FelietonyNairobi

Chyba każda z nas zna te momenty, kiedy nagle świat spowalnia i wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie? Sekundy się ciągną, dźwięk jakby powoli się wycisza, a powietrze staje się ciężkie. W głowie pustka, tylko oczy są szeroko otwarte – jakby się było obserwatorką, a nie pierwszoplanową aktorką. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, wszystko się odblokowuje i nasze reakcje wracają. Świat przyspiesza, dźwięk ogłusza, a w głowie się kotłuje.

Pamiętam, jak zamarłam i w całkowitej niemożności patrzyłam na zbliżające się samochody. Pędziły wprost na mnie, a ja czułam się jak żółw, który tylko chciał się schować w swojej skorupie i udawać, że go nie ma, przeczekać… Ale w Nairobi nie ma na co czekać, trzeba działać.

Po dziesięciu latach od tamtego zdarzenia wróciłam do Nairobi, które stało się moim domem na piękne dwa lata. 

Nairobi nie jest „prostym” miastem. Ta kilkumilionowa metropolia jest pełna kontrastów. Jest to miasto „ludzi duchów” – przemykających przez ulice w swoich drogich samochodach z przyciemnianymi szybami i ludzi śpiących na poboczu drogi, o których istnieniu nikt nie wie. Zderzają się tutaj światy mieszkańców i przybyszów, którzy na swój własny sposób próbują się tutaj odnaleźć.

Mieszkając w Nairobi, trzeba niektóre kwestie zaakceptować, a do niektórych się przyzwyczaić.

Do Nairobi przeprowadziłam się z Ammanu. Po kilku latach mieszkania na Bliskim Wschodzie doskwierał mi brak zieleni i deszczu. Kiedy nadarzyła się okazja, by wrócić do Afryki, nie zastanawiałam się długo. Pamiętam to uczucie fascynacji, osłupienia i po prostu szczęścia, kiedy wyszłam na balkon mojego nowego mieszkania w Lavington, jednej z dzielnic Nairobi, i spojrzałam na bujną, soczystą zieleń, obsypaną kolorowymi kwiatami.

W Kenii rośnie mnóstwo gatunków kwiecistych drzew i krzewów m.in. różowy hibiskus, pomarańczowy tulipan afrykański, czerwona wianowłosatka królewska czy fioletowa jakaranda mimozolistna. W jednym miejscu możemy spotkać drzewa, których konary przeplatają się wzajemnie, tworząc misterną mozaikę z liści i wielokolorowych kwiatów.

Na pokładzie ze mną był mój mąż i nasz dwulatek.

Przed przyjazdem do Nairobi wszyscy zaszczepiliśmy się na wszystkie możliwe choroby, ale zdecydowaliśmy, że żadne z nas nie będzie brało jakichkolwiek leków antymalarycznych. Nie jestem zwolenniczką leków, jeżeli nie ma takiej konieczności. Profilaktyka lekowa na malarię jest mocno obciążająca dla naszego organizmu i często ludzie odczuwają różne efekty uboczne.

Ja wolę zabezpieczać się przed tą chorobą, wkładając stosowne ubrania i używając olejów np. z citronelli, którego zapachu komary nie lubią. Malaria nie występuje w całej Kenii i najczęściej można ją „złapać” na wybrzeżu lub na zachodzie kraju w okolicach Jeziora Wiktorii, czyli np. Kisumu. W Nairobi, ze względu na jej położenie (duża wysokość, stosunkowo chłodniejszy klimat), malarii praktycznie się nie odnotowuje.

Kilka miesięcy po naszym przyjeździe doszło do zabójstwa obcokrajowca, który wybrał się pobiegać w okolicy.

Mężczyzna został zatrzymany przez dwóch motocyklistów, którzy zażądali oddania telefonu, pieniędzy lub jakichkolwiek wartościowych przedmiotów.  Doszło do szamotaniny i obcokrajowiec został postrzelony w nogę. Motocykliści odjechali, a mężczyzna się wykrwawił. Pierwsza lekcja: twoje życie jest ważniejsze niż twój telefon czy pieniądze. Druga lekcja: nie bierz na ulicę ze sobą przedmiotów, których żal ci stracić.

W kolejnych miesiącach co jakiś czas dostawaliśmy informacje o włamaniach do mieszkań, o napaściach na samochody i ludzi. Zazwyczaj chodziło o kradzież przedmiotów. Oprócz tego jednego zdarzenia nigdy później nie słyszałam, by ktoś stracił życie. Zawsze są to jednak bardzo trudne i traumatyczne doświadczenia. W naszym sąsiedztwie krążyła legenda o spidermanie, który za pomocą liny i haka potrafił wejść po balkonach nawet na dziewiąte piętro, sprawdzając, czy któreś z mieszkań jest otwarte.

Nie wierzyłam w to, dopóki nie zobaczyłam wideo mężczyzny, który niczym akrobata sprawnie podciągał się na barierkach balkonów. Na naszej grupie mieszkańców wideo wywołało raczej zazdrość panów, którzy żartowali, że chcieliby mieć takie mięśnie brzucha jak ów złodziej niż ogólną trwogę…

Przestępczość w Nairobi jest jednym z elementów, do którego trzeba dostosować swoje życie.

Mieszkania często są wyposażone w alarm, przyciski alarmowe, metalowe drzwi, kraty w oknach… Firmy ochroniarskie można spotkać na każdym rogu. Większość mieszkań ekspatów, ale także Kenijczyków, poczynając od klasy średniej, ma ochronę pasywną (np. wysokie mury, drut kolczasty, siatka elektryczna), jak i aktywną (ochroniarze, psy). Przestępczość ogranicza również poruszanie się w Nairobi. Do niektórych miejsc lepiej w ogóle się nie zapuszczać, a w innych lepiej poruszać się samochodem niż pieszo. 

Mimo wszystko ja nie czuję ogólnego zagrożenia w Nairobi.

Dostosowałam się, nie narażam się, nie kuszę losu. Kiedyś widziałam dwóch młodych chłopaków (obcokrajowców), którzy szli pewnym krokiem w centrum miasta. Jeden ściskał swój aparat zawieszony na szyi, a drugi zaciskał usta. Pomyślałam wtedy, że nie chciałabym być na ich miejscu. Nawet jeżeli bezpiecznie doszli do swojego celu, to po co się stresować? I po co się obnosić ze swoim dobytkiem, pięknie wyeksponowanym na szyi?

W Nairobi jest wielu biednych ludzi, którzy przyjechali ze swojej wioski, marząc o lepszym życiu. Niestety rzeczywistość często okazuje się być bardzo brutalna… Czasem zadaję sobie pytania, jak ten świat funkcjonuje? Dlaczego ja mam wszystko, a inni nic. A może to ja nie rozumiem rzeczywistości, patrząc na nią przez pryzmat swojej kultury, swojej edukacji, swojego życia? Coś, co dla mnie może wyglądać jak niedostatek, ograniczenie, wcale nie musi nim być dla kogoś innego.

Mimo wielu problemów jest to niezwykle zróżnicowane miasto z pozytywnymi i życzliwymi ludźmi, które daje turystom i ekspatom ogrom możliwości. 

Odwiedzając Bomas of Kenya, kenijskie muzeum na wolnym powietrzu, w ciągu jednego popołudnia możemy dowiedzieć się wielu faktów o ponad dwudziestu z kilkudziesięciu plemion zamieszkujących Kenię. Wejść do ich tukulów (domów), które specjalnie zostały odtworzone dla turystów. Zrozumieć sposób życia i tradycję. W Bomas of Kenya mamy również okazję zobaczyć występy prezentujące tradycyjne tańce różnych plemion i kupić instrumenty zrobione z nasion, muszelek, kawałków drewna, rogu, czy skóry.

Jeżeli mamy ochotę zgłębić historię kolonializmu, warto odwiedzić muzeum Karen Blixen (nie tylko dla miłośników “Pożegnania z Afryką”), muzeum kolei (nie tylko dla widzów “Ducha i Mroku”) czy jedną z plantacji herbaty, które znajdują się w okolicach Nairobi. Kenia jest jednym z największych eksporterów czarnej herbaty. Warto sprawdzić, czy aby nasza ulubiona herbata nie jest przypadkiem z Kenii!

Jednak dla mnie najbardziej unikatowa jest przyroda Nairobi.

Ta sama, która mnie zauroczyła, kiedy po raz pierwszy wyjrzałam ze swojego balkonu. Uwielbiam spędzać weekendy w lesie Karura czy Sigiria. W ciszy, z dala od zgiełku tego ogromnego miasta, mogę usłyszeć pohukiwanie małp, śpiew ptaków i trzeszczenie ocierających się o siebie gałęzi. Czasem też zajrzę do Parku Narodowego Nairobi, który w mojej opinii, jest jednym z bardziej dostępnych i bogatych w bioróżnorodność parków Kenii.

Jeżeli te propozycje nie są wystarczające, to zawsze można odwiedzić centrum żyraf lub sierociniec dla słoni, który jest tymczasowym domem dla osieroconych słoniątek. Słoniowe mamy zostały zabite przez kłusowników, umarły z głodu, pragnienia lub uległy wypadkowi. Po kilkuletnim odchowaniu słoniątka wracają na wolność. Swoją wizytą wspiera się fundację Sheldrick Wildlife Trust, która opiekuje się m.in słoniami. Chętni mogą również “zaadoptować” słonia lub podarować ówże adopcję komuś w prezencie; wszystkie informacje są dostępne na stronie fundacji. 

Po wszystkich aktywnościach można zrelaksować się w jednej z wielu uroczych kawiarni, które serwują moje ulubione teapuccino czy chai latte. I po raz setny pooglądać przepiękne rękodzieła w przykawiarnianym sklepiku. I po raz setny obiecać, że nic się nie kupi i wyjść z kolorowym drobiazgiem.   

Ola Zak

https://youtube.com/@travel_yog 

4.8 5 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Basia
Basia
1 miesiąc temu

Bardzo plastycznie opisane 🙂 Pewnie także zachwyciłabym się pięknem natury!

Gosia
Gosia
1 miesiąc temu

Nie wiedziałam, że czarna herbata w moim kubku, pochodzi głównie z Kenii. Poza tym to piękna, różnorodna natura to najbardziej chciałabym zobaczyć.