Felietony

Wsiadam do auta i jadę.

Mijam znane mi drogi, tak bliskie, a jednak tak obce. Docieram do pracy. Przełączam się na język niemiecki i zakładam swój pancerz. Jestem małomówna i zamknięta w sobie. Pracuję. I odliczam godziny do powrotu do domu. 

A przecież mam szczęście, pracuję w swoim zawodzie. Lubię moją pracę. Cieszy mnie czas spędzany w podstawówce. Lubię rozmowy z dziećmi i zabawę z nimi. Do pewnego momentu lubiłam też moje miejsce pracy, ale im dłużej tu jestem, tym jest mi gorzej. Denerwują mnie dziwne zasady i wymagania, które nijak się mają do wypłaty, głupota i absurd otaczający mnie każdego dnia i w końcu nadgodziny. Robię przerwę, choć nie mam na nią czasu, bo jestem zawalona robotą, ale to mój moment, kiedy na 30 minut mogę wrócić “do siebie”. A później czekam. Odliczam minuty. O 17.00 zamykam okna i drzwi, opuszczam teren szkoły.

Czuję, że wreszcie mogę oddychać. Znów mogę być sobą. Znów chcę być. Wraca moja energia i gadulstwo. Wracam do moich psów, do mojej rzeczywistości. Gotuję, śmieję się, paplam jak najęta, bo nie miałam okazji tego zrobić w szkole…  

Cieszę się z długiego weekendu, bo mogę zapomnieć o pracy, wyjechać gdzieś, popracować nad blogiem, spędzić czas z najbliższymi. 

Koleżanka w pracy pyta, co robię w długi weekend, jadę do Polski odpowiadam, ale nie mówię już tego, że jadę na festiwal psich podróżników, na którym jako jedna z nielicznych wystąpię ze swoją prezentacją. Mówi, że tak właśnie myślała i radzi, że raz kiedyś powinniśmy zrezygnować z wyjazdu do Polski a w zamian odwiedzić Hamburg, bo to takie piękne miasto.

Moi współpracownicy nie wiedzą, że podróże to nasze życie, że każdą wolną chwilę spędzamy w drodze, że odwiedziliśmy już ponad 40 krajów i nie mamy dość. Nieliczni wiedzą, że mieszkałam w Londynie, że mieszkaliśmy w Chinach. Nikt nie wie, że nasze życie w Niemczech to naprawdę wielki przypadek. Ale nie mam też potrzeby im o tym mówić. W przerwie między zajęciami, gdzieś pomiędzy krzykiem dziecka a rozbitym kolanem nie ma czasu, by opowiedzieć komuś swoje życie.

Jestem z Polski. W Niemczech to oczywiste, że wyemigrowałam tutaj ze swojego kraju w celach zarobkowych. Polaków jest tutaj jak mrówków. To oczywiste przecież, że z tej emigracji jeżdżę co weekend do Polski, bo tęsknię za rodziną i jest mi tutaj źle. Ale czy ja muszę ich wszystkich wyprowadzać z błędu? Czy powinnam?

To taka moja emigracyjna schizofrenia.

Żyję w dwóch światach i sama nie wiem, który jest bardziej prawdziwy. Mam nadzieję niebawem wybrać jeden z nich. 

Martyna / Życie w rytmie slow

0 0 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Gosia
Gosia
4 lat temu

I ja żyję w dwóch światach i dobrze mi z tym!!!Kocham moją pr6ace, pracuję w poradni dla rodzin, jestem pedagogiem z zawodu. Kocham też moje prywatne życie ……łapię momenty i cieszę się nimi. Mieszkam w tym pięknym Hamburgu, tak na prawdę jest piękny i interesujący. Do Niemiec przyjechałam 30 lat temu za moim mężem, który chciał bardzo wyemigrować z tamtejszej Polski. Męża już nie mam, ale wracam od lat w to miejsce z którego wyemigrowałam, nad mój Baltyk, do mego rodzinnego miasteczka….ech życie jest piękne!!!

Martha
Martha
4 lat temu

Przygarnelam na emigacji meza. Znalazl sie moze gdyby nie uk nigdy bysmy sie nie poznali. W wieku 32 lat pojawil sie on to nie bylo wiwlkie uczucie. Ale ono sie rodzi. Polska od dawna Aczela mnie uwierać. Moze dla tego ze w moim domu rodzinnym nie bylo rodziny. Byli ludzie bez więzi.

Anna
Anna
4 lat temu

Niemcy to moja 2 emigracja. Wcześniej mieszkałam w Anglii by zrobic ma studia. Powiedziałam A wyjeżdżając z Polski i mówię B i nawet nie chce często jeździć. W Pl już byłam.. znam.. tu mieszkam na pięknej Bawarii. W sumie jako mała dziewczynka oglądając film ” Sisi” gdzieś już tego chciałam. Mojej rodzinie chce pokazać jak najwięcej miejsc więc i często mnie odwiedzają. Do Wrocławia z Bawarii nie jest wcale daleko, to tak jakbym wyjechała do Warszawy czy Poznanania( choć nie są tak piękne jak Alpy o poranku). Czuje że tu znalazlam swoje miejsce na ziemi. Choć nie pracuje w zawodzie..Choć… Czytaj więcej »

Paula
Paula
4 lat temu

Jestem na emigracji od 20 lat…mama wywiozła mnie z Polski jak miałam 16 lat, nie miałam nic do powiedzenia czy chce czy nie. Po prostu tak miało być i tyle. Ojciec został w Polsce, ale on się nami i tak nie interesował od lat, miał nowa rodzine. Od początku czulam ze jestem tu na emigracji za kare. Tyle lat minęło, skończyłam tu studia, znalazłam świetna prace, mam dom, rodzine a jednak nie czuje się tu u siebie, i chyba już tak zostanie…Moje serce zostało Polsce. Nie ma dnia żebym nie tęskniła za Polska, za lasami, łąkami, moim morzem, plaza, za… Czytaj więcej »

Meg
Meg
4 lat temu
Odpowiedz  Paula

Czuję dokładnie tak samo niby wszystko mam a i tak czuję sie wybrakowana zacytuje za pewnym Myslicielelm”emigracja jedt jak pogrzeb po którym życie nadał trwa”