Wielkanoc w Żywcu i okolicach

Wielkanoc w Żywcu i okolicach

Przyśli my tu po śmiguście – mōndel jajek, nie załujcie ji kołòca podarujcie!*

Słów kilka o góralskich zwyczajach wielkanocnych w okolicach Żywca.

Nie od dziś wiadomo, że górale żywieccy to społeczność, która wszystko robi po swojemu. Posiada niepowtarzalne stroje ludowe, własne legendy o powstaniu Beskidów i duchach w nich mieszkających, liczne przyśpiewki, piosenki, bajki i porzekadła, nieznane w innych częściach Polski. Ba, górale mają nawet własny język, gwarę, której wbrew pozorom nie zrozumie mieszkaniec żadnego innego regionu! Lubiący wyróżniać się w tłumie górale, choć są w większości katolikami, mają także własne stare tradycje celebrowania Wielkanocy.

W Niedzielę Palmową, obchodzoną na pamiątkę przybycia Chrystusa do Jerozolimy, dzieci i dorośli w całej Polsce święcą palmy. Na Żywiecczyźnie występuje jednak pewna różnica w tej kwestii, ponieważ przyjęło się, że to chłopcy niosą do kościoła palmę, zaś dziewczęta tzw. bagniątko.

W słowniku dawnej polszczyzny czytamy, że bagniątko to pierwotnie gałązka wierzby, łozy z kosmatymi pączkami, czyli popularne bazie. Bagniątko niesione do święcenia przybiera formę bukietu złożonego m.in. z jałowca czy bukszpanu i bazi, ozdobionego kolorowymi wstążkami. Współcześnie wiele dzieci święci także palmy lub bagniątka z bibuły, rękodzieło wykonane przez ich mamy lub zakupione od twórców ludowych, tudzież osób prywatnych działających na przykład w lokalnym Kole Gospodyń Wiejskich. Od wielu lat w parafiach Żywca i okolic odbywa się również interesujący konkurs, skierowany do dzieci i młodzieży, na najwyższą lub najpiękniejszą palmę. Poświęconą palmą lub bagniątkiem głaskano w dawnych czasach zwierzęta hodowlane, co miało przynieść im zdrowie i płodność. Dziś, kiedy rolnictwo nie jest już zasadniczym źródłem utrzymania w regionie, te praktyki powoli zanikają. Wierzono również, że zjedzenie bazi z poświęconej palmy lub bagniątka pomagało w razie przeziębienia i bólu gardła.

Dziewczyna w wiejskim stroju góralskim z okolicy Żywca, z bagniątkiem ozdobionym kwiatami z bibuły.

Innym interesującym zwyczajem, który niestety nie jest już praktykowany, było tak zwane topienie Judòsa.

W Wielką Środę zbierano się na brzegu rzeki Soły we wsi Wieprz i wrzucano do wody podpaloną kukłę ze słomy – Judasza. Miała to być symboliczna kara dla zdrajcy Jezusa, który wydał go na śmierć krzyżową. Zwyczaj ten wykazuje podobieństwa do znanego w całej Polsce topienia Marzanny.

Niezwykle ciekawa tradycja, praktykowana w Wieki Piątek o poranku, spędzała i wciąż spędza sen z powiek wielu dzieciom. Rodzice bądź dziadkowie udają się skoro świt na pole lub do ogrodu i zbierają młode, cieniutkie i miękkie gałązki wierzby płaczącej. Tymi gałązkami delikatnie smagają śpiące dzieci, co podobno przynosi zdrowie i pomyślność na cały nadchodzący rok. Lekkie uderzenia mają przypominać najmłodszym o bólach, jakie znosił cierpiący na krzyżu Chrystus. Jako, że sama wielokrotnie padłam ofiarą tych praktyk wiem, że za kultywowanie opisanego wyżej obyczaju dzieci odpłacają dorosłym w Lany Poniedziałek, polewając zimną wodą śpiących, leżących jeszcze w pościeli rodziców i dziadków. Wierzy się również, że jeżeli w Wielki Piątek spadnie choć kropla deszczu, to wsiąknie do ziemi na siedem metrów i będzie zapowiedzią bardzo suchego lata, co będzie się wiązało się z małymi plonami. Jeśli zaś w ten dzień będzie mróz, to stare porzekadło mówi, że na kamiyniu łowies bydzie rōs, co z kolei oznacza wielki urodzaj.

W przeszłości istniało wiele technik zdobienia jajek praktykowanych w tym regionie,

przeważała jednak najprostsza metoda, polegająca na barwieniu, czyli kraszeniu jajek, stąd ich nazwa kraszanki. Naturalne barwniki można było uzyskać z następujących roślin: kolor brązowy z łupin cebuli, zielony z liści pokrzywy lub szpinaku, bordowy z buraków, fioletowy z kwiatów maku, a czarny z owoców czarnego bzu lub łupin orzecha włoskiego. Do każdego wywaru roślinnego dla utrwalenia barwy dodaje się łyżeczkę octu.

Żywiecczyzna to region, gdzie potrawy wielkanocne cechuje skromność i prostota. Dopóki obowiązuje nakazany przez kościół post, górale raczą się marynowanymi śledziami z cebulą, panierowaną rybą w occie, makowcem oraz łatwą i tanią wielkanocną babą, która w niczym nie przypomina skomplikowanego i kosztownego mazurka. W Dzień Zmartwychwstania na stołach goszczą domowe, wędzone kiełbasy, szynki oraz faszerowane pieczenie w towarzystwie chrzanu, jajek w sosie tatarskim oraz często małego, nadziewanego prosiaka. Jak widać kuchnia jest tutaj prosta i sycąca.

Poniedziałek Wielkanocny, czyli śmigus-dyngus to szczególny dzień dla każdej młodej dziewczyny.

Wiadomo bowiem wszem wobec, że koledzy z klasy, sąsiedzi, ale i całkowicie nieznajomi chłopcy tylko czekają na okazję, aby oblać niewinną pannę wiadrem wody. Oczywiście tylko i wyłącznie po to, aby tradycji stało się zadość, a dziewczyna pozostała zdrowa, piękna i powabna. Jeśli nie wierzycie, że polewanie się wiadrami wody naprawdę ma miejsce, zapraszam wszystkich wątpiących do żywieckich wsi oraz na przedmieścia. W przeszłości, zwłaszcza jeśli na Wielkanoc w górach wciąż leżał śnieg, zdarzało się, że niektóre młode dziewczyny, które nie były jeszcze zamężne, siedziały cały dzień zamknięte w domach, bojąc się niebezpiecznych dla zdrowia skutków przemoknięcia do suchej nitki. Inne zaś specjalnie wychodziły na zewnątrz, prowokując chłopców, tradycja mówi bowiem, że jeśli chłopak biega za dziewczyną z wiadrem pełnym zimnej wody, to najpewniej bardzo mu się podoba i ma zamiar się jej oświadczyć.

Jak wspomina Józef Karol Nowak, autor wielu książek związanych z kulturą Ziemi Żywieckiej, napisanych oryginalną gwarą, w dawnych czasach ludzie chodzili także po śmirgusie. Był to w sensie ogólnym odpowiednik kolędowania bożonarodzeniowego, kiedy odwiedzano się w domach z najlepszymi życzeniami wielkanocnymi i zbierano różne dary jak jajka, ciasto itp. Zwyczaj ten niestety dawno już zaginął i współcześnie nie jest spotykany. Jego krótki opis znany jest jedynie ze wspomnień najstarszych mieszkańców wsi podżywieckich.

Życzymy Wam spokojnych Świąt Wielkanocnych oraz smacznego jajka!

_____________________________________

*Pisownia oryginalna za: J.K. Nowak, Słownik gwary górali żywieckich, Wyd. Żywia, 2013, s.372.

O AUTORCE
Justyna Michniuk

Justyna Michniuk

Autorka tekstów

Dobra przyjaciółka powiedziała o niej kiedyś, że jest białoruską góralką z Mazur. Ten oksymoron najlepiej opisuje jej skomplikowaną osobowość i nieposkromiony charakterek, jaki odziedziczyła po przodkach. Uwielbia czytać, pisać oraz podróżować. Ceni sobie dobre jedzenie, obowiązkowo w towarzystwie kieliszka wina. Wierzy w miłość i przyjaźń. Bywa niepoprawną idealistką i romantyczką. Zawodowo pracuje w handlu zagranicznym oraz jako wolny autor. Główne pola jej zainteresowań to Serbowie Łużyccy (mniejszość narodowa w Niemczech i jednocześnie najmniejszy słowiański naród bez własnego państwa), folklor Żywiecczyzny oraz Malty oraz historia Żydów w Polsce i w krajach b. Jugosławii. Cały czas musi być czymś zajęta i nie ma w jej słowniku pojęcia NUDA. Gdyby mogła, chciałaby być w kilku miejscach jednocześnie. Jej największym niespełnionym marzeniem jest podróż koleją Transsyberyjską.

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.