Felietonysport

Dlaczego uzależniamy poczucie własnej wartości od naszej kariery zawodowej? Ostatnio zadaję sobie to pytanie regularnie, bo sama niejednokrotnie daję się złapać w tę pułapkę. Pułapkę narracji sukcesu

Pułapkę? Ale jak to? Dlaczego? Przecież to normalne, że większość życia ciężko pracujemy i widząc efekty naszych wysiłków, lepiej się ze sobą czujemy. Odczuwamy satysfakcję, dumę, czasem prestiż. Taka kolej życia. Moja bliska znajoma powiedziała mi ostatnio, że wszyscy podążamy tymi samymi ścieżkami. Tylko każdy z nas w innym tempie, więc jesteśmy po prostu na innym odcinku drogi. Spodobały mi się te słowa, jednak nie jestem pewna, czy mogę się z nimi zgodzić. 

Upraszczając sprawę – tak, zgoda, wszyscy mamy swoje osie czasu w tym samym świecie, w którym łączy nas więcej, niż dzieli. Jednak coś nie pozwala mi do końca przytaknąć, bo właśnie narracja sukcesu, która pierze nam umysły. Powoduje, że nasze ścieżki są do siebie podobne, ale niekoniecznie sami z siebie byśmy nimi podążali. 

Bo co jeśli nam nie wychodzi, pomimo katorżniczej pracy? Albo jeśli nasze otoczenie jest niesprzyjające, nie daje nam możliwości, podcina skrzydła? Co z osobami, dla których sukcesem jest życie w zgodzie ze sobą, a nie udana kariera? Takich historii znam wiele, po prostu zbyt mało się o nich mówi. 

Przede wszystkim jednak dlaczego pozwoliliśmy włożyć się w ramy, które twierdzą, że nasz sukces zawodowy decyduje o naszej wartości jako człowieka?

Zrozumienie tego, że praca, którą wykonuję, to nie ja, a tylko jakiś element, który może mnie uzupełniać jako osobę, ale wcale nie musi, otworzyło mi oczy. Bo miałam je długi czas zamknięte i przy każdym potknięciu na mojej wyboistej drodze zawodowej wątpiłam w siebie, w swoją inteligencję, umiejętności. W swoją wartość. 

Dzisiaj już wiem, że moja praca nie równa się mojemu “ja”. Nawet gdy działam i spełniam się zawodowo, łącząc pracę ze swoją pasją, to wciąż tylko część mnie, a nie całość. Moje życie to wiele małych cząsteczek. Składają się na nie praca i sukcesy. Ale podobnie jak nasze emocje nie są rzeczywistością, tak jak ręka czy noga to nie cały człowiek, tak praca, którą wykonujemy, nie definiuje nas jako człowieka. Staram się o tym pamiętać, gdy poniesie mnie ego i zachłystuję się swoimi osiągnięciami. I gdy upadam i moja ciężka praca zostaje wyrzucona do kosza. Jestem sobą, staram się znać swoją wartość i nie wpadać w pułapkę narracji sukcesu. Bo stabilna kariera może być sukcesem, ale wcale nie musi.  

Magda Kubiak

redefine.magda-kubiak.com

Z CZYM KOJARZĄ WAM SIĘ LATA 90.?

Z brakiem internetu, komórek, kilkoma kanałami w telewizji, którą i tak oglądało się rzadko, bo lepiej było biegać z przyjaciółmi po osiedlu, robić akrobacje na trzepaku albo skakać w gumę. 

Z nagrywaniem piosenek z radia na kasetę, zbieraniem naklejek z donaldów i oklejaniem ścian plakatami z Popcornu. Tak jak pewnie większość z was, mam mnóstwo cudownych wspomnień z tamtych czasów i nie zamieniłabym swojego dzieciństwa i lat szkolnych na żadne inne. 

Dorastanie kojarzy mi się z jeszcze jednym – z kultowym, wyczekiwanym przez cały rok szkolny Kalendarzem Szalonego Małolata. Listy czytelników, dowcipy, zdjęcia ówczesnych idoli nastolatków, fragmenty piosenek, cytaty, horoskopy i wiele innych rzeczy, pochłaniały moją nastoletnią duszę przez długie godziny. 

Kochałam go nad życie i którejś bezsennej nocy, kilkanaście lat po wydaniu ostatniego egzemplarza i tysiące kilometrów od miejsca, w którym powstawał, naszła mnie myśl, że chcę znowu poczuć ten dreszczyk emocji, trzymając w ręku wyjątkowy kalendarz. Tym razem według mojego projektu. Zupełnie inny, ale mający coś z tamtego cudownego klimatu.

Od tej bezsennej nocy minęło kilka lat, pierwotny pomysł zmienił się wiele razy, ale udało mi się po raz trzeci stworzyć kalendarz, który jest unikatowy. Jest taki, jak sobie wymarzyłam, a kiedy przeglądam jego kolejne strony, myślę sobie, że my – Polki, kobiety, matki, córki, siostry, przyjaciółki, żony i kochanki, współautorki Kalendarza Polki – jesteśmy fantastyczne. Inspirujące, mądre i szalone. Otwarte na świat, seksowne i piękne. Jestem dumna i szczęśliwa, że mogłam na tych 300 stronach pokazać nas od najróżniejszych stron. I może mój Kalendarz Polki nie jest tak kultowy i popularny jak KSM, może nie sprzedaję co roku dwóch milionów egzemplarzy, ale pierwszy krok w tym kierunku zrobiłam. 

Bądźcie gotowi na kolejne, ja jestem!

5 2 votes
Oceń artykuł
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze