FELIETONY

Kiedy wjeżdżam samochodem na moje i jednocześnie nie-moje już drogi, obejmuję wzrokiem z daleka horyzont. Zatrzymuję się na poboczu, by nacieszyć nim przez chwilę oko.

Bezchmurne niebo i góry. Już układam w głowie plan wyprawy na szlaki. Jak zwykle zastanawia mnie brak krów na otaczających mnie polach. Ruszam dalej. Nierówności w drodze te same. Moje dłonie zwinnie poruszają się po kierownicy. Na pamięć omijam studzienki. Wiem, gdzie należy zwolnić, można przyspieszyć, znam zakręty i stałe miejsca postoju policji z radarem.

Kiedy chodzę po ulicy w moim i nie-moim jednocześnie mieście, zauważam małe i większe zmiany.

Tu kiedyś był sklep, a teraz lokal straszy pustkami. Zamiast sklepu odzieżowego jest kolejna apteka. Rybny ciągle w tym samym miejscu. Tutaj schodek ukruszony i krawężnik skrzywiony. Obce twarze mieszają się ze znajomymi. Sąsiedzi mniej więcej ci sami tylko ich zmarszczki głębsze. Ktoś z ciekawością w oczach odchyla firankę w oknie. Potem wychodzi na klatkę schodową, by się przywitać. Po niektórych sąsiadach pozostały tylko okruchy wspomnień. A tę panią idącą chodnikiem do bramy rozpoznaję od tyłu, chód ciągle ten sam. Na ławce siedzi znajomy facet, a na następnej młodzież z nie moją młodością. Przemyka wspomnienie zabaw z dzieciństwa. Wspinanie się po drzewach, po których nikt się już nie wspina. Czy tęsknią? Zabawy w podchody, chowanego i robienie przeźroczy. Ktoś umarł, czytam z klepsydry, ile miał lat, może nazwisko znane. Pani na bazarku miło się uśmiecha, żartuje. Wybieram jabłka i cieszę się różnorodnością gatunków. Zauważam jagody u starszej pani, uśmiecham się na samą myśl o ich smaku w pierogach. W kolejce do kasy w Biedronce ludzie ze sobą rozmawiają, o… i nawet ktoś mnie przepuszcza, bo mam tylko kilka produktów. Można już płacić kartą. Wafelek prince-polo kusi swym sreberkiem, nie mogę się powstrzymać i kładę na taśmę… niech będą dwa. Czasami przebłyska myśl zdziwienia, że słyszę wszędzie znajome „sz-cz”. Ten sam szelest i szum drzew na cmentarzu. Znowu zapominam zapałek i kupuję je wraz ze zniczami. Tu trzeba płacić gotówką, o czym zawczasu pamiętam. Wielokrotnie w ciągu dnia wchodzę na czwarte piętro, mówiąc sobie, że to dobre na sylwetkę. Obiad z moim ulubionym krupnikiem już czeka. Jutro będzie barszcz z krokietami. Odwiedzam znajomych, rodzinę. Rozmowy. Ciasto domowego wypieku przebija wszelkie smaki świata. Pod nocnym sklepem jak zwykle późnym wieczorem jest wzmożony ruch. Piwo ciągle smakuje tak samo. Pizza koniecznie z sosem czosnkowym. Latarnie na pustej starówce płaczą tak samo. Jakiś kot przebiega koło fontanny. Pora spać, tu słońce zachodzi wcześniej a sen nadchodzi szybciej.

Kiedy wychodzę na ulicę w obcym i swoim jednocześnie mieście, słyszę dźwięki niezrozumiałe.

Po sekundzie rozróżniam słowa i uświadamiam sobie, gdzie jestem. Znajoma ulica, nieznajomi ludzie. Sklepy w tym samym miejscu, tu parking na rower, tam ławka. Naprawili dziurę w ulicy w końcu pod moim oknem. Sąsiadka wita się i mówi coś o pogodzie. Niewiele się zmieniło, lecz dzisiaj różni się od wczoraj. Dzisiaj rozpoznaję inne smaki i zapachy, widok z okna wydaje się nijaki i niebo jest jakieś inne. Siadam na chwilę na mojej zielonej kanapie. Oddech. Dzisiaj sen nadejdzie później.

Honorata Demczuk

5 7 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Magda w RPA
3 miesięcy temu

Bardzo fajnie napisane, nostalgicznie!

Justyna
Justyna
3 miesięcy temu

Pieknie napisalas, az mi sie lezka zakrecila w oku.

Dorota
Dorota
3 miesięcy temu

Dokladnie moje intimne uczucia napisane tak ! Dziekuje bo zawsze to czuje ale nie jestem w stanie tego wytlumaczyc ani rodzinie w Polsce ani przyjaciolom tutaj….
Marzy mi sie cos dodac do tego blogu ale obawiam sie ze moj jezyk nie jest juz tal piekny. Moze dam rade. Zycze szczescia i nowych specjalnych miejsc i zapachow. Ja na Vancouver Island uwielbiam zapach wilgotnego lasu..

Dorota
Dorota
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Dorota

…napisane tak pieknie!

Honorata
Honorata
3 miesięcy temu
Odpowiedz  Dorota

To ja bardzo dziękuję za te słowa. Niezwykle mi miło, że mój tekst i ulotne myśli trafiły do Ciebie i pozostawiły swój ślad. A zapach wilgotnego lasu brzmi cudnie i trafia prosto w nozdrza.🙂 Pozdrawiam.

Last edited 3 miesięcy temu by Honorata