FELIETONYPOLKA TU MIESZKA

Od półtora roku mieszkam w Berlinie. Nie jest to mój pierwszy pobyt tutaj, ale dopiero teraz mam okazję na własnej skórze przekonać się, jak wiele z powszechnych opinii o współczesnych Niemczech i Niemcach rozmija się z rzeczywistością. Przedstawiam kilka moich obserwacji i bardzo ciekawa jestem, czy potwierdzą je osoby mieszkające w innych regionach Niemiec.

Język

Myślisz, że będziesz mieć kłopoty językowe, bo jesteś obcokrajowcem? Nieprawda. To znaczy prawda – będziesz mieć kłopoty językowe, ale wcale nie dlatego, że jesteś obcokrajowcem, tylko dlatego, że co najmniej połowa twojego otoczenia to też obcokrajowcy i to z wszelkich możliwych stron świata. Wszyscy zaś desperacko próbują porozumieć się mieszaniną języka niemieckiego, angielskiego i swojego ojczystego, przy czym ten ostatni powoduje silne naleciałości gramatyczno-akcentowe w pierwszych dwóch. Dodajmy do tego jeszcze naleciałości Niemców pochodzących z różnych regionów tego kraju i okazuje się, że biblijna wieża Babel przy przeciętnej berlińskiej restauracji lub biurze to jest naprawdę nic.

Termin

Magiczne niemieckie słowo – „Termin”. Oznacza ono w praktyce, że nigdzie się nie dostaniesz, jeśli oficjalnie nie umówiłeś się na konkretny czas. Ma to sens, jeśli mówimy o wizycie u lekarza, fryzjera czy w urzędzie. Ale wszystko ma swoje granice. Założenie konta w banku tak „od ręki”? Zapomnij, musisz wypełnić formularz i zgłosić się w wyznaczonym dniu. Najbardziej absurdalnym przeżyciem był dla mnie przegląd samochodu, na który nieświadoma zasad pojechałam bez wcześniejszego umówienia się. Chociaż wszystkie dostępne stanowiska były puste, obsługa nie chciała mnie przyjąć, bo nie miałam „Terminu”. Wyjęłam zatem na ich oczach telefon, weszłam na stronę internetową i zarejestrowałam się w pierwszym wolnym okienku czasowym, które przypadało dokładnie na moment, w którym tam stałam. Ooo, tak już było dobrze, tak już mogłam zostać przyjęta.

Niemiecka rzetelność

Osławiona niemiecka rzetelność? Wolne żarty. Niemieckie instytucje działają w sposób niesamowicie wręcz sztampowy i nie radzą sobie z sytuacjami odbiegającymi od standardu. Na samym początku mojego pobytu w Berlinie otrzymałam od kogoś bardzo cenną radę – jeśli cokolwiek idzie nie po twojej myśli, koniecznie się odwołuj. I faktycznie, już trzy razy zdarzyło się, że otrzymywałam zupełnie absurdalne decyzje lub rachunki, które nie miały nic wspólnego z sytuacją faktyczną, a wynikały chyba jedynie z czyjejś chęci „odfajkowania” sprawy i przerzucenia problemu na mnie. Jednak za każdym razem po złożeniu przeze mnie odwołania sprawy nagle magicznie odwracały się o 180 stopni, tak jakby dopiero wtedy ktoś im się przyjrzał i zastanowił nad właściwym rozwiązaniem.

Staruszkowie

Niemieccy staruszkowie to długi temat. Może mam pecha, ale jeszcze nie spotkałam tu sympatycznych staruszek kojarzących się z domowym ciastem i opowiadaniem ciekawych historii. Niemieccy seniorzy są bardzo aktywni (ach, tego naprawdę można im pozazdrościć!) i bardzo roszczeniowi. Z reguły wszystko wiedzą lepiej i nie mają żadnych oporów komunikowania tego niesympatycznym podniesionym głosem graniczącym z krzykiem. Potrafią zadzwonić na policję z zupełnie błahego powodu albo „profilaktycznie” przywitać nowych sąsiadów długą tyradą służącą poinformowaniu, czego sobie nie życzą. 

Autostrady

Niemieckie autostrady kojarzą się w powszechnej opinii z nieograniczoną prędkością i nieskrępowanym gnaniem przed siebie. Nic bardziej mylnego. Ilość zakazów i ograniczeń, które spotyka się na dowolnym odcinku niemieckiej autostrady, nieodmiennie wprawia mnie w zdumienie. Ograniczenie do 120 kilometrów na godzinę, kilka kilometrów dalej do 100, potem na chwilę 130, a za moment 80 – to na niemieckich drogach normalka. Kilometrowe korki zresztą też. I niekończące się przebudowy, które mają to do siebie, że ten sam odcinek autostrady co kilka miesięcy jest zamykany, (podobno) ulepszany, otwierany, po czym całą zabawa zaczyna się od nowa. Moje „ulubione” miejsca remontowane są już trzeci raz w ciągu półtora roku, przy czym bonusem jest fakt, że według tajemniczej logiki decydentów zwykle przebudowie poddawane są wszystkie wyjazdy z miasta jednocześnie. Dzięki temu każde piątkowe popołudnie to przecudny armageddon.  

Samochody i rowery

Skoro już jesteśmy przy temacie motoryzacyjnym, to warto wspomnieć o samochodach. Że niby Niemcy to wypasione mercedesy i bmw? Nie do końca. W życiu nie widziałam tyle smartów i fiatów mini, co właśnie w Berlinie. Małe, zwrotne, idealne do parkowania w miejscach, gdzie znalezienie luki w sznurze stojących już pojazdów graniczy z cudem. Ponadto niezależnie od tego jakim jeździsz autem – zawsze musi być umyte na błysk. Kolejki przy samochodowych myjniach przestały mnie dziwić nawet w dżdżyste dni. Po drugiej stronie tej komunikacyjnej osi znajdują się osoby przemieszczające się rowerami. Rowery są wszędzie – na ścieżkach rowerowych, na jezdniach, torowiskach i chodnikach. Jeżdżą nimi ludzie w każdym wieku i przy każdej pogodzie. Nie wiem, jak wy, ale ja nie miałam świadomości, że jest ich aż tyle i że na ulicy trzeba tu być bardzo, naprawdę bardzo czujnym, bo rowerzyści sądzą, że mają pierwszeństwo w każdych okolicznościach.

Tożsamość

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, niemiecka tożsamość to w dużej mierze mit, który objawia się tylko w tych nielicznych chwilach, gdy narodowa drużyna piłkarska zdobywa mistrzostwo. Albo gdy idzie się wspólnie na demonstrację (o tak, zbiorowe manifestacje w obronie czegoś lub przeciw czemuś to niemiecki sport narodowy). W pozostałych kwestiach Niemcy identyfikują się raczej ze swoim krajem związkowym (tzw. landem) lub ze wspólnotą lokalną, niż z państwem jako całością. Zresztą mentalnościowo takie Drezno, Hamburg, Kolonia czy Monachium to kompletnie różne planety. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie historyczne, ale i tak skala tego zjawiska była dla mnie zaskakująca.

4 4 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
baixiaotai
10 miesięcy temu

😀

PawelW
PawelW
7 miesięcy temu

Ja żyje w DE już 16 lat. Ten opis może zgadzać się jeżeli się weźmie pod uwagę kilka większych metropolii. Ale w mniejszych miasteczkach albo w południowych landach tak nie jest.

Hannah
Hannah
6 miesięcy temu

Whaaat? Chyba w zupełnie innych Niemczech mieszkamy!

Mieszkam w NRW od 30 lat i stwierdzam, że nic, zupelnie nic się nie zgadza. Może oprócz części o autostradach…

Czuć ogromne – typowo polskie – uprzedzenia. A szkoda, bo to świetny i bardzo przyjazny kraj…

Marzena
Marzena
5 miesięcy temu

A ja bym się tu zgodził a z niektórymi rzeczami.Staruszkowie są różni.Znam takich i takich.Jedni mili a inni nie.Z tymi demonstracjami to się zgadzam.Nie raz miałam wrażenie, że nawet nie zastanowią się czy ta demonstracja ma większy sens.Chociażby demonstracja przeciwko noszenia maseczek chroniących przed Covidem.

Ania
Ania
5 miesięcy temu

Mieszkam od 17 lat w NRW. Co land to obyczaj. Na autobanie mozna pocisnac, ale nie w okolicach Berlina. Tam jest wrecz usiane radaram. Wiem tez, ze podobie maja w okolicach Köln. To chyba specyfika wiekszych miast. Natomiast tego gornego ograniczenia predkosci na niemieckiej autobanie raczej sie nie uswiadczy. Zalecane jest 130 km/h i …. nie ma wskazowki do ilu. Rozkopy na autobanach , zgadza sie. Staruszkowie zgadza sie rowniez. Mialam krotki epizod pracy w domu seniora ( domu starcow). Pensjonariusze tego domu zaczynali ( tzn po jakims tam niedlugim czasie) od wpisu nagany nowo przybylym pracownikom. Oni sa przyzwyczajeni,… Czytaj więcej »