Koronawirus

Koronawirus

Od dziesięciu dni nie wyszłam z domu, choć jest piękna pogoda, a ja jestem zdrowa.

Wytłumaczeniem jest jedno słowo – a raczej to, co się pod nim kryje. Koronawirus. To tak naprawdę żadna nowość, skoro pierwsze koronawirusy zidentyfikowano już sześćdziesiąt lat temu. Od tego czasu medycyna poszła naprzód… i wirus też. Za Wikipedią: „U ludzi mogą powodować infekcje układu oddechowego, których przebieg w większości jest łagodny, a rzadziej skutkują one śmiercią.”

Rzadziej. To słowo klucz. W ciągu ostatniego miesiąca najnowszy szczep koronawirusa, o zupełnie nie wpadającej w ucho nazwie „ludzki koronawirus 2019-nCoV” odebrał życie prawie czterystu osobom. Oficjalnie. Ponieważ są jeszcze tacy, którzy umarli, zanim zostali przebadani, zanim udało im się dotrzeć do szpitala. I są jeszcze tacy, którzy dotarli do szpitala, ale ich śmierć opisano zwykłym „zapaleniem płuc”, nie wchodząc w szczegóły typu: dlaczego mężczyzna w kwiecie wieku zmarł nagle na zapalenie płuc?

Obecnie cały świat żyje wiadomościami z Wuhanu. Kolejne linie lotnicze odwołują loty. Kraje zamykają swe granice dla przybyszów z Chin. Władze poszczególnych państw radzą swoim obywatelom, żeby ewentualne wycieczki do Chin odłożyli na kiedy indziej.

Mam pecha. Mieszkam w Chinach.

Mam szczęście. Nie mieszkam w Wuhanie, tylko w Kunmingu. Trochę ponad tysiąc pięćset kilometrów. Jak z Warszawy do Dover. Dla wirusa to tyle co nic. Samoloty i szybkie pociągi bardzo ułatwiły wirusom podróżowanie. 

*

Codziennie rozlega się dźwięk przysyłanego SMSa. To wiadomości, które władze mojej prowincji (i zapewne wszystkich innych prowincji w Chinach) wysyłają do tutejszych użytkowników.

Zaczęło się 25 stycznia: „Jeśli masz gorączkę, czujesz osłabienie, kaszlesz lub masz problemy z oddychaniem, zgłoś się jak najszybciej do lekarza”. To były pierwsze dni, gdy wszyscy się dowiedzieli, że ludzie mogą się łatwo tym wirusem zarazić.

29 stycznia: „Wspólnie walczmy z chorobą! Niech wszyscy mniej wychodzą z domów, noszą maseczki, często myją ręce i wietrzą”. Nagle w aptekach zabrakło maseczek. Ci, którzy nie mieli wystarczająco dużo szczęścia, chodzą w bawełnianych maseczkach, które nie chronią nawet przed katarem. Cóż, lepszy rydz niż nic. I następna wiadomość, tego samego dnia: „Nie spotykać się, nie odwiedzać, nie chodzić do krewnych i znajomych”. Bo wielu ludzi uznało, że skoro właśnie są ferie z okazji chińskiego Nowego Roku, to przecież nie można się samemu nudzić w domu, trzeba się pospotykać! Furda zaraza!

30 stycznia: „Nie wierzcie w plotki, nie przekazujcie plotek, nie twórzcie plotek”. Już wtedy internet pełen był teorii spiskowych i porad kompletnie od czapy, jak to domowymi sposobami można się ustrzec przed zarażeniem nowym koronawirusem.

31 stycznia: „Jeśli o jeden raz mniej zjecie wspólnie posiłek, nie zniknie wasza więź, jeśli o raz mniej napijecie się wódki i tak będziecie się lubić”. Widać ta poprzednia wiadomość odnośnie tego, że lepiej się nie spotykać w większym gronie, nie została potraktowana poważnie. I jeszcze jedna wiadomość: „Siedźcie w domu, nie wychodźcie, a jeśli już musicie, zakładajcie maseczki. Dbajcie o higienę. Tak najlepiej będziecie zwalczać obecne zagrożenie”. Ciągłe przypominanie o maseczkach niestety nie bardzo działa. Wciąż łażą buce… pardon, ignoranci, którzy uważają, że maseczka to zbędny balast.

1 lutego władze wysyłają SMSem wierszyk. W wolnym tłumaczeniu: kto maseczki nie nosi, tego zaraza do tańca poprosi (w oryginale było o miłości, nie o tańczeniu, ale sens jest zachowany). I zaraz druga wiadomość: „Uważajcie na higienę rąk: po kaszlnięciu lub kichnięciu, przed jedzeniem, po skorzystaniu z toalety oraz po zetknięciu ze zwierzęcymi odchodami, a także gdy dłonie są brudne, myjcie ręce mydłem, pod bieżącą wodą, przynajmniej 20 sekund”. No proszę! Trzeba tylko trzystu niepotrzebnych śmierci, by Chińczycy zaczęli się uczyć zasad higieny, które my wpajamy przedszkolakom! Poza tym – wybaczcie, ale na palcach jednej ręki mogę policzyć Chińczyków, którzy zasłaniają usta podczas kichania i kaszlu…

2 lutego władze przestrzegają, by charkać w chusteczkę, a nie na ulicę. I żeby te charki w chusteczce wyrzucić do kosza, a potem umyć ręce. Wow. Pamiętam, jak przed olimpiadą w Pekinie (rok 2008) władze postanowiły skończyć z charkaniem, nazywając je brakiem kultury. Może kiedy uderzą w higienę, skutek będzie lepszy, bo to poprzednie nie bardzo podziałało.

Dziś koniec ferii noworocznych i powrót do pracy. Władze ostrzegają więc, by w pojazdach komunikacji miejskiej, windach, stołówkach, biurach i innych miejscach pracy wciąż nosić maseczki. By jadać osobno, nie ze wspólnych półmisków. By dezynfekować, myć, wietrzyć.

*

Mój mąż nie wrócił do pracy. Pracuje w orkiestrze. Po pierwsze: orkiestra to duże zgromadzenie, a władze powiedziały, żeby unikać dużych zgromadzeń. Więc odwołano powrót do pracy. Po drugie: i tak nie mieliby co robić, bo koncerty zostały odwołane. Są pozamykane kina, teatry, filharmonie, muzea, a nawet parki – wszystkie miejsca, które mogłyby zgromadzić tłumy. 

*

Mamy co jeść.

Do supermarketów nie chodzimy, bo tam o każdy pęk kolendry i każdą kiść bananów trzeba się bić z setkami ludzi, a potem jeszcze stać w kolejce – a przecież należy unikać tłumów. Całe szczęście działa warzywniak pod domem. Szkoda, że warzywa w nim stały się nagle trzy razy droższe. No ale są. Więc kupujemy cokolwiek wpadnie w ręce. Na zakupy wysyłam męża, oczywiście w maseczce. Gdy wraca do domu, w drzwiach zdejmuje całą odzież wierzchnią, którą natychmiast piorę w gorącej wodzie, a sam dokładnie myje ręce i twarz, a także płucze usta – tak na wszelki wypadek. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Chodzi na większe zakupy co trzy dni. Musimy się ograniczać, bo zostało nam już tylko dziesięć maseczek, a trzeba mieć trochę w zapasie.

Ze wszystkich pobliskich aptek maseczki znikły już dawno i jak dotąd nie ma dostaw nowych. Och, są w Kunmingu apteki, do których dowieźli nowe zapasy. No ale – mamy unikać komunikacji miejskiej, a nie mamy ani samochodu, ani skutera. Całkiem pechowo, zaginął klucz od roweru i nawet z tej opcji nie możemy skorzystać. Nie, nie mogę kupić nic przez internet. Nie dowożą. Brak kurierów – nikt się nie chce narażać. Pewnie działa kilka firm, ale po zamówieniu przez trzecią i po tym, jak dwa dni później okazało się, że nie, jednak nie dowiozą towaru, ale może kiedyś zwrócą pieniądze – daliśmy spokój. 

Nie dostaję też poczty. Właśnie dziś zadzwonił przemiły pan z urzędu celnego, że tak, moja paczka doszła. I że wprawdzie mi jej nie dostarczą, ale za to mogę ją sobie odebrać… z lotniska. Lotnisko znajduje się jedyne 23 kilometry od naszego domu. Jak z Krakowa do Niepołomic. Sorry, ale skoro mam się nie ruszać z domu i unikać tłumów, to ani nie wsiądę do komunikacji miejskiej ani nie pojadę na lotnisko. 

*

Nasze mieszkanie ma zawrotne 40 metrów kwadratowych. Od dziesięciu dni jestem w nim uwięziona wraz z niespełna czteroletnią, mocno żywiołową córką i mężem, który ma mrówki w wiadomej części ciała. To, że jeszcze nie roznieśli mieszkania, zakrawa na cud. 

A ja?

Staram się nie denerwować. Nie bać. Podobno afirmacja działa cuda. Więc czytam książki, słucham muzyki, piszę, ćwiczę, gotuję cuda z tych dziwnych produktów, które akurat udaje się dostać, a także dziękuję wszystkim bogom za internet, bez którego całą tę afirmację pewnie by szlag trafił. 

I tylko cichutko proszę – niech to się szybko skończy. Niech szybko znajdą skuteczny lek, szczepionkę. Nadzieję. Niech wszystko wróci do normy. Bądźmy zdrowi i bezpieczni.

Proszę.

Natalia Brede

Natalia Brede

Autorka tekstów

Absolwentka studiów dalekowschodnich na UJ.
Azjofilka, herbaciarka, od 2008 r., z roczną przerwą,
mieszka w Chinach, w prowincji Yunnan.
BLOG: Biały Mały Tajfun.

0 0 vote
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

11 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Bogi
Bogi
5 miesięcy temu

To musi być naprawdę trudna sytuacja, bardzo współczuję i też mam nadzieję że niedługo znajdą szczepionkę i uda wam się wrócić do normalnego życia. Życzę dużo cierpliwości!!!!

Natalia Brede
5 miesięcy temu
Reply to  Bogi

Dziękuję!

Ania Nawrat
Ania Nawrat
5 miesięcy temu

Natalko, nie mogę wiele zrobić, więc po prostu przesyłam Ci wirtualnie dużo siły i energii, żebyś dała radę przetrwać ten trudny czas. Mam nadzieję, że ktoś mądry odkryje szybko szczepionkę przeciw wirusowi i będziesz mogła razem z rodziną wrócić do normalnego życia. Ściskam mocno i ciepło z Polski :*

Natalia Brede
5 miesięcy temu
Reply to  Ania Nawrat

Dzięki, Aniu! Też mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normy (choć nie obraziłabym się, gdyby Chińczycy zaczęli nagle częściej myć ręce i kichać w rękaw 😉 ).

Viola z My British Journey
5 miesięcy temu

Uważajcie na siebie i bądźcie cierpliwi, mam nadzieję, że to wszystko minie szybko. Mam znajomego w Hongkongu, podobnie jak u Was musi pracować z domu. Ludzie w maseczkach ale bardziej w liczbie niedzielnej, na szczęście nie brakuje jedzenia. Dobrze, że nie ma paniki. Życie toczy się dalej tylko jakby w ciągłym oczekiwaniu.

Natalia Brede
5 miesięcy temu

Dzięki. Mam wrażenie, że gdy to się skończy, będę najcierpliwszą osobą świata 😉

Magda
Magda
5 miesięcy temu

Trzymam mocno kciuki, trzymajcie się!

Natalia Brede
5 miesięcy temu
Reply to  Magda

dzięki!

Irena
Irena
5 miesięcy temu

Pozdrawiam, wspieram choć troszkę z daleka i życzę i Tobie i nam wszystkim by to się jak najszybciej skończyło.

Natalia Brede
5 miesięcy temu
Reply to  Irena

Dziękuję!

DawnyZnajomy
DawnyZnajomy
5 miesięcy temu

Witaj Natalko, mam nadzieję, że stosujesz się do rad, które Wam wysłałem mailem. Nie były gołosłowne.
Gdybyś miała siłę poczytać jak rzeczy sie mają, to daj znać na maila. Podeślę pliki i linki.
…nie jest różowo. Zróbcie zapasy żywnosci długoterminowej i jaj.
Pijcie regularnie zioła zbijające temperaturę – jak któreś z Was trafiłoby do izolatki, to będzie bida.
Pozdrawiam i trzymajcie się,
JB

11
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x