MY POLKI

ZJAZD KLUBU POLKI – WRZESIEŃ 2016

W sobotę 10 września 2016 roku, w Saint Martin La Garenne (małej miejscowości pod Paryżem) odbył się największy jak dotychczas Zjazd Klubu Polki na Obczyźnie. Wzięło w nim udział 15 klubowiczek z różnych części Europy (przybyłych z mężami, dziećmi i psami) oraz nasz Rodzynek, który pofatygował się aż zza oceanu. Był to dzień pełen pozytywnych emocji, śmiechu i radości. Mamy dla Was kilka słów od tych, które uczestniczyły w tym niezwykłym zdarzeniu.

Ewa – Francja

Otworzyłam na oścież drzwi i okna. Wpuściłam do domu świeże wrześniowe powietrze. Wzięłam głęboki oddech, kiedy w bramie pojawiła się roześmiana gromada osób, których nigdy nie miałam sposobności poznać osobiście.
– Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba – pomyślałam, poprawiłam rąbek sukienki i włosy. Wiadomo, tylko raz ma się okazję wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. I nagle dom wypełnił się śmiechem, rozmowami, uściskami i szelestem mojego rodzinnego języka. Stanęłam z boku, żeby zrobić zdjęcie i poczułam się, jakby był to Zjazd rodzinny. Udało mi się dopasować twarze do historii, o których czytałam. Odstawiłam aparat i dałam ponieść się emocjom, które już dawno nie tuliły mojej polskiej duszy.

Karolina – Szwecja

Postanowienie wzięcia udziału u zjeździe francuskim podjęłam szybko, prawie z dnia na dzień bookując bilety. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać czy to oby dobry pomysł. Uczucie radości na spotkanie mieszało się z niepewnością. Czy będzie tak jak online, czy rozpoznamy się, czy przypadniemy sobie do gustu? Wszystko niepotrzebnie.

Od pierwszych chwil czułam że jestem wśród „swoich”. Znane twarze, nie koniecznie głosy i wzrosty (Asia!), to samo co w internecie poczucie humoru i sposób myślenia. Pomimo tego że nigdy wcześniej nie miałyśmy okazji się spotkać, czułam się swobodnie, klubowe siostry i jedyny w swoim rodzaju Rodzynku! Zazwyczaj kiedy spotyka się jakąś osobę pierwszy raz, wyczuwa się rezerwę. W tym wypadku było zupełnie inaczej. Łzy radości, wzruszenia, uściski. Kontynuacja codzienności. Z nikim innym poza najbliższą rodziną nie spędzam tak dużo czasu i to miało odzwierciedlenie podczas spotkania.

Siedzieli w trójkę, jeden Szwed i dwóch Francuzów. Trzech mężów swoich żon, polek. Klubowych Polek. Każdy inny a jednak w jakiś sposób do siebie podobni. Zgodnie stwierdzili że ich znajomość polskiego jest znikoma i każdy kolejny który zjawi się na tej imprezie, powinien potwierdzić tezę.
Wiking początkowo się wzbraniał, bo jak to tak do zupełnie obcych ludzi. Proces zaznajamiania z klubowym tematem i okolicznościami wdrażaliśmy powoli i ostrożnie. Zachowawczo rachował że ludzie w pewnym wieku mają zawsze o czym ze sobą rozmawiać. Dzisiaj uśmiecha się widząc raz po raz wpadające na komputer powiadomienia klubowe. Jest już po drugiej stronie barykady. I chwali, podziwia i trochę nadal nie może uwierzyć, że te internetowe profile to ludzie z krwi i kości, którzy w magiczny sposób sprawili, że był to jeden z najlepszych wieczorów towarzyskich ostatnich miesięcy.

Agnieszka – Francja

Wyjechaliśmy z Lyonu o świcie, przed nami było kilka godzin podroży autostradą. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, widziałam, że Ben czuł się nieswojo, wymyślił sobie, że na spotkaniu będą same pary, w których partnerzy Polek na Obczyźnie mówią biegle po polsku, a ja nie mogłam temu ani zaprzeczyć ani potwierdzić.

To naprawdę nietypowa sprawa, jechać pięć godzin na imprezę i spotkać się z ludźmi, których nie widziało się nigdy w życiu. Czy były to jednak nieznajome osoby ?

Widujemy się przecież codziennie w wirtualnym świecie, dzielimy nasze radości i smutki, przepisy i treningi, zdjęcia siebie, najbliższych, naszych domów i okolic, odwiedzamy swoje blogi. Czy to wiek (dla wszystkich ten sam, XXI), czy atmosfera Klubu? Spotkaliśmy się w świecie rzeczywistym – Rodzynek i piętnaście Kobiet, część w asyście dzieci, partnerów lub psów. Przyjechaliśmy z daleka, z Norwegii, Szwecji, Anglii, Teksasu, bliższej lub dalszej Francji.

Zastały nas wyrafinowane w swej prostocie dania, w ogrodzie piękne meble nieogrodowe, ale przede wszystkim uśmiechnięte twarze. Życzliwość, Otwarcie i Tolerancja.

Nasi Panowie znaleźli wspólny język i przyjemnie było patrzeć na nich, siedzących w cieniu drzewa i rozmawiających, właściwie to wciąż nie wiem o czym.

A my? Dobrze było zajrzeć sobie wzajemnie w oczy, nałożyć na blogowego nicka lub fejsbukowy profil ciało i duszę. Miałam wrażenie ze spotkałam po latach stare-dobre znajome.

Kiedy już wszyscy się zjechaliśmy, przedstawiliśmy, przywitaliśmy, zebraliśmy – zrobiliśmy coś, co świetnie przełamuje ostatnie lody – poszliśmy na spacer nad rzekę. Tym co jednoczy najbardziej było jednak… wspólne sprzątanie ☺

Odśpiewaliśmy urodzinowe piosenki w przeróżnych językach, Joasia, Nika, Renata i Ewa wręczyły nam pyszne prezenty i zasiedliśmy do stołu – prawdziwa uczta w niepowtarzalnym klimacie, przy świecach, uśmiechach i ciepłych słowach.

Szkoda, ach szkoda, że tak szybko czas zleciał. I wyjeżdżać tez nikomu się nie chciało. Kiedy znów znaleźliśmy się w samochodzie sami, zapadła cisza, ale już zupełnie inna. Co za ciepli i radośni ludzie, każdy z innej bajki, a wszyscy znaleźli wspólny język, powiedział po dłuższej chwili Ben. Tak, na wspomnienie tego weekendu czuję ciepełko wokół serca.

Dziękuję.

Sylwia – Francja

Wrześniowy zjazd klubu u państwa FLR? Na samo wspomnienie uśmiecham się i chcę tam być znów, w tym samym albo nawet bardziej licznym towarzystwie i na dłużej. Wspaniała sobota. Spotkanie przebiło jak dla mnie swoją atmosferą niejedno wesele i mówię poważnie. Pomimo tego, że wiele z nas nie widziało się przed tym spotkaniem to witałyśmy się i rozmawiałyśmy potem tak, jak byśmy znały się od lat. Był jeden minus – Za szybko minęło (! ). Mam nadzieję że powtórka będzie jeszcze nie jeden raz. Wspaniała kuchnia gospodyni , rozmowy do późnej nocy i naprawdę niczego więcej nam nie było trzeba.
Dziękuje wam wszystkim i każdej z osobna ❤

Alina – Anglia

Przebyć prawie 400 mil ze swoja rodziną po to, aby spotkać ludzi, których znało się tylko wirtualnie świadczy o tym, jaka siła drzemie w naszym Klubie. Spotkanie we Francji, w cudownym ogrodzie Ewy, pomysłodawczyni i gospodarza tego zjazdu, pozwoliło nie tylko poznać klubowiczki z ich rodzinami, lecz także naszego klubowego Rodzynka. Piękna, słoneczna pogoda, spacer nad brzegiem Sekwany, zabawy, toasty, dobre jedzenie, rozmowy przy świecach sprawiły, że wspomnienie tego wydarzenia będzie mi towarzyszyć jeszcze przez długi czas.

Nika – Francja

Kiedy w drugim roku istnienia Klubu Polki na Obczyźnie, gdy istniała już klubowa grupa na FB, wspomniałam gdzieś w żartach o zorganizowaniu zjazdu Klubowiczek, nie przyszło mi do głowy, że dojdzie w ogóle do takiego zjazdu. Trudno mi zgadywać, co skłoniło naszą Ewę do zaproszenia Klubowiczek (i Klubowicza) na garden party kilkadziesiąt kilometrów od Paryża, do małej miejscowości nad Sekwaną, gdzie mieszka ona z rodziną.

Nikt jednak chyba się nie spodziewał, że pomysł spotkania w połowie września spotka się z takim odzewem. Przynajmniej ja nie myślałam i spodziewałam się kilku najbliżej mieszkających osób.

Tymczasem im bliżej było terminu, tym więcej Klubowiczek zgłaszało swój udział. Nawet nasz Rodzynek, Piotr zdołał tak ustawić swe plany podróżne do Europy, by zahaczyć o Francję dokładnie w dniach zjazdu. Przyjechały dziewczyny z Malty, UK, Szwecji i Norwegii. No i oczywiście kilka lokalnych Klubowiczek z Francji.

Jakoś tak automatycznie zajęłam się stroną logistyczną przyjazdu tych, którzy jechali do Ewy z samego Paryża. Posprawdzaliśmy komu jak będzie najwygodniej, jakie są godziny pociągów i ceny biletów i ani się nie obejrzałam, gdy 10 września jechaliśmy grupką 7 osób regionalnym pociągiem w stronę Normandii. Jedna osoba się spóźniła (nie będę kablować kto ☺ ) i wsiadła do następnego pociągu.

Kilka osób przyjechało samochodami i gdy w końcu już wszyscy byli na miejscu, to nagle miałam wrażenie, że jestem na jakimś zjeździe rodzinnym. O każdym coś wiedziałam, ale osobiście znałam tylko kilka osób z poprzednich spotkań w mniejszym gronie w Paryżu. Każdy chciał z każdym pogadać. Pełno było podarków, śmiechów i nagrywania filmików obiecanych tym Klubowiczkom, które nie mogły tego dnia być z nami.

Najfajniej było patrzeć na klubowe potomstwo. Dzieciaki miały niekoniecznie wspólny język, a jednak bawiły się wspólnie i jakoś wcale im to nie przeszkadzało.

Mieliśmy też szalonego farta co do pogody, bo 10 września w północnej części Francji może być już zupełnie jesienny, tymczasem podczas naszego spotkania była po prostu letnia pogoda.

Nie zdołaliśmy się nagadać każdy z każdym, ale wspólne przygotowania do posiłku (powiedzmy, że drobna pomoc wobec ogromu przygotowań Ewy) i spacer nad pobliską Sekwanę, pozostaną chyba na długo w pamięci.

A kolejne zjazdy na 2017 rok już są planowane. Ma być Holandia, Polska i Malta. Nie wiemy jeszcze czy uda się je wszystkie zrealizować, ale sama myśl o nich uzmysławia mi, że udało nam się stworzyć wyjątkowe miejsce w sieci, gdzie wirtualne znajomości stopniowo przekształcają się w realne przyjaźnie. I za to Klubowi dziękuje serdecznie.

Nika (pisane 1/10/16 w marsylskim porcie) ”

Dorota – Szwecja

Decyzję o uczestnictwie w zjeździe podjęłam spontanicznie, Paryż i moje okrągłe urodziny. Cieszyłam się jak dziecko, ale nie przypuszczałam, że im bliżej, tym bardziej będą mną targać wątpliwości i to nie tylko typowo kobiecej natury: w co się ubrać? Martwiłam się jak ja, chyba najstarsza w klubie, będę się czuła pośród pięknych, młodych dziewczyn, których mogłabym być matką, ciotką, ba nawet babcią dla ich dzieci. Jakże niepotrzebne były moje obawy. Już od pierwszych sekund, od przywitania się, atmosfera była tak rodzinna, nacechowana taką serdecznością, że mogłaby posłużyć jako model familijnych spotkań. Niesamowite jak osoby, które spotkały się po raz pierwszy w realnym świecie, potrafiły emanować pozytywną energią i stworzyć tak silne więzi. Klub jest magią, teraz to wiem i codziennie dziękuję wszystkim siłom nadprzyrodzonym, że mogę być cząsteczką tej wspaniałej materii.

Magda (córka Doroty ze Szwecji)

O czym myślisz, kiedy słyszysz zwrot „Zjazd Klubu Polki na Obczyźnie”? Przede wszystkim o Polkach oczywiście! A zjechało się ich całkiem sporo. A jak „Polki” to i rodzina. I tak: dzieci, mężowie (świeżo poślubieni i ci z paroletnim stażem), narzeczeni. No tak, ktoś by powiedział: „Panie, tyle kobiet w jednym miejscu, na pewno jakaś draka była!” Otóż nic bardziej mylnego! Wszystkie przyjechały w jednym (pokojowym) celu: Poznać się. A oprócz tego: poplotkować, popichcić, powymieniać się doświadczeniami. Bo Polki takie właśnie są, że i na spacer pójdą i dziecko ochronią przed zdechłą myszą i się zbiorą do obrony, kiedy kuchnia zamienia się w plac boju! Także następnym razem nie wahaj się! Odłóż wszystko na bok i przyjeżdżaj! My, Polki mieszkające na obczyźnie przyjmiemy cię z otwartymi ramionami!

Dee – Walia

Na spotkanie dotarłam ostatnia. Przywitania, jakie mi zorganizowano nie powstydziłby się niejeden celebryta. Łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu. Bo oto powitała mnie grupa ludzi, której nigdy wcześniej nie spotkałam, poza kilkoma wyjątkami. Te parę godzin, które spędziłam wśród tych ludzi, rozmawiając, spacerując, śmiejąc się, jedząc mogę zaliczyć do najlepszych momentów w życiu. Nawet w momencie grozy, gdy wielka szafa próbowała przygnieść naszą Renatkę uczestnicy spotkania stanęli na wysokości zadania. Mogę przyznać z przysłowiową ręką na sercu, że nasz klub jest niepowtarzalny.

Karolina – Norwegia

Gdyby jeszcze pół roku temu ktoś powiedział mi, że już wkrótce będę zajadać pissaladière i zagryzać je świeżymi figami, a to wszystko w podparyskiej wsi z grupą fantastycznych ludzi z kilku miejsc na świecie, kazałybym mu mocno puknąć sie w głowę.

Ale jednak!

Zaledwie miesiąc temu miało miejsce jedno z najbardziej uroczych spotkań w jakich przyszło mi uczestniczyć. Naturalnie, pięknie i smacznie! Godziny rozmów, pogawędek i śmiechu połączone z najlepszymi smakami francuskiej kuchni. Zaaranżowane i cudnie przygotowane przez gospodarzy Ewę i Rona. Pomimo, ze wiele osób spotkało się po raz pierwszy atmosfera, wino i śmiech ułatwiły poznanie się i świetną zabawę do końca długiego wieczoru.

 

Share: