Lepsi rodzice

Lepsi rodzice

Prawdopodobnie każda z nas spotkała się z ocenianiem cudzego rodzicielstwa. Ktoś ocenił nas, my oceniliśmy kogoś. Prawda? Syndrom Lepszych Matek panuje nie od dziś, przeciętny rodzic zaś wini innych rodziców za wszystko, co widzi. Też byłam młoda, myślałam, że świat kręci się wokół mnie, jak to mawia moja przyjaciółka, że wiem jak wychowywać cudze dzieci i że moim takie czy inne zachowanie nie uszłoby na sucho. Otaczałam się ludźmi, którzy twierdzili tak samo. Poznawszy moje towarzystwo bliżej, zrozumiałam niestety, że są dalecy od ideału, co było dla mnie ogromną lekcją życiową. Wszyscy myślimy, że wiemy lepiej, co zrobić w konkretnej sytuacji, dopóki nie przejdziemy się przez życie w cudzych butach.

Pragnienie bycia rodzicem doskonałym kontra rzeczywistość

W kadrze pedagogicznej, do której kilka lat temu należałam, istniała moda na kreowanie siebie na bycie idealnym. Młoda i naiwna wierzyłam, że nauczyciel z pasji i zawodu musi być rodzicem doskonałym. Przekonana o prawdziwości opowieści tych ludzi na temat ich wspaniałych dzieci, przeżyłam brutalne zderzenie z rzeczywistością. Bo kiedy człowiek poznawał idealnych rzekomo rodziców, których dzieci miały być ułożone i pełne szacunku, okazywało się na przykład, że prezentują one tak naprawdę dokładną kalkę tych cech, których ich rodzice nie znosili w swoim byłym partnerze. Albo pomimo ogromnych starań obojga rodziców, potomstwo było jakby z odmiennego świata i miało zdecydowanie inną filozofię życiową. Z biegiem czasu i rosnącym doświadczeniem widziałam jak nieidealni bywają rodzice doskonałych dzieci i jak durni bywają dorośli wychowani przez świetnych rodziców. W międzyczasie przytrafił mi się jeden z trudniejszych przypadków dziecka, istota uparta jak stado osłów i ze sporą gamą zaburzeń; siarczysty kop od życia, który otworzył mi oczy na zmagania z rodzicielstwem opiekunów dzieci niepełnosprawnych. A także na to, jak wielu rodziców uważa, że są genialni w tym co robią, tylko dlatego, że trafiły im się łatwe dzieci. Rzecz jasna daje im to prawo z góry oceniać ciebie. Po drugiej stronie nie jest już tak zabawnie, bo słysząc to przez całe swoje życie, z czasem naprawę zaczynasz wierzyć, że jesteś do dupy.

Lepsi rodzice…

Nagle (w moim świecie) okazało się, że to, co działa na jedno dziecko, na drugie nie ma najmniejszego wpływu. Obserwowałam z uwagą style macierzyństwa, to, jak bardzo różne bywają od siebie matki, choć każda pragnie dla dziecka jak najlepiej. Jedne łagodne, inne stanowcze. Patrząc na cudze rodzicielstwo leczyłam się z efektu pułapki tych wszystkich stereotypów, które sprawiły, że czułam się najgorszą matką świata. Powoli odkrywałam, że nie robię nic strasznego, przestawałam obwiniać się, że się nie nadaję do macierzyństwa. Obserwacje te nasunęły mi też wniosek, że w wielodzietnych rodzinach każde z rodzeństwa wyrasta na zupełnie innego dorosłego, choć wychowali ich ci sami rodzice. Z każdą poznaną rodziną rozumiałam, że nie ma lepszych rodziców, są tylko lepsze dzieci. Jeśli masz szczęście, wychowanie pójdzie w miarę gładko i ukształtujesz kogoś, z kogo będziesz dumna. Jeśli masz go trochę mniej, te same starania doprowadzą do obserwowania kogoś, kto chyba sam nie do końca rozumie, co robi ze swoim życiem. Wkładanie jak największego wysiłku w wychowanie jest ważne, pamiętajmy jednak, że każde dziecko jest inne, jedno przyjmie wszystkie twoje nauki niczym gąbka, drugiemu spłyną one po plecach, bo już od dnia urodzenia będzie myślało, że wie wszystko najlepiej. Pamiętajmy, widząc kogoś, kto użera się ze swoim podopiecznym, by go nie oceniać, lecz współczuć. Biedactwo ma przechlapane na co najmniej 20 lat. Tak właśnie, przez pryzmat swoich doświadczeń, patrzę dziś na rodziców niesfornych dzieci.

Podpisano: Zła Matka, zainspirowana memem o treści następującej:

 Szanuję rodziców, którzy mają ogarnięte całe to rodzicielstwo. Jednak matki, które porzucając swoje pociechy na podwórku szkolnym, wyglądają jak gdyby właśnie zaatakowało je stado ptaków… te rozumiem doskonale.

Sadeemka

Sadeemka

AUTORKA TEKSTÓW

Ślązaczka z krwi i kości, na polskim paszporcie, z wyboru muzułmanka. Młoda matka, pedagog, wiecznie dokształcająca się studentka, blogerka. Chociaż zwą ją emigrantką, ona się z tą nazwą nie zgadza - mówi, że pochodzi znikąd i interesuje ją nieustanna podróż. Nie zagrzewa miejsca na dłużej, nie potrafi zostawać. Uzależniona od wywracania życia do góry nogami. Włada czterema językami (włączając śląski).
Blog: Hidżab Stories / http://www.sadeemkaa.wordpress.com/

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x