Mieszkam w Azji. Mieszkam w Azji, ale nie tej gdzie jada się sushi i pad thai, a koninę – w Azji Centralnej, która tak bardzo odbiega od tego, co najpierw przychodzi nam do głowy, kiedy słyszymy nazwę tej części świata.

Kuchnia azjatycka – może być bardzo podobna do polskiej!

Choć w Kirgistanie mieszkam już prawie dziewięć miesięcy, wciąż łapię się na tym, że zamawiając w Glovo, dziwię się, że w kategorii „azjatyckie” wyświetlają mi się szaszłyki. Za każdym razem potrzebuję kilku sekund, żeby przypomnieć sobie, że jestem w centrum tego kontynentu, a jego kuchnia to nie tylko to, co znam z Polski z restauracji chińskich, japońskich czy wietnamskich.

Kuchnia „krainy stanów”, czyli Kirgistanu, Uzbekistanu, Kazachstanu czy Tadżykistanu wbrew pozorom jest bardzo podobna do słowiańskich przyzwyczajeń. Jej bazą jest mięso – konina, baranina czy wołowina, w tradycyjnych daniach nie spotkamy wieprzowiny – jest to obszar muzułmański. Są to dania dość tłuste i ciężkostrawne, warzywa stanowią jedynie drobny dodatek. Jedynym, które jest tu niezwykle ważne, jest cebula – często podawana po prostu surowa, pokrojona w piórka jako sałatka, razem z mięsem. Jednym z najpopularniejszych dań w Kirgistanie jest kurdak – mięso smażone bądź duszone podane na ziemniakach z dużą ilością cebuli smażonej i surowej. Miejscowi na pewno przegryzą to lepioszką, czyli miejscowym chlebem. Kurdak spokojnie mógłby udawać danie kuchni polskiej, prawda? W lokalnej kuchni znajdziemy oczywiście ryż, chociażby w płowie (znanym również pod nazwą pilaw), ale również domowe mączne makarony.

Malownicze świątynie buddyjskie pełne ornamentów i figur smoków…

W tej części Azji próżno szukać budynków niczym z bajkowych pejzaży w “Kung Fu Pandzie”. Jest tak przede wszystkim dlatego, że główną religią na tych terenach jest islam. Nie oznacza to, że meczety nie mogą być piękne – wystarczy spojrzeć chociażby na takie uzbeckie miasta jak Samarkanda czy Buchara, które zapierają dech w piersiach, ale to jednak nie jest styl, który stereotypowo utożsamia się z Azją. Co więcej, spacerując po stolicach tego regionu, czasem mamy wrażenie, że jesteśmy na polskim blokowisku. Za to, że tak daleko od domu, możemy poczuć się „jak u siebie” możemy podziękować Związkowi Radzieckiemu, który swoimi socrealistycznymi budynkami równo obdzielał wszystkie swoje republiki i kraje z nim związane – niezależnie od ich położenia. Nie ma bajkowości, jest szara miejska rzeczywistość.

Upał, palmy i rajskie plaże

Nie bez powodu Azja nazywana jest kontynentem wielkich kontrastów geograficznych. Filipińskie czy tajlandzkie krajobrazy w niczym nie przypominają Azji Centralnej, a i tylko samym centrum kontynentu możemy podziwiać ogromny wachlarz umiejętności matki natury. Sam Kirgistan to kraj górski, góry stanowią 93% procent jego powierzchni. Dzięki temu możemy zobaczyć tu niezwykłe jeziora, takie jak chociażby Issyk-Kul – drugie na świecie pod względem wielkości jezioro wysokogórskie czy kaniony, podobne do tych, którymi szczyci się USA. Wystarczy pojechać do Uzbekistanu, aby rozkoszować oczy widokiem liczącej prawie 300 kilometrów kwadratowych pustyni Kyzył-Kum.

W Azji Centralnej ulicznym fast foodem nie są spring-rollsy czy sajgonki, a shoarma-kebab. Nie uświadczysz tutaj tuk-tuków czy taksówek motocyklowych, za to nie będzie cię za to dziwił widok ludzi przemieszczających się na koniu czy ośle wzdłuż stepu. Azja Centralna to nie jest Azja oczywista, ale Azja niezwykle interesująca.

Iga Strzałka

5 2 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze