FELIETONY

O weganizmie na obczyźnie, słów kilka.

Weganką stałam się na Islandii, to właśnie w tym szczególnym miejscu dotarło do mnie, jak bardzo my, ludzie ranimy Matkę Ziemię. Stwierdziłam, że chcę wesprzeć żywe istoty i nie brać udziału w ich męce oraz ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Poczułam, że to jest właśnie ten moment. Przyszło to do mnie naturalnie i jasno, jak nigdy wcześniej. Moi znajomi byli zaskoczeni tym, że weganką stałam się właśnie na Islandii; te trzy lata temu ciężko było tutaj o coś innego niż sałatka czy burger wege. Islandczycy lubią jeść tłusto i niezdrowo. Ich faworytem są tanie burgery na stacjach paliw. Oczywiście są wyjątki.

Pamiętam jak przyjechałam nad Goðafoss (przepiękny wodospad, nieopodal drogi krajowej nr 1) i chciałam kupić coś wegańskiego. Ekspedientka kompletnie nie wiedziała, co to znaczy, patrzyła na mnie, jakbym spadła z księżyca, a gdy już dowiedziała się, o co mi chodzi, to w jej oczach dostrzegłam litość.

Tak, ludzie często myślą, że jem tylko „trawę”, że jestem chuda dlatego, że nie jem mięsa ani produktów odzwierzęcych. Są zainteresowani, gdy mówię, że wydałam swoją pierwszą książkę, ale gdy słyszą, o jakiej tematyce, tylko otwierają szerzej oczy.

Na północy Islandii dla wielu to dziwne: “Weganka? Ale… Jak to? Co ty jesz?”. W Mývatn, gdzie mieszkałam osiem miesięcy, w sklepie było niezwykle drogo, a wybór dość skromny, na szczęście, za zgodą szefa, mogłam też brać jedzenie z hotelu, w którym pracowałam, a gdy pracowałam w kuchni gotowałam też dla siebie obiady czy kolacje. 

W Húsavíku było już dużo łatwiej. Z roku na rok pojawiało się coraz więcej produktów dla „roślinożerców”. Ludzie często myślą, że uważasz się za kogoś lepszego, bo jesteś weganką i chcesz wszystkich zmienić albo współczują ci, myśląc, że jesteś niedożywiony.

Jednak to tak nie wygląda. Nie wdaję się w dyskusje na temat diet z innymi, bo wiem, że każdy ma prawo do własnego zdania i stylu życia. Lubię te rozmowy, gdy ktoś nie jest negatywnie nastawiony i rzeczywiście chce posłuchać tego, co mam do powiedzenia, chce wymienić się opiniami.

W Reykjavíku, stolicy Islandii, nikt się nie dziwi. Ludzie są bardziej otwarci. Nie próbują za wszelką cenę udowodnić swoich racji. Jednak bawi mnie, gdy ktoś mówi, że jest weganinem, unosząc wysoko głowę i mówiąc, że jest nas mało.

Bycie weganinem nie czyni nikogo wyjątkowym. Wcale nie jest nas tak mało. Dieta roślinna jest obecnie MODNA. Czyli… wiele osób jej próbuje, bo jest to temat na topie. Tak to bywa z modą. Przychodzi i odchodzi. Ludzie często myślą, że to łatwe być weganinem i jedzą byle co, ale nie, to nie jest łatwe.

Powinieneś wiedzieć, co z czym łączyć, aby przyswajać więcej witamin, często produkty roślinne same w sobie dostarczają ich niewielkie ilości. Suplementy nie są CUDOWNYMI środkami, chyba, że te organiczne, sprawdzone, bez chemii, najlepiej nie w tabletkach. Ja stosuję jedynie witaminę D3 i B12, resztę pozyskuję z pożywienia.

Układanie diety nie było rzeczą łatwą, testowanie również. Do tej pory zdarza się, że wprowadzam zmiany, ale gdy się czegoś naprawdę chce, to można to zrobić.

W przeróżnych krajach jest mniej lub bardziej łatwy dostęp do pewnych artykułów spożywczych. W wielu krajach owoce możesz zrywać z drzewa, świeże, soczyste, zdrowe. W Islandii na świeżość owoców nie możesz za bardzo liczyć. Przybywają w pudłach na pokładach statków czy samolotów. Jednakże zawsze możesz korzystać z tego, co masz.

Bardzo lubię islandzkie marchewki. Są wyjątkowo słodkie i niewielkie (upewnia mnie to w przekonaniu, że nie wyrastały w chmurze pestycydów). Smakują mi bardziej niż te polskie, chyba że mam je porównać do smaku tych, które własnoręcznie zrywałam w ogrodzie. Te zawsze będą na pierwszym miejscu.

Panna Sarna

Instagram: @pannasarna /FB: www.facebook.com/Panna-Sarna

5 1 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
trackback

[…] Jeśli macie ochotę, zapraszam również do przeczytania artykułu mojego autorstwa, o weganiźmie, na stronie Polki na Obczyźnie. […]