FELIETONY

Zakochanie, zauroczenie… Większość z nas z uśmiechem wspomina pierwsze momenty poznawania TEJ osoby. Pierwsze ukradkowe spojrzenia, nieśmiałe rozmowy, a potem pierwsze wyjścia na kawę, spacery, rozmowy o wszystkim. Z rozrzewnieniem przypominamy sobie ten przyjemny dreszcz po pierwszym dotyku i pocałunku. 

Kiedy autorki poniższych historii poznawały swoje ukochane osoby, pandemia koronawirusa dopiero zaczynała wchodzić z butami w ludzkie życia, ustalając nowe porządki. Wraz z rozpoczęciem lockdownu nie było już wyjść do kawiarni lub knajpy, gdzie by można było usiąść i porozmawiać o, nie zawsze istotnych, sprawach. Dotyk i bliskość stały się niepożądane. Wszędobylskie maseczki i środki do dezynfekcji nie sprzyjały romantycznym uniesieniom. 

Jak początek pandemii wpłynął na relacje Polek na Obczyźnie z ich ukochanymi? Czy lockdown osłabił ich relacje? A może wręcz przeciwnie – izolacja pozwoliła im szybciej się „dotrzeć”? Poznajcie poniższe historii. Każda z nich potoczyła się inaczej. 

Na przekór chorobie

Bardzo często życie układa nam scenariusz kompletnie inaczej, niż sobie to zaplanowaliśmy. W naszą klubowiczkę z Hiszpanii uderzyła strzała amora wtedy, kiedy rozpoczęcie związku było jej zupełnie nie na rękę. A gdy powoli zaczęła angażować się w nową relację, los po raz kolejny postanowił inaczej.

„Kiedy zaczął się lockdown, byłam w związku i współczułam ludziom stanu wolnego, wyobrażając sobie, jak trudne musi być randkowanie w tym czasie. Los sprawił, że z powodu pandemii mój związek się rozpadł i sama zostałam singielką. Biorąc pod uwagę okoliczności, uznałam, że lepiej będzie nie chodzić na randki, gdyż sama przyjemność umawiania się z kimś i proces poznawania się nagle okazały się obciążone dodatkowym ryzykiem. Życie jednak weryfikuje nasze plany, a potrzeba poznawania nowych ludzi okazała się silniejsza niż lęk przed chorobą. 

Poznałyśmy się w barze, wymieniłyśmy numerami. Po kilku dniach umówiłyśmy się na spotkanie. Spacer po plaży, rozmowa – bezpieczna sytuacja. Padło spontaniczne zaproszenie na kolację. Wieczorem przyjechała do mnie, zjadłyśmy, lecz rozmowa się nie kleiła. Zapytała mnie: “Zawsze jesteś taka rozmowna? W barze buzia ci się nie zamykała”. Zdziwiłam się, bo ja przecież jestem z natury gadatliwa. Poszłyśmy do baru na drinka, żeby nieco ożywić atmosferę. Poczułam, że kręci mi się w głowie. Powiedziałam, że jestem zmęczona i wróciłam do domu. Trochę mi było przykro, że nie była to najlepsza randka tego roku. 

Następnego dnia czułam się jeszcze gorzej. Ponieważ byłyśmy umówione na imprezę sylwestrową, kupiłam w aptece test na covid. Jakież było moje zdziwienie, kiedy wyszedł pozytywny! Odwołałam nasze spotkanie i zakopałam się w łóżku z poczuciem winy, że mogłam ją zarazić. Randkowanie nagle stało się strasznie skomplikowane. 

W Sylwestra, chwilę po północy, napisała, że przyjdzie wypić ze mną noworoczny toast. Zabrałam butelkę szampana i kieliszki, po czym spotkałyśmy się na tarasie, na dachu. Podziwiając w świetle fajerwerków nocną panoramę miasta, wzniosłyśmy toast, życząc sobie lepszego roku, niż ten ostatni. Trzy dni później wyjechała. Ja przechorowałam covid, ona była zdrowa. Śmiałyśmy się obie, że na szczęście zostawiłyśmy sobie romantyczne pocałunki na później. 

Okazało się, że nasze randkowanie przez WhatsApp jest dużo bardziej bezpieczne. Opowiedziałyśmy sobie połowę życia, pocieszałyśmy się w trudnych momentach. Zaprzyjaźniłyśmy się. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, gdzieś na końcu świata.”

Przewodnik w czasie zarazy

Powyższa historia dała nam do zrozumienia, że pandemia koronawirusa to przede wszystkim epoka samotności. Ludzie zdali sobie sprawę, że kontakt z drugim człowiekiem również jest niezwykle ważny. Przekonała się o tym Kasia z Luksemburga, która po przeprowadzce po prostu szukała przyjaciółki. Kto by jednak pomyślał, że zwyczajne spotkanie z nowo poznaną koleżanką tak bardzo odmieni jej życie.

„Zamknięte bary i restauracje. Dostawcy jedzenia zamarzają na skuterach, a ludzie są uwięzieni w domach. Godzina policyjna na ulicach. Jak w tym trudnym czasie znaleźć miłość? Odpowiedź jest prosta – tak jak dawniej!

Dwa tygodnie po przeprowadzce nie znałam jeszcze nikogo w nowym państwie. Pracowałam zdalnie, więc współpracowników widywałam jedynie przez kamerkę komputera. Postanowiłam poszukać koleżanek w Internecie. 

Po kilku dniach wspólnych rozmów online spotkałam Jurate, z którą świętowałam Dzień Kobiet, pijąc polski likier w luksemburskim parku. Muzyka w tle, na ławce chipsy, chrupki rybne i woda. Obok rzeka, ptaków wprawdzie nie było, ale drzewa szumiały dostatecznie wesoło. Uroczy, pełen klasy wieczór przerodził się w bal, na którym pojawiło się dwóch dżentelmenów. Otóż Jurate zaprosiła na nasze spotkanie kolegę, którego poznała wcześniej. Ów kolega pojawił się na balu z towarzyszem Patrickiem. Patrick okazał się bardzo zabawnym rozmówcą. Spacerowaliśmy w czwórkę po sali (czytaj: parku), rozmawiając. Wieczór zakończył się wraz z wybiciem godziny policyjnej. Wszyscy goście udali się do swoich domów. 

Jurate była urodzoną swatką. Za jej namową znalazłam Patricka na jednym z portali społecznościowych, dodając go do grona znajomych. Zaproszenie zaakceptował i napisał do mnie, oferując amatorskie usługi przewodnika po Luksemburgu. Jako że taki przewodnik bardzo mi się mógł w tamtym momencie przydać, przystałam na propozycję. 

Nasza pierwsza wycieczka zakończyła się wspólnym jedzeniem hamburgerów, które zakupiśmy na wynos. To znaczy on zakupił, bo ja zapomniałam portfela. Skoro jedzenie w restauracji było zakazane, musieliśmy znaleźć inne miejsce. Pełna obaw zgodziłam się na konsumpcję posiłku u Patricka. W normalnych warunkach nigdy nie zgodziłabym się na spotkanie w domu nieznajomego. Portfel, którego wcześniej zapomniałam, okazał się świetnym pretekstem, aby zaprosić dżentelmena na obiad w ramach rekompensaty. Patrick stawił się na obiedzie w moim domu, a po kilku dniach to on upiekł dla mnie brownie.

Od spotkania w parku minął już rok, a my wciąż dla siebie gotujemy. Ja jednak nie zapominam już zabierać portfela z domu. Poznaliśmy się tak jak dawniej spotykali się nasi dziadkowie czy rodzice. I to jest piękne!”

Najdłuższa randka w życiu

Mówi się, że pierwsza fala koronawirusa opóźniła plany. Pary były zmuszone przełożyć wymarzone wesela w zarezerwowanej na majową sobotę sali. Podróżnicy musieli na jakiś czas zamienić weekendy za granicą na odpoczynek w domowym zaciszu. Egzaminy państwowe również odbyły się z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Zupełnie inaczej było w przypadku Magdy z Turcji. Nasza Klubowiczka musiała w ciągu jednego dnia podjąć decyzję, na którą większość z nas potrzebuje kilku miesięcy, czasem lat.

“Gdyby obudził mnie ktoś w środku nocy i zapytał, kiedy zaczęła się pandemia, odpowiem, nawet nie otworzywszy oczu. Pierwszy raz usłyszałam o dziwnym wirusie w styczniu 2020 roku od nowo poznanego chłopaka. Przebywałam wtedy na Ukrainie. Trochę się wtedy śmialiśmy z jedzenia nietoperzy, a trochę z tych, co później zaczęli nosić maski. 

Półtora miesiąca później, już w Turcji, przepychałam się z ogromną walizką przez tłum ludzi, próbujących z różnym skutkiem kupić bilety do domu. Rząd turecki właśnie ogłosił zamknięcie szkół i uniwersytetów. Organizacja, dla której wówczas pracowałam, również przeszła na pracę zdalną. Wszyscy obawiali się całkowitego lockdownu i wstrzymania komunikacji międzymiastowej.

Ja miałam perspektywę samotnego uziemienia w małej kawalerce w miejscowości Karaman, przyśpieszonego powrotu do Polski lub… przejechania prawie 800 km na zachodnie wybrzeże Turcji do chłopaka, z którym znałam się od półtora miesiąca. Długo się nie zastanawiając, wybrałam trzecią opcję. Jeszcze tej samej nocy wsiadłam do autobusu jadącego do Izmiru. Jak dowiedzieliśmy się odrobinę później, obawy okazały się słuszne i wszyscy zostaliśmy zmuszeni do pozostania w domach. 

I tak oto zafundowaliśmy sobie najdłuższą randkę w życiu – randkę survivalową, z pięknymi momentami, ale i wieloma zgrzytami. Ale przeżyliśmy. Gdy tylko wznowiono regularne loty, wróciłam do Polski, by spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Tęsknota wygrała – wróciłam tak szybko, jak odnowiła mi się wiza. 

A jak jest dziś? W tym roku staniemy się mężem i żoną. I jednego możemy być pewni – wiemy, na co się piszemy.”

Z nadzieją patrzymy w przyszłość!

Co łączy nowo przybyłego ekspata z singlem podczas fali koronawirusa? Znajomości nawiązywane przez Internet. Mimo początkowych uprzedzeń, przekonała się do nich także Oliwia mieszkająca w Austrii.

„Tak się złożyło, że przeprowadziłam się do Austrii w styczniu 2020 roku. Byłam podekscytowana nowymi możliwościami, a piękne górskie widoki koiły moją poturbowaną trudnym rokiem duszę. 

Ledwo co się otrząsnęłam z wszechogarniającej mnie euforii bycia w nowym miejscu, gdy świat przyniósł mi pandemię i pierwszy lockdown. Dookoła przyroda budziła się do życia, a ja utknęłam w domu. I to jeszcze nie w swoim, bo byłam w tymczasowym lokum u znajomego mojego szefa. Czas uziemienia pozwolił mi na przemyślenie wielu spraw i uwolnienia się od pewnych toksycznych damsko-męskich relacji. 

Gdy pod koniec pierwszego lockdownu udało mi się przeprowadzić do swojego mieszkania, za namową przyjaciółek postanowiłam wyjść facetom naprzeciw i założyć profil na Tinderze. Czemu akurat tam? Nie jestem fanką internetowych randek w ciemno i nie byłam gotowa jeszcze na to, by za takie usługi płacić. Zaczęłam przeglądać zdjęcia, przesuwać w prawo i w lewo. Pojawiły się pierwsze rozmowy. Wszystko było w mojej strefie komfortu – przecież nie trzeba się spotykać z obcą osobą. 

Aż tu pewnego dnia zaczęłam pisać z pewnym Niemcem i, od słowa do słowa, zaprosił mnie na kawę. Zaproponował dzień, godzinę i znalezienie fajnego miejsca w mojej miejscowości. Działo się to tak szybko, że po prostu się zgodziłam. Jego decyzyjność zrobiła na mnie wrażenie. Pamiętam to jak dziś – przyszłam na pierwszą w życiu randkę w ciemno piętnaście minut wcześniej, żeby nie być tą osobą, która szuka nieznajomego. Byłam tak zestresowana, jak wtedy, gdy zdawałam egzamin na prawo jazdy. Krótko przed umówioną godziną wszedł wysoki, przystojny facet z kwiatem w ręku. Przedstawił się, usiedliśmy i… rozmawialiśmy pięć godzin! Całkiem nieźle, jak na pierwszą randkę. Oczywiście po tej pierwszej była druga i trzecia. 

Po prawie czterech miesiącach luźnego spotykania się głównie gdzieś na szlaku lub w mieszkaniu (bo lockdown i nie można nigdzie wyjść), postanowiliśmy, że spróbujemy zbudować razem wspólną przyszłość. Teraz mamy rok 2022, a ja właśnie próbuję przeorganizować moje mieszkanie tak, by mój Niemiec, wprowadzając się do mnie, czuł się jak u siebie. Mimo że jesteśmy z dwóch różnych światów, to rozumiemy się bardzo dobrze.

Myślę, że pandemia ma w tym swój ogromny udział. Mając na uwadze różne obostrzenia, spotykaliśmy się głównie w dwójkę, bez moich czy jego przyjaciół. Sporo rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Spieraliśmy się, ale też śmialiśmy z naszych różnic kulturowych lub pomyłek językowych. Dzięki temu stworzyliśmy więź opartą na szczerym i otwartym dialogu. Ale ma to też drugą stronę. Nie wyjeżdżaliśmy na weekendy, nie chodziliśmy do barów, ani na imprezy. Po sześciu miesiącach poważnego związku, a po dziewięciu od poznania się, mieliśmy nasz pierwszy weekendowy wyjazd i jednocześnie pierwszą imprezę, którą było wesele przyjaciół w Bośni. 

Nie znaliśmy siebie nawzajem jeszcze w wielu sytuacjach. I nadal nie znamy, ale z nadzieją patrzymy w przyszłość!”

***

Jak widzimy, relacja każdej z autorek potoczyła się inaczej. Polka z Hiszpanii kontynuowała znajomość na odległość. Oliwia i Magda wykorzystały wszystkie możliwości spotykania się z partnerami, jakie pozostały po wprowadzeniu obostrzeń.  Kasię natomiast nadchodzący lockdown zmotywował do podjęcia odważnej decyzji, jaką było rychłe zamieszkanie z ukochanym. Powyższe historie niewiele mają wspólnego z tworzeniem związku, jak to odbywało się w  przedpandemicznych czasach. Niemniej jednak, każda z bohaterek przyznaje, że początek lockdownu był dla niej cennym doświadczeniem. Mimo (a może właśnie dzięki) izolacji, lepiej poznały swoje drugie połówki. Trudne okoliczności natomiast nauczyły je cieszenia się zwykłymi momentami spędzanymi z bliską osobą oraz podążania za głosem serca, mimo niepewności.

Redakcja tekstu: Ilona Güllü

Autorki: 

Anonimowa Polka, Hiszpania

Kasia Białek/ Instagram: @crazylinguist1, Luksemburg

Magda Bielecka, Turcja

Oliwia Zimniewska, Austria

5 3 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze