krwi polskiej! To by wyjaśniało moje przyciąganie do polskich znajomych, bo jak wiesz, mam ich już całkiem spore grono i za każdym razem, gdy gdzieś wychodzę, poznaję kogoś z Polski. Myślę, że mentalnie i duchowo mamy ze sobą bardzo wiele wspólnego. A jak widać, ten tygiel, o którym wspomniałam wcześniej, rozciąga się na więcej nacji, niż można poczytać w kronikach. 

To kiedy mogę wpaść do was na wakacje? Poopalałabym się dla odmiany nad Morzem Czarnym. A nie, czekaj…

Ha, ha. Bardzo śmieszne! Nie, Mołdawia nie ma (obecnie) dostępu do morza, choć patrząc na mapę z daleka, można by odnieść takie złudne wrażenie.

Pozostają wakacje nad Bałtykiem.

Dla mnie bomba! Odpoczniemy trochę od hiszpańskich upałów.

Dzięki ci, Olja, ogromnie za tę rozmowę. Mam nadzieję, że udało nam się przybliżyć ducha Mołdawii i jej mieszkańców. 

To ja dziękuję za możliwość opowiedzenia o swoim kraju!

Rozmawiała Martyna Filipska

Co byś powiedziała na książkoplaner, a w nim:
– podryw w Japonii wg Nati Ishigaki albo meksykańskie święto zmarłych i listopadowe sentymenty Basi Piotrowskiej, czyli kalendarium – 12 miesięcy pełnych świąt i tradycji z całego świata otoczone opowieściami sezonowymi Polek na Obczyźnie,
– jak zrobić falafele po egipsku albo greckie pączki – to tylko dwa z wielu lokalnych przepisów,
– dlaczego w Gruzji chodzi się na pogrzeb w złotych butach i czy pakistańska teściowa jest tak straszna, jak ją malują, czyli felietony Polek na Obczyźnie,
– gdzie pochowano Jamesa Bonda i dlaczego w nowojorskich parkach nie wolno sikać na gołębie, czyli ciekawostki ze świata,
– “będziesz płakać i mówić, że chcesz wracać i że wszystko nie ma sensu…” czyli co by sobie powiedziały Polki na Obczyźnie przed wyjazdem z Polski…
 
A także zdjęcia, cytaty, planery, podsumowniki, pytania wzmacniające samoświadomość, planery do planowania codziennych zadań, polecajki książkowe i wiele innych… W sumie 280 kolorowych stron pełnych świata ❤️
 
Wysyłka na cały świat.
5 3 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze