Za zasłoną

Za zasłoną

Przejeżdżając przez jedno z miast na południu Anglii, Ślubny stwierdził, że chce odwiedzić przyjaciela.

Nie znałam ani kolegi, ani jego żony. Jako że kobiety spędzają czas osobno, a w tym środowisku przestrzega się tego wręcz z czułością, siedziałam za zasłoną, która zamiast drzwi oddzielała dwa pokoje, oczekując gospodyni. Nie czułam się z tego powodu gorsza, wyprzedzam domysły, bo jak się zaraz dowiecie, zupełnie nie o to tu chodzi.

Kiedy podniosła swoją purdah, kawałek materiału zakrywający twarz poniżej oczu, obraz jej osoby, jaki powstał w mojej głowie na podstawie jej ciepłego, spokojnego głosu, dopełnił przepiękny profil. Miała duże orzechowe oczy, delikatnie zaokrąglony koniec nosa, policzki obsypane bliznami jakby po ospie i ten nieziemsko sympatyczny uśmiech. Jej doskonałe maniery i elokwencja uosabiały moje wyobrażenie kobiety idealnej. Promieniała, była szczęśliwą osobą, wyczuwam takie rzeczy nieomylnie. Przede mną siedziała wciąż młoda kobieta, żona i matka bliźniąt, która mogłaby być bohaterką mojej wiecznie piszącej się książki. Wychowana w Republice Południowej Afryki, pochodzenia hinduskiego, pełna ciepła i z nieprzeciętnym poczuciem humoru. Nie dziwiłam się jej, że się zakrywała, była zjawiskowa. Niemniej, żal mi, Drogi Czytelniku, że spotkawszy ją na ulicy, widziałbyś tylko oczy. Cały blask, delikatność i piękno skrywa za zasłoną, bo takie jest jedno ze znaczeń purdah, a światu pokazuje jedynie parę oczu, w ten sposób tworząc w naszej wyobraźni stereotyp biednej muzułmańskiej kobiety, zmuszonej do porzucenia wolności. Przynajmniej w europejskim tego słowa znaczeniu.

Purdah, nikab, burka…

Tak często mylone, mają jeden wspólny cel – ukrycia czegoś. Zawsze kontrowersyjne. Uważane za przejaw ortodoksyjności podchodzącej pod ekstremizm. Nielubiane przez europejskie poczucie nagiej wolności. Pamiętam, jak sama krytykowałam kobiety, które pokazują światu jedynie oczy. Ja też uważałam, że to o jeden krok za daleko, że się nie asymilują, uniemożliwiają swoim ubiorem swobodę rozmowy, trochę mnie przerażały. Przez jakiś czas twierdziłam, że to przesada, nawet wtedy, kiedy sama zaczęłam zakrywać włosy i ciało zakładając abaję i chusty. Żartowałam, że jak mnie taka kobieta potrąci, to w życiu jej nie odnajdę. Podobnie jak pozostali przeciwnicy nikabu nie rozumiałam całej idei zakrywania twarzy. Również przypuszczałam, że to nakaz surowych mężów. Wkrótce miało się to zmienić. Opowiemy wam dziś o tym, jak to jest być po drugiej stronie zasłony. Opowiemy – ja i bohaterki tej historii, pisanej przez życie w setkach tysięcy domostw zamieszkanych przez kobiety, które wybierają zakrywanie twarzy jako rodzaj poświęcenia w ramach praktykowanie swojej religii.*

Na początku zakładałam purdah jedynie wtedy, kiedy nie chciałam być rozpoznana. Będąc jedną z niewielu białych twarzy w społeczności muzułmańskiej, której byłam wtedy częścią, chciałam pozostać anonimową, uczęszczając na wykłady lub do przesady zaludnione bazary. Bawiło mnie to, że dokonywałam transakcji w języku Pasztunów, którym się nie posługuję, a którego znajomość sugerowały ludziom moje niebieskie oczy. Bo tylko tyle widzieli. Była to miła odmiana od natrętnych spojrzeń, już nawet nie mężczyzn, ale przede wszystkich kobiet, szczególnie tych starszych. Biała skóra jest dla większości krajów muzułmańskich symbolem piękna i powodem zazdrości. Gapią się, nie posiadając umiejętności dyskretnego przyglądania, co czasem drażni, z reguły zaś wprowadza w zakłopotanie. Gdzieś w trakcie moich okazyjnych romansów z purdah poznałam Khadidżę, moją przyjaciółkę. Po raz pierwszy zobaczyłam ją na zdjęciu – ujrzałam wtedy tylko jasnoniebieskie oczy i czarną plamę widniejącą obok jednego z jej synów. Po cholerę robić sobie zdjęcia w nikabie? – pomyślałam. W głębi duszy czułam, że i tak chcę ją poznać, choć nikab noszony na co dzień wydawał mi się wtedy pewnym rodzajem szaleństwa.

Najciekawszym odkryciem w świecie nindż, jak potocznie nazywa się zwolenniczki nikabu, był dla mnie szok, że pod tymi kontrowersyjnymi warstwami materiału kryją się naprawdę fajne babki.

Weźmy taką Khadidżę – odwaga, zadziorność, przebojowy charakter, ogromne serce, sporo szaleństwa i diabelna inteligencja. Uroda rzecz jasna też, a te włosy… Nie tego spodziewałam się po kobiecie, która miała być przerażona, bo mąż każe jej nosić to coś na twarzy. Nie miała wtedy męża, to dopiero był szok! Zdarzało mi się nosić purdah kiedy wychodziłyśmy razem, wszak dwie białe, niebieskookie twarze w hidżabach wywołałyby szum w całym mieście, a akurat o męską uwagę nie chodziło nam wcale. Swoją drogą, tak właśnie wychowuje się muzułmanki i muzułmanów w poważnie praktykujących, można rzec ortodoksyjnych domach – jak najmniejsze przywiązanie do Dunja, życia i spraw przyziemnych, za to w jak największym zapale do wypracowania sobie wstępu do Dżannah, Raju. Dlatego tak wielu kobietom zakładanie hidżabu czy nikabu przychodzi ze względną łatwością, są całym sercem przekonane, że tu są tylko na chwilę, więc warto poświęcić to i owo, na przykład opinię innych, na rzecz życia wiecznego.

Asiyah, dziennikarka, mama przeuroczej trójki dzieci, twierdzi, że nikab daje jej poczucie wolności. „To jest inna wolność, wolność decydowania o samej sobie tylko i wyłącznie przeze mnie, daje mi możliwość pokazania ludziom wokół mnie, że poza urodą, kolorem włosów czy skóry mam wiele innych, pozytywnych cech, to moja osobowość wychodzi na pierwszy plan. Chroni mnie też przed głupimi komentarzami mężczyzn, jakie zdarzały się w przeszłości, wolę usłyszeć, że mam ściągnąć tę szmatę, bo nie jestem w Arabii, niż że mam ładny tyłek. Faceci widząc zakrytą kobietę, nie mają odwagi na zachowania poniżające jej godność. Zauważyłam też, że to dzieci mają najbardziej pozytywne reakcje na nikab, uśmiechają się, zachowują normalnie, co powinno dać do myślenia dorosłym. Kocham nikab i nigdy nie zrezygnowałabym z niego z własnej woli.”

„Czasem dzieci, widząc mnie, wołają: Zobacz mamo, duch!,

wprowadzając swoje rodzicielki w zakłopotanie” – śmieje się Khadidża, studentka psychologii i pielęgniarka, mama zwariowanej czwórki. „Niesamowite jak dzieci postrzegają świat, widząc wszystko przez różowe okulary naiwności i czystego serca. Ten duch to ja, Khadidża, nikabi, nindża, jak zwał, tak zwał. Jestem Polką, muzułmanką i noszę nikab, zakrywam całe moje ciało łącznie z twarzą – tak zwany chodzący namiot. Ale dlaczego? – zapytała moja matka. Po co? – zapytało przypadkowe dziecko w McDonaldzie. Pewnie zastanawiasz się i ty? Odpowiedź jest prosta: bo kocham wolność i nadzieję na lepsze jutro, na wieczne szczęście w raju z Allahem, Bogiem. Wolność?! Ale jak to?! – zapytacie… Tak, wolność. Nie urodziłam się muzułmanką. Byłam katoliczką, wierzącą i praktykującą. Z normalnego, polskiego domu. Mogłam robić, co chciałam i ubierać, co chciałam, taka to była wiara i jej praktykowanie. I tak pójdziesz do piekła – wbijano mi latami do głowy. Religii mi nikt nie wybrał, nie narzucił, nie zmusił do chusty, do zakrywania twarzy. Byłam singielką, kiedy drżącym głosem powtarzałam szahadę… Czuję się szczególna i wyróżniona, że znalazłam Islam i mój spokój, który noszę dzięki niemu w sercu. Spokój który wypływa z nadziei, z miłosierdzia Allaha, z tego, że nigdy nie jest za późno, aby się naprawić. Nikab zaczęłam nosi po roku od przejścia na Islam. Zawsze wiedziałam, że to nastąpi. Wspaniałe uczucie wolności, własnego ja, bycia zauważonym, bo mam coś do powiedzenia, bo jestem inteligentna, a nie tylko fajną buźką z burzą platynowych włosów. Zbierało mi się już na wymioty od tych obleśnych spojrzeń i głupawych uwag. Nareszcie jestem sobą jako ninja, namiot i duch. Chodzę z podniesiona głową, dumna z tego, kim jestem. Moja droga do islamu i nikabu była długa i kręta. Wypełniło ją dużo bolesnych przeżyć i niepowodzeń, złamane serce i zrujnowane marzenia. Utrata tego, co wówczas uważałam za sens życia – rodziny, partnera, pieniędzy i luksusu. Dzięki Bogu jestem wolna od tych nonsensów i podążam nową drogą, obserwując was, moi kochani, zza nikabu.” – kończy, śmiejąc się.

Juwairah nie jest rewertką, pochodzi z Afganistanu.

Jest za to zdecydowanie najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałam. Z taką twarzą też bym nosiła purdah na co dzień – myślałam sobie. Mniejsza o facetów, ile to kobiet musi marzyć o tym, by wydrapać jej oczy! Jest bardzo sympatyczna, choć wciąż dziecinnie naiwna. Krytykowana za noszenie nikabu powiedziała mi, że czuje, iż tak powinna. Dyskusji nie było. To właśnie ona podsunęła mi instagramowy profil brytyjskiej vlogerki Umm Abdullah al Hasanat i moje wyobrażenie o kobietach z zakrytymi twarzami raz jeszcze wywróciła się do góry nogami. Nim sama zdecydowałam się na ten przesadny i ekstremistyczny krok, poznałam kilka innych nikabi, takich, których mężowie nie lubili nikabu i takich, które miały ich pełne wsparcie. Mój własny o mało nie zemdlał, po czym stwierdził, próbując być przekonującym, że ładnie wyglądam, z czego oboje śmialiśmy się do łez.

Za zasłoną oddycha się lekko, pod warunkiem dobrania odpowiedniego materiału.

Widzimy, dokąd  idziemy. Za zasłoną odrzucamy całą presję idealnego wyglądu czy modnego ubioru i jest nam z tym dobrze. Mamy do zaoferowania o wiele więcej niż piękne twarze, te zaś przeznaczone są dla naszych najbliższych. Czy to nie miłe, kiedy kobieta chce być atrakcyjna tylko i wyłącznie dla swojego męża? Z punktu widzenia Europejczyka dziwne; szlachetne i pożądane zaś w świecie muzułmańskim. Za zasłoną kryją się marzenia i aspiracje, zupełnie jak tam, gdzie wygląd nie stanowi żadnej tajemnicy. Jedyną różnicą jest podejście do świata, brak silnej potrzeby akceptacji społeczeństwa przełożonej na życie codzienne oraz to, że większość z nich, tu w Europie, zakrywa twarz, bo chce, bo tak właśnie czuje się wolna, bo wierzy, że naśladuje żony Proroka, że robi coś dobrego dla samych siebie.*

***

*Piszę o kobietach, które same decydują się na zakrywanie i to na nich skupia się wpis. Tym samym nie neguję, że są kobiety, które tego nie lubią, a noszą nikab pod presją rodziny czy społeczeństwa. Świat jest długi i szeroki i wszędzie są ludzie naginający pewne zasady pod własne widzimisię, nie rozumiejąc ich znaczenia. O ignorancji porozmawiamy innym razem. Dziś rozmawiamy o wolności, a te nie idą w parze. Ta sama purdah może być oznaką wolności dla kobiety, chcącej ją nosić, jak i oznaką opresji dla tej, od której się tego wymaga, bez względu na jej odczucia. Staram się przedstawić wam nikabi, które znam i lubię, szczęśliwe, pełne charyzmy, które same zdecydowały o tym czy i jak się zakryć. Przesyłając ciepłe pozdrowienia zza zasłon, mamy nadzieję, że nim nas ocenicie lub zechcecie obronić, spróbujecie nas poznać. I może nawet polubić.

O AUTORCE
Sadeemka

Sadeemka

AUTORKA TEKSTÓW

Ślązaczka z krwi i kości, na polskim paszporcie, z wyboru muzułmanka. Młoda matka, pedagog, wiecznie dokształcająca się studentka, blogerka. Chociaż...

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.