… czyli argentyński klimat w powieści Sofii Caspari

Byłyśmy w Argentynie!

1 lipca br. miała miejsce polska premiera książki niemieckiej pisarki Sofii Casparii „W krainie kolibrów”. Część z nas, klubowiczek, miała szansę znaleźć się przez chwilę w Argentynie lat 60-tych i 70-tych XIX w., poznać jej krajobrazy, zapachy i smaki, a także realia tamtych czasów; czasów, w których przyszło żyć bohaterom sagi. Pustynie solne, Andy, Indianie, yerba mate – to tylko namiastka tego, co było ich codziennością, a naszą podróżą przez ponad 600 stron książki. Dzięki Wydawnictwu Otwarte dostałyśmy taką szansę nie tylko my, ale także Czytelnicy naszych blogów, dziś taką szansę macie także Wy.

Jest połowa XIX w. Wielka fala europejskiej emigracji. Wszystko zaczyna się na statku płynącym z Niemiec do Buenos Aires. Podczas wielomiesięcznej podróży nawiązuje się niezwykła przyjaźń trojga bohaterów – Anny, Victorii i Juliusa. Każde z nich zdecydowało się na życie w nowym świecie pozornie z innego powodu, ich losy jednak przeplatają się do samego końca – czy połączą się na dobre – to musicie sprawdzić sami.

„W krainie kolibrów” to powieść wielowątkowa, pełna zaskakujących zwrotów akcji. To opowieść o życiu w obcym kraju, którego realia okazują się bardziej brutalne, niż można było oczekiwać; o przyjaźni, która zostaje wystawiona na próbę; o miłości i namiętności, które muszą stawić czoła przeciwnościom losu i bezwględnym ludziom, którzy zdolni są nawet zabić… To wreszcie opowieść o tym, że warto walczyć o szczęście, nawet jeśli to walka z silniejszym przeciwnikiem.

1432800404_0P60z5Uwc87Y

Jeśli jeszcze macie wątpliwości, czy warto udać się do Argentyny wraz z bohaterami książki Sofii Caspari, odsyłam Was do pozostałych klubowiczek, które tę podróż odbyły: Maja / Niemcy, Magda / Francja, Ania / Holandia, Emilka / Australia, Joasia / Irlandia, Magda / Wielka Brytania, Edyta / Niemcy, Edyta / Norwegia, Marta / Francja, Agnieszka / Wielka Brytania.

>>Kup książkę<<

___________________________________________________________________

KONKURS!

Wraz z Wydawnictwem Otwarte przygotowaliśmy dla Was konkurs. Mamy dla Was 2 książki „W krainie kolibrów” – wystarczy w komentarzu napisać, co najbardziej chcielibyście zobaczyć w Argentynie. 2 najciekawsze odpowiedzi wygrywają. Czas do soboty, do godz. 15. (wysyłka tylko na terenie Polski).

1434978264_U9hABm06xoQo

Share:
  • Ewelina Wiśniewska

    Chcę zobaczyć Natalie Oreiro. Dla mnie to symbol gorącej i zmysłowej Argentyny.

  • Ewelina Wiśniewska

    Chcę zobaczyć Natalie Oreiro. Dla mnie to symbol gorącej i zmysłowej Argentyny.

    eve_ew@wp.pl

    Ewelina Anna Chojnacka

  • Pani poCZYTAlna

    W Argentynie z chęcią zobaczyłabym Wodospady Iguazu w Parku Narodowym Iguazu. Na zdjęciach zapierają dech w piersiach cudowny widok, który pewnie oglądany na żywo robi jeszcze większe wrażenie. Być może nawet większe niż wodospad Niagara. Marzenia się spełniają i mam nadzieję że kiedyś zobaczę te przepiękne wodospady, usłyszę szum lejącej wody…gdy zamykam oczy już tam jestem 🙂

    Kamila Wysocka

    panipoczytalna12@gmail.com

    http://pani-poczytalna.blogspot.com/

  • Na początku ujęła mnie okładka. Piękna, wiosenna! Potem zobaczyłam, że książka ma świetnie prowadzoną kampanię reklamową, co zawsze gdzieś śledzę przez studia 🙂 A teraz muszę chyba tę książkę przeczytać, skoro tak wiele się o niej mówi.
    Co chciałabym zobaczyć w Argentynie? Właśnie Argentynę, ale nie taką jaką znamy z filmów, czy książek – tylko prawdziwą, jej nieznane ulice, miejsca i zakątki, które nie zostały jeszcze odkryte przez podróżników. Chciałabym poznać jej nadzwyczajną atmosferę, zatańczyć na ulicy, bawić się do upadłego i poczuć niczym jeden z mieszkańców.

    Pozdrawiam,
    Gaba

  • Anna Dudkowiak

    W Argentynie chciałabym zobaczyć widok rozpościerający się z Aconcagui czyli najwyższego szczytu Andów. Niestety póki co brak mi na to funduszy oraz kondycji. Jednak nie zamierzam sobie tak po prostu odpuścić tego marzenia i będę uparcie dążyła do jego realizacji.

    annis16@op.pl
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Po cichu liczyłam, że niemiecka książka będzie dotyczyła Niemiec, gdyż z chęcią coś poczytałabym w tym klimacie. Coś polecasz? 🙂 Ale Argentyna z XiX wieku brzmi zachęcająco! Zaczełam sobie wyobrażać te zapachy i kostiumy 😛

  • Monika Gonczar

    Będąc w Argentynie chciałabym się znaleźć w Parku Narodowym Iguazu i przenieść się do krainy hipnotyzujących wodospadów. Ta niezwykła natura i żywioł zachwyca od pierwszego wejrzenia… ale żadne zdjęcie nie odda ich rzeczywistości i uroku. Przyroda Argentyny choć nieco dzika, jest piękna i ja chciałabym to piękno poczuć wszystkimi zmysłami 🙂

  • Dorota Wisniewska

    chetnie spotkalabym znajomych poznanych dzieki historii Niedzwiedzia Wojtka, to nasi polonusi nadal zyjacy nasza historia chociaz nie wszyscy mowia w naszym jezyku,. Bylaby to dla nas najwspanialsza okazja do poznania sie. Przy okazji wspolnie znalezlibysmy wiele ciekawostek do obejzenia ,chociaz nie wszystkie turystyczne .

  • Małgorzata Brachman

    Chciałabym zobaczyć na własne oczy dynamiczne i zmysłowe ocho,
    sentada, molinete, media luna. Spytacie co to takiego? To figury w tangu
    argentyńskim i dla niego mogłabym się udać prawie na koniec świata czyli do Buenos
    Aires. Tam w dzielnicy La Boca każdego wieczora tancerze przenoszą się w świat
    emocji, cudownej muzyki i harmonii, a każdy zwykły śmiertelnik może na moment znaleźć
    się w ich świecie. Nie jestem dobrą tancerką, ale mam nadzieję, że właśnie w
    Beunos odkryłabym w sobie tango ponieważ podobno jest ona w każdym z nas tylko
    trzeba je odkryć.
    malgorzata589@wp.pl

  • Tomasz

    Pare lat temu przeczytałem książkę Halika „180 000 kilometrów przygody” o jego wędrówce nie tyle przez Argentyne co
    prez całą Ameryke Połudnową, pomyślałem sobie wtedy, że skoro Jemu się udało to mi też się uda 🙂 zacząłem
    planować i nawet mam gdzieś trasę na mapie, którą wtedy rozrysowałem z miejscami „must see”, do wyprawy nigdy nie
    doszło bo życie weryfikuje brutalnie wszystkie plany ale Patagonia dalej śni mi się po nocach: lodowiec Perito
    Moreno, Ushuaia czy nieco dalej wodospad Iguazu no i Buenos Aires, którego Halik nie mógł widzieć w obecnym stanie:
    kolorowa La Boca, Galileo Galilei planetarium i Plaza de Mayo a wracając do Patagonii to już tylko parę kroków do
    ziemi ognistej i przylądka Horn (łezka się w oku kręci), marzenia są fajne bo choć tylko niektóre to czasem się
    spełniają 🙂 ciągle czekam ale wiem, że kiedyś obudzę się i to nie będzie sen, będę na lodowcu 🙂