EMIGRACJAFELIETONY

„Guten Morgen Berlin. Du kannst so hässlich sein.“* – (Dzień dobry Berlinie.  Potrafisz być taki brzydki.). Zimą, gdy idę ulicami Berlina, słowa tej piosenki brzmią w mojej głowie.

Rozkopane ulice, niekończące się budowy, szare budynki, spóźniająca się kolejka miejska. Wracając z naszych podroży po Azji lub Afryce, gdzie jest kolorowo, głośno i gwarno, przeżywam szok kulturowy. W pierwszych dniach najchętniej wróciłabym do ciepłych, barwnych miejsc, z pysznym jedzeniem i dojrzałymi owocami i warzywami. Kilka dni w spędzonych w Berlinie i znowu uświadamiam sobie, że to jest moje miasto, mój dom i miejsce na ziemi.

To tutaj właściciel restauracji z burgergami życzy mi, wracając z pracy, miłego wieczoru. Sprzedawca w sklepie monopolowym, oddając moją przesyłkę, po raz kolejny pyta, dlaczego wszystkie Pauliny w Polsce nazywa się Paulami? Tutaj mamy dwie najlepsze wietnamskie restauracje pod samym domem, a kuchnie świata są na wyciagnięcie ręki. Każda dzielnica Berlina jest inna, każda ma w sobie coś ciekawego. A kiedy zamieszkasz w jednej z nich, przywiązujesz się do niej i staje się dla ciebie jak małe miasteczko, z którego wyjeżdżasz, kiedy chcesz i zawsze cieszysz się na powrót.

Ostatnio rozmawiałam z kumplem, który przez cały czas studiów mieszkał w jednej dzielnicy, a ostatnio przeprowadził się do innej. Wraz ze swoja dziewczyną znaleźli duże i korzystniejsze cenowo mieszkanie. “Mieszka się tu dobrze, ale wiesz co, tęsknie za Moabitem” – opowiadał. “Tam było więcej studentów, najlepszy turecki street food, znałem dużo osób, wieczorem pod Späti (sklep monopolowy, ulubione miejsce spotkań) spotykałam znajomych i piliśmy piwo. Miałem poczucie przynależności…” Sentymentalne wyznanie, które zrozumie każdy, kto przez kilka lat mieszkał w Berlinie i zdążył się tu zadomowić.

Za co kocham to miasto? Do Niemiec wyprowadziłam się dziewięć lat temu. To była raczej spontaniczna decyzja. Po studiach dziennikarskich pracowałam w lokalnym wydaniu Gazety Wyborczej. Umowa zlecenie, niska wypłata i codzienne czterdziestokilometrowe dojazdy nie działały na mnie zbyt motywująco. Wiedziałam, że początki w tym zawodzie nie są łatwe i powinnam się przemęczyć, żeby później mieć lepiej.

Decyzję o emigracji podjęłam impulsywnie, tak jak robię większość rzeczy: najpierw działając, a później myśląc. Znalazłam pracę w hotelu, w malutkiej wiosce koło Magdeburga i wyjechałam. Dwa lata pracowałam tam jako pokojówka i obsługa śniadania. Trzy razy w tygodniu jeździłam na kurs niemieckiego i dzięki temu nauczyłam się języka i poznałam wielu świetnych ludzi z całego świata. Do dzisiaj utrzymujemy ze sobą kontakt.

Pewnego dnia na schodach w hotelu poznałam mojego obecnego partnera i po jakimś czasie wyprowadziłam się do Berlina. Do dziś pamiętam pierwsze miesiące w tym mieście. Po dwóch latach mieszkania na wsi, w której był jeden malutki sklep otwarty w bardzo śmiesznych godzinach, Berlin był dla mnie jak wybawienie. Nawet 45-minutowa droga do pracy nie stanowiła problemu. Cieszyłam się każdą minutą.

W wolnym czasie odkrywałam to, co miasto ma do zaoferowania. Mieszkałam tuż przy parku położonym nad Sprewą – idealne miejsce do porannego lub wieczornego joggingu. W lecie wypożyczaliśmy rowerki wodne, urządzaliśmy pikniki lub opaliliśmy się na pobliskiej wyspie. Wieczorami odkrywaliśmy Berlin kulinarnie, poznając najróżniejsze smaki wszystkich możliwych kuchni świata. Noce spędzaliśmy, chodząc od baru do baru lub na imprezach na Ostkreuz lub Kreuzbergu.

Czas mijał, a Berlin nie przestawał mi się nudzić. Tutaj zawsze coś się dzieje. Możliwości jest wiele: muzea, wystawy, teatry, słynne opery, festiwale czy imprezy trwające przez cały tydzień 24/7. W Berlinie jest wiele do odkrycia i do przeżycia.

Wiedzieliście, że jest tu więcej mostów niż w Wenecji, a nawet więcej dróg wodnych niż w Wenecji, Sztokholmie i Amsterdamie razem wziętych? Tylko w granicach miasta mamy 180 km żeglownych dróg wodnych. Przez Berlin przepływają m.in. dwie większe rzeki Sprewa i Hawela. Świetnym pomysłem na weekend jest wypożyczenie łódki i odkrywanie miasta od strony wody. W chłodniejsze dni można wynająć łódkę motorową, na której znajduje się jacuzzi. A kiedy znudzi nam się pływanie po centrum, możemy kanałami dopłynąć do jednego z otaczających Berlin jezior. W zeszłym roku zrobiliśmy prawo jazdy na motorówkę i już nie możemy doczekać się rozpoczęcia sezonu.

Stolica Niemiec kojarzy się z budynkami, zatłoczonymi ulicami, a mało kto wie, że Berlin jest bardzo zielony. Ponad 44 procent miasta stanowią szlaki wodne, lasy, rzeki i tereny zielone. W samym centrum znajduje się kilka dużych parków, w których można uprawiać sport, spotkać się z przyjaciółmi, urządzić piknik, zrelaksować się, popijając wino lub kawę.

Do Berlina najlepiej przyjechać na kilka dni, żeby zdążyć poczuć jego klimat. Oprócz zaliczania typowo turystycznych atrakcji, warto spędzić czas jak miejscowi: rano wybrać się na jeden z berlińskich weekendowych lub tygodniowych targów; kupić mozarellę di buffala produkowaną w Brandenburgii lub salsiccie i bekon od najlepszego producenta kiełbas w Berlinie; podziwiać zachód słońca na moście z widokiem na przejeżdżające pociągi czy spróbować street foodu z całego świata. Pyszne, niedrogie jedzenie, to jedna z tych rzeczy, za które kocham Berlin.

Kolejny punkt to tolerancja. To właśnie w 2016 roku w berlińskim kościele ewangelickim po raz pierwszy udzielono ślubu kościelnego parze tej samej płci. W Berlinie każdy może być taki, jaki chce. Tutaj nic nikogo nie zdziwi.

Wielokulturowość to kolejny atut mojego miasta. Moi przyjaciele pochodzą z różnych stron świata, dzięki nim poznaję inne kultury i ich zwyczaje. Uwielbiam wspólne spotkania i gotowanie z moja przyjaciółką z Tajlandii. To ona pierwszy raz zaprowadziła mnie do Thai Parku, miejsca, w którym spotykają się Tajowie, żeby wspólnie gotować. Przygotowane potrawy sprzedają odwiedzającym park. Fakt, że jeszcze kilka lat temu miało to bardziej kameralny wymiar i dużo bardziej mi się podobało.

Berlin to z pewnością miasto o nieograniczonych możliwościach. Mieszkam tutaj już siedem lat i jestem pewna, że jeszcze dużo mam do odkrycia. I chociaż przez pandemię i porę roku, Berlin wydaje się szary i brzydki, gdy tylko wyjdzie słońce i robi się cieplej, skwery zapełniają się, a pod Späti ludzie piją popołudniowe piwo, Berlin znowu zaczyna tętnić życiem i jest taki, jakim go lubię najbardziej.

Paulina Tylman

Instagram: @cookingandplaces /FB: www.facebook.com/cookingandplaces

*Cytat z tekstu piosenki Petera Foxa „Schwarz zu blau“

4.5 11 votes
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Janina
Janina
2 miesięcy temu

Zachęcający artykuł do zwiedzania tego miasta. Wspaniałe jest mieszkać w takim tolerancyjnym mieście