Felietonymiłość do natury

Czasy wczesnej młodości…

W czasach dzieciństwa kilka razy zdarzyło mi się spędzić noce pod namiotem. Nie były to regularne wyjazdy, raczej pojedyncze biwakowanie – na Mazurach czy też na Półwyspie Helskim, na słynnym kempingu Chałupy 4.

Te wyjazdy niespecjalnie zapadły w moją pamięć. Zdecydowanie nie stały się tymi wspomnieniami z wakacji, do których rzewnie się wraca. Jeszcze w czasach szkolnych czy studiów, kiedy padały propozycje wyjazdu pod namiot, niespecjalnie to do mnie trafiało. Zazwyczaj wybierałam inne opcje jak wynajem domku, czy innego lokum – albo po prostu nie decydowałam się na wyjazd.

Trochę uważałam się za miastową dziewczynę, a przebywanie z własnej i nieprzymuszonej woli w warunkach polowych nie specjalnie mnie interesowało.

A jednak! Przeskoczmy do obecnych czasów, by zobaczyć, jak wygląda teraz każde moje lato. I gdzie w każdy weekend spędzam noce pod namiotem. Mało tego, nawet moje urlopy to w dużej części przygody pod chmurką!

Moja historia będzie dowodem na to, że warto czasem wyjść poza strefę komfortu. Spróbować czegoś nowego lub po prostu jeszcze raz.

Kultura kempingowa w Ameryce Północnej

Wbrew obiegowej opinii – istnieje coś takiego jak kultura północnoamerykańska, a jeden z jej ważnych elementów stanowi kultura kempingowa. Niestety wiele ludzi uwzględnia tylko krótką historę kultury człowieka, który przybył tu z Europy, pomijając całkowicie bogactwo kulturalne rdzennych mieszkańców tego kontynentu. 

Motyw rodziny czy nastolatków wybierających się na biwak lub wycieczki bezdrożami jest nierzadki w amerykańskiej kinematografii. W tym przypadku filmy nie kłamią!

Różnorodne formy kempingowania są bardzo głęboko zakorzenione w kulturze północnoamerykańskiej i wiele ludzi wybiera taką formę spędzania weekendów i urlopu. W Polsce mamy ogródki działkowe, a tutaj mamy RV (skrót od “recreational vehicle” – czyli pojazd lub przyczepa wyposażone w w pomieszczenie mieszkalne i udogodnienia przypominające dom), które pozwalają na bardziej mobilną formę wypoczynku “pod chmurką”.

Jednym z dowodów na popularność kempingu, jest bardzo dobrze rozbudowana infrastruktura w skali całego kontynentu. Znajdują się tu liczne pola kempingowe – prywatne jak i rządowe w parkach narodowych, stanowych, prowincjonalnych i terytorialnych. Są tam miejsca zrzutu nieczystości, podłączenia do prądu , bieżąca i często ciepła woda, ławki, stoły, a także toalety i prysznice.

Miejsca na najbardziej rozchwytywanych kempingach – czyli te w samym sercu parków (w szczególności narodowych) – rozchodzą się jak świeże bułeczki. Znikają w przeciągu paru minut już w momencie otwarcia rezerwacji online!

To pokazuje jak bardzo popularną formą spędzania czasu jest kemping. Jakby tego było mało, istnieje odrębna branża zajmująca się spędzania czasu na świeżym powietrzu (tzw. outdoor).

Począwszy od możliwości kupienia (lub wypożyczenia) sprzętu do spania – od namiotu, poprzez namioty dachowe, namioty na tzw. pakę do samochodów typu pick-up, przyczepy różnej maści, do RV różnej wielkości włącznie. Każdy znajdzie coś dla siebie!

Ponadto, dostępna jest cała gama akcesoriów – lampki, składane krzesła, hamaki, namioty “antykomarowe” do rozłożenia nad stołem do posiłków, tarpy – to tylko kilka przykładów.

Początki przygody z kempingowaniem w Kanadzie

Czy można wyobrazić sobie bardziej idealne miejsce do biwakowania niż Kanada? Nie sądzę! Moja kempingowa pasja zaczęła się kiedy Mike (znajomy Kanadyjczyk) zaproponował naszej paczce wyjazd pod namiot. Po chwili namysłu i ofercie pożyczenia sprzętu od znajomych pomyślałam, że “z dobrą ekipą jakoś przeżyję”. Oto tak właśnie zdecydowałam się na pierwsze kanadyjskie biwakowanie w prowincji Manitoba, gdzie wtedy mieszkałam.

To wystarczyło, aby złapać tzw. bakcyla. Może to ludzie z którymi wyjechałam. Może poczucie wolności, kiedy w nocy patrzy się w niebo pełne gwiazd lub wypatruje się zorzy polarnej przy blasku ogniska? Nie wiem, ale ta dzika przyroda dookoła wystarczyła, żebym pobiegła do sklepu kupić własny namiot, śpiwór i resztę potrzebnego sprzętu.

Od tego momentu weekendowe wyjazdy za miasto na stałe wpisały się w mój letni kalendarz!

Jak wspomniałam, moją przygodę z kempingiem zaczynałam w prowincji Manitoba. Jest to prowincja preryjna, dość jednolita na południu i bardzo dzika na północy (gdzie żyją niedźwiedzie polarne!). Najczęściej na wycieczki pod namiot jeździliśmy na północ do krainy ogromnych jezior lub we wschodnią część prowincji, która przypomina mi polskie Mazury, ale jak wiele rzeczy w Ameryce Północnej – większe i bardziej rozległe.

Niewątpliwie raj dla wędkarzy i miłośników sportów wodnych oraz idealna oaza spokojnego odpoczynku w domku nad jeziorem. Ja jednak nie lubię łowić ryb, za to lubię być aktywna! Dlatego na urlop jeździłam do prowincji Alberta i British Columbia w zachodniej części kontynentu, a to oznaczało tylko jedno…

Nowy wymiar kanadyjskich przygód!

Po mojej przeprowadzce do prowincji Alberta (uwielbiam!), odpoczynek na świeżym powietrzu nabrał zupełnie nowego wymiaru. Przepiękne kanadyjskie Góry Skaliste to miejsce idealne dla miłośników natury i aktywnego trybu życia przez cały rok (na co długie mroźne zimy w Manitobie nie pozwalały). Biwakowanie i lżejsze chodzenie po szlakach zamieniło się w zdobywanie coraz wyższych szczytów górskich i pokonywanie coraz dłuższych szlaków. 44-kilometrowy szlak z przewyższeniem ponad 1500 metrów w górę zrobiony w jedenaście i pół godziny to tylko jeden z przykładów.

Uważam się za szczęściarę, że mogę mieszkać tak blisko Kananaskis, Banff, Yoho, Kootenay czy Jasper. To cudowne uczucie zasypiania i budzenia się już w sercu Gór Skalistych i moment ruszania prosto z namiotu od razu na szlak jest wręcz nie do opisania!

Rześkie i piękne poranki, kawa z cudownym widokiem – to uzależnia.

Na tyle, że każdy weekend od maja do października spędzam w górach i pod namiotem.

Uwielbiam tę możliwość odkrywania przepięknych dzikich zakątków, dostępnych tylko dla tych, którzy skuszą się na przyjemny wysiłek i to, że wiele górskich szlaków mam tak blisko domu.

Z każdym sezonem stawiam przed sobą kolejne wyzwania. W tym sezonie wiosłowałam na kanu przez 28 kilometrów – co zajęło mi 8 godzin – aby dotrzeć do jednego z piękniejszych miejsc w Jasper National Park. Latem coraz częściej wybieram backcountry, a więc kilkudniowe przemieszczanie się z namiotem w plecaku i coraz ciężej dostępne miejsca, gdzie w grę wchodzi zaawansowany scrambling czy łatwiejsza wspinaczka.

Zimą stawiam na sporty zimowe takie jak snowboard, łyżwy czy ścianki wspinaczkowe. Jednym z moich celów jest też wspinaczka po zamarzniętym wodospadzie! Zima to też dobry czas na zwiedzanie południa USA, gdzie pogoda w takich stanach jak Utah, Arizona, Nevada czy Kalifornia pozwala na komfortowe kontynuowanie aktywności na świeżym powietrzu. W tym na wędrówki po licznych szlakach. Najcudowniejsze jest to, że jeszcze tyle przygód przede mną, a przynajmniej taką mam nadzieję, bo z wielu wycieczek wracam już z pomysłami na następne.

Czy warto próbować nowych rzeczy?

Jakby teraz wyglądało spędzanie mojego wolnego czasu, gdybym jednak nie zdecydowała na przeprowadzkę do Kanady albo na ten pierwszy wyjazd pod namiot w Manitobie?

Czemu postanowiłam dać szansę czemuś nowemu? Nie wiem. Jedno jest jednak pewne, choć może nie byłabym tego w pełni świadoma, straciłabym przeogromnie ważną część mojego życia. Dziś po prostu nie wyobrażam sobie innego życia, bez tych wszystkich przygód i wiecznych podróży.

Każda decyzja i wyjście poza swoje zwykłe szablonowe zwyczaje może okazać się efektem motyla, który popchnie nasze życie w zupełnie innym kierunku. Warto więc dać sobie szansę, bo wciąż próbować nowego!

Martyna Śmiech

Zdjęcie z archiwum prywatnego autorki
5 3 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Marek
Marek
2 miesięcy temu

Szczerze zazdroszczę ,wiem jak takie spędzanie czasu potrafi uszczęśliwiać i ułatwia poznawać siebie. Żyję tak w Polsce ,choć pewnie na mniejszą skalę, ale rozumiem i życzę powodzenia