WYWIADYJaponia

Gościnny wywiad z Krzysztofem Berczyńskim.

Krzysztofa Berczyńskiego znam od czasów nastoletnich. Mieszkaliśmy w tej samej małej miejscowości w województwie zachodniopomorskim. Nigdy nie przypuszczałam, że mógłby wyjechać zagranicę i ułożyć sobie życie poza Polską. Tymczasem Krzysztof wyjechał do Australii, a potem osiedlił się w Japonii. Ten wywiad jest owocem naszych licznych rozmów na temat różnic kulturowych między Polską, a właściwie Europą i Japonią. Krzysztof przedstawia swoją ojczyznę z wyboru, unikając stereotypów, sensacyjnych stwierdzeń i poklasku, przede wszystkim skupiając się na codzienności.

Anna Tylman : Japonia dla wielu Polaków wciąż wydaje się dość nieoczywistym kierunkiem emigracji. Jak się tam znalazłeś?

Krzysztof Berczyński:

Do Japonii trafiłem przypadkiem. Nigdy nie byłem specjalnie zainteresowany kulturą czy historią tego kraju. Po prostu koniec studiów w Australii wiązał się z utratą wizy studenckiej i musiałem zaplanować dalsze kroki. Nie chciałem jeszcze, po niecałych dwóch latach, wracać do Polski, więc rozważałem różne opcje. Japonia wydawała się najlepszym wyborem pod kątem finansowym oraz oferowała najlepszą pozycję do dalszych działań po planowanym rocznym pobycie.

Na początku, jak ogromna większość cudzoziemców, uczyłem angielskiego w szkołach publicznych, pracując dla jednej z wielu agencji pracy. Po niecałych czterech latach wraz z dwoma wspólnikami otworzyliśmy własną szkołę językową. Obecnie poza zarządzaniem naszymi szkołami zajmuję się również szeroko rozumianym konsultingiem biznesowym. 

AT : Od paru lat jesteś szczęśliwym mężem i tatą dwójki dzieci. Jak wygląda japońska edukacja?

KB: To akurat temat-rzeka. Głównie dlatego, że w tę sferę miałem wgląd już dużo wcześniej ze względów zawodowych. Bardzo często rozmawiałem z rodzicami naszych uczniów oraz osobami, które przychodziły do nas na lekcje indywidualne. Mówiąc krótko i obiektywnie, edukacja w Japonii jest bardzo droga (szczególnie ten ostatni etap, czyli studia). Mówiąc krótko i subiektywnie, to jakość tej edukacji jest niska.

Pierwszy etap to oczywiście przedszkola, które w Japonii dzielą się na dwie główne grupy: przedszkola w ścisłym znaczeniu tego słowa (jap. 幼稚園youchien) oraz „ochronki” (jap. 保育園, hoikuen). Te pierwsze są przeważnie sporo droższe (głównie prywatne) oraz krótsze czasowo (działają w godzinach od ok. 8-14), ale dzieci mają już mundurki (obowiązkowe krótkie spodenki nawet w zimie!) i zaczynają się uczyć czytania, pisania itd. Te drugie są dużo luźniejsze, tańsze (zarządzane przez samorządy, ale nie tylko) i dzieci spędzają większość czasu na zabawach, zajęciach plastycznych, spacerach itp. Mój syn chodzi do takiej „ochronki” i nawet mi przez myśl nie przeszło oddawać go do typowego japońskiego przedszkola.

AT: A co po przedszkolu?

Potem oczywiście szkoła, której podział jest taki, jaki do niedawna obowiązywał w Polsce. Sześcioletnia podstawówka oraz po trzy lata gimnazjum i szkoły średniej. Nauka jest obowiązkowa do ukończenia gimnazjum, ale już od lat przepycha się dzieci do przodu, aby dostały przynajmniej dyplom ukończenia szkoły średniej. Podstawówka wydaje się naprawdę dobrze zorganizowana i dzieci uczą się wielu praktycznych umiejętności. Nauka w gimnazjum zależy od rejonu (zasadniczo obowiązuje rejonizacja, ale nie ma większych problemów, aby przepisać dziecko do innej szkoły). Uczyłem w bardzo dobrych szkołach, ale i w takich, w których uczniowie regularnie bili niektórych nauczycieli.

W szkołach średnich jest podobnie, ale nie obowiązuje rejonizacja. Uczniowie składają dokumenty do wybranych szkół, a ich świadectwa są oceniane w ramach systemu punktowego (plus czasami egzaminy/rozmowy kwalifikacyjne). W ogóle szkoła średnia to jeden z najważniejszych okresów życiowych w japońskiej kulturze. Ludzie utrzymują zawarte w tym czasie znajomości latami, częste są zjazdy absolwentów, a do tego nie przypominam sobie ani jednego serialu w telewizji (z tych, które widziałem) bez pojawienia się przynajmniej kilku postaci w charakterystycznych mundurkach. Stąd też, jak podejrzewam, ten fetysz szkolnego mundurka, który towarzyszy wielu Japończykom oraz Japonkom przez całe dorosłe życie.

AT: Wielu Japonia kojarzy się z szybko rozwijającą się technologią, mangami, przesadną pracowitością, mikroskopijnymi mieszkaniami w Tokio czy dziwactwami w sferze seksu. Wyolbrzymiam?

KB : Może nie tyle wyolbrzymiasz, co skupiasz się tylko na niektórych aspektach. 

Technologia może i się szybko rozwija (bardzo chwalę sobie wszechobecne „washlety” czyli uniwersalną formę bidetu, ciekawostką są roboty-kelnerzy), ale szkoły, biura i sporo domów ogrzewa się ciągle za pomocą starożytnego urządzenia grzewczego typu „koza” wersja numer 1, blaszana. Wersja luksusowa ma przyjemniejszy kształt, automatyczny wyłącznik i parę innych bajerów.

Mangi i anime są oczywiście wszechobecne i czytają/oglądają je namiętnie wszystkie grupy wiekowe. Niektóre serie ciągną się już chyba przez dziesięciolecia.

Pracowitość Japończyków to moim zdaniem mit. Owszem siedzenie w pracy po godzinach jest powszechne, ale faktyczna produktywność jest zapewne bardzo niska. Z drugiej strony, jeśli z wielu powodów i tak nie można wyjść z pracy wcześniej, nawet jeśli się zrobi swoje, to po co się spieszyć, prawda? Dopiero od niedawna (niektóre!) firmy japońskie zaczynają zauważać, że siedzenie w pracy dla samego siedzenia wpływa negatywnie i bezpośrednio na wyniki firmy, ale też na całą masę innych aspektów życia. Stąd też coraz bardziej widoczne zmiany, szczególnie w nowych firmach zajmujących się nowymi technologiami i ich wdrażaniem. A pandemia Covid-19 podkreśliła te problemy oraz uwypukliła możliwości zmian (praca zdalna, elastyczny czas pracy itp.) w tym zakresie.

Tokio, jako jedna z największych aglomeracji świata. Ma ona oczywiście swoje ograniczenia przestrzenne i na pewno nie jest trudno znaleźć w jego centrum całą masę mikroskopijnych mieszkań. Oczywiście zaraz obok stoją też apartamentowce z mieszkaniami mającymi kilkunasto- lub nawet kilkudziesięciokrotnie większą powierzchnię. O nich się już mało pisze (szczególnie na zewnątrz Japonii), bo niewielu cudzoziemców może sobie na nie pozwolić. A ci, którzy mogą, raczej nie tracą czasu na pisanie o tym, gdzie i jak mieszkają. Ale taka sama sytuacja jest w każdym dużym mieście na świecie. Te malutkie mieszkanka są głównie dla tych, którzy w danym miejscu mieszkają bardzo krótkoterminowo (szkoła, staże, delegacje, itp.). Też dla tych, którzy z jakichś względów bardzo chcą lub muszą tam mieszkać (bliskość miejsca pracy). Oraz dla tych, których nie stać na normalne mieszkanie w takiej okolicy, ale bardzo chcą mieć jej nazwę w adresie (dzielnice Ginza, Shinjuku, Shibuya, itd.).

Przeciętne mieszkanie dla rodziny 4-5 osobowej to tzw. 3 LDK (3 sypialnie, salon i kuchnia) i przeważnie mają one około 60-80 metrów kwadratowych (domy to od 90 do 110 metrów), co na pewno nie jest wartością mikroskopijną. Poza osobami bardzo zamożnymi większość ludzi decyduje się na zakup mieszkania czy domu dość daleko od samego centrum Tokio. Czyli, znów, podobnie jak w innych wielkich aglomeracjach.

No i na deser seks. Oczywiście każdy ma inne doświadczenia w tej sferze. Co dla jednego jest dziwactwem, dla innej osoby będzie zaledwie ciekawym urozmaiceniem. Wydaje mi się, że japoński seks nie jest aż taki dziwny. Jest po prostu dostosowany do kultury oraz panujących warunków. W każdym kraju  można się doszukać pewnych odchyleń od szeroko pojętej normy i to jest też prawdą odnośnie Japonii. Sieci hostess barów, tzw. różowych salonów, mundurkowo-mangowe fetysze wynikają prawie wprost z uwarunkowań geograficzno-kulturowych. Europejczyków może szokować widok różowowłosej kurtyzany o twarzy małej dziewczynki i biuście rozmiaru pocisku do dumy polskiego przemysłu zbrojeniowego – armatohaubicy „Krab”. Przeciętnego Japończyka zapewne zaszokowałaby wizyta w dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie czy reklama klubu swingersów.

AT : Jak bardzo zauważalne są różnice kulturowe między Japonią a krajami europejskimi?

KB : 

Jest ich kilka, ale chyba najbardziej różni nas od Japończyków kwestia jednostka a grupa.  W Japonii, jak zresztą w wielu krajach Azji, grupa jest najważniejsza. I nieistotnym jest o jaki rodzaj grupy tu chodzi, to może być rodzina, klasa, firma, gang. Harmonia w grupie jest dużo ważniejsza od tego, która jednostka akurat miała rację czy najwięcej się narobiła przy danym zadaniu. Jednym słowem totalny konformista to ideał. Aczkolwiek to też się powoli zaczyna zmieniać, szczególnie wśród młodych Japończyków.

AT : Jakich rad udzieliłbyś osobie, która ma zamiar zamieszkać w Japonii?

KB :

Osobie coś wiedzącej o Japonii (bo się interesuje kulturą, bo była jako turysta itp.), że nie wie nic na temat życia w Japonii. Osobie niewiedzącej nic, żeby najpierw bardzo dokładnie przeanalizowała kwestie finansowe (zarobki a wydatki ze szczególnym uwzględnieniem podatków oraz obowiązkowych opłat i różnorakich składek) oraz mieszkaniowe (gdzie, z kim i za ile).

AT : Jak patrzysz na Polskę z perspektywy czasu, kraju, ale i kultury, z którą się zasymilowałeś?

KB :

Polska bardzo poszła do przodu w wielu sferach. Szczególnie jeśli chodzi o ogólny poziom życia i dostępność towarów i usług. Jestem obecnie w Polsce na wakacjach i jestem bardzo zaskoczony asortymentem w sklepach spożywczych. W Japonii jest tego o połowę mniej, a żeby nabyć produkty zagraniczne, bardzo często trzeba przepłacać. Choć to też się powoli zmienia. Z drugiej strony światopoglądowo nasz kraj ciągle mnie drażni w niektórych kwestiach. Czasem nawet bardzo, szczególnie jeśli chodzi o sprawy, które ciągną się od dziesięcioleci. Ale żadne miejsce nie jest idealne. W Japonii również drażni mnie wiele kwestii, choć z racji bycia cudzoziemcem jest mi stosunkowo łatwo niektóre z nich ignorować (polityka, pracoholizm).

Trzeba też powiedzieć, że w Japonii nie da się tak całkowicie zasymilować, szczególnie będąc osobą wyglądającą inaczej. Są przypadki naturalizowanych cudzoziemców, ale nawet oni, głównie ze względu na wygląd zewnętrzny, bywają traktowani jak cudzoziemcy. Ba, dzieci małżeństw mieszanych bardzo często są dyskryminowane już od dzieciństwa, a ze strony państwa/szkół nie ma praktycznie żadnych działających mechanizmów, które by temu zapobiegały lub to korygowały. W ogóle Japonia ma kwestie dyskryminacji w „głębokim” poważaniu, a samo zjawisko ma się nadzwyczaj dobrze.

AT : Sprzedasz nam jeszcze jakieś ciekawostki związane z Japonią?

KB :

Trochę tego jest. Z zawodowego punktu widzenia Japończycy „uwielbiają” zebrania. Poranne, popołudniowe, pod koniec dnia pracy, przed podjęciem decyzji, po jej podjęciu itd. A ciekawostką jest to, że większość decyzji i tak jest podejmowana przed zebraniami, które mają je tylko przyklepać, czyli równie dobrze można by było nie marnować na nie czasu.

Dość ciekawą kwestią jest pozycja mafii w społeczeństwie. Poszczególne gangi mają swoje biura i wizytówki. Policja ma dość dokładny spis członków mafii (przynależność często jest oficjalna). Jedna z większych (i brutalniejszych) grup co roku organizuje w swojej kwaterze głównej przyjęcie na Halloween dla dzieci z sąsiedztwa. A z drugiej strony praktycznie każda umowa (wynajem, kupno, kredyt, telefon itp.) ma klauzulę, w której klient deklaruje, że nie ma związku z przestępczością zorganizowaną.

AT : 

Dziękuję Ci serdecznie za ten mały wywiad oraz że zechciałeś podzielić się swoimi doświadczeniami na łamach portalu Polki na Obczyźnie. 

Anna Tylman (annatylman@yahoo.fr)

4.6 5 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Alicja Wilson
1 miesiąc temu

Z przyjemnością przeczytałam wywiad. Pasjonowałam się kiedyś Japonią, wiedziałam wiele jak na tamte czasy i przeczytałam każdą książkę przetłumaczoną z japońskiego na język polski. Nawet pisałam pracę magisterską o wpływach Japonii na kulturę młodopolską na przykładach literackich. Miałam boyfrienda stamtąd, ale on nie zamierzał opuścić swojego kraju, żeby mieszkać w Europie, a mnie nie chciał zabrać do Japonii. Tak mówił, ze będę zawsze gaijin. Pracował przez kilkanaście miesięcy w moim mieście i tak się poznaliśmy. I chociaż od tamtych czasów minęło już ponad 40 lat, często o nim myślę. Ciekawa jestem jak ułożyło mu się życie. Gdy wyjechał, prosił mnie… Czytaj więcej »

Anna
Anna
1 miesiąc temu
Odpowiedz  Alicja Wilson

wow, 40 lat temu! Rzeczywiscie ciekawe co teraz u niego 🙂

Wirginia
Wirginia
1 miesiąc temu

Bardzo ciekawy przekaz ,dziękuję.