Jeszcze w listopadzie wpadłam na pomysł, że w tym roku w Wigilię na naszym klubowym blogu pojawi się wpis Święta dookoła świata. Moje klubowe koleżanki ugościły mnie wirtualnie w swoich domach i napisały wspaniałe teksty o tym, jak wyglądają ich święta na całym świecie. Okazało się, że święta emigranta to tak obszerny temat, że nie da się streścić wszystkiego w kilku zdaniach. I tak powstał nasz świąteczny cykl, który ukazywał się przez cały grudzień na naszym klubowym blogu. Nie widzę potrzeby, żeby pisać jeszcze raz o tym, jak wyglądają świąteczne zwyczaje dookoła świata, ale postanowiłam wykorzystać zaproszenie do wigilijnego stołu…

Dzisiaj Wigilia Bożego Narodzenia. Dla Polaków (i Polek oczywiście) to dzień wyjątkowy. Od rana w wielu domach gotują się barszcze, zupy grzybowe albo rybne. W spiżarniach czekają już pierniki i makowce. Smażą się ryby, kroją sałatki warzywne. Przenikają się zapachy i smaki zarezerwowane tylko dla tego jednego dnia w roku. Wszystko to tworzy naszą polskość, naszą wyjątkowość. Coś, czego uczymy się od swoich rodziców, co przekazujemy swoim dzieciom. Coś, co przeżywając jako dzieci, będziemy pamiętać jako dorośli. I choć część z nas, z różnych powodów powie, że nie lubi świąt, nie może się wyprzeć tego pierwiastka wigilijnego, który jest gdzieś głęboko zakorzeniony w sercu, czy żołądku, każdego z nas. Również emigranta. To tradycja łamania się opłatkiem, wkładania sianka pod obrus, wypatrywania pierwszej gwiazdki, kosztowania dwunastu potraw (za moich czasów postnych), oczekiwania na podarki, wspólnego kolędowania i wyjścia na pasterkę. Część z tych tradycji właśnie dzisiaj będzie kultywowana na całym świecie. Wszędzie tam, gdzie jesteśmy my – Polacy.

Również na obczyźnie będą gotować barszcz, zupę grzybową czy rybną. W ich emigracyjnych domach też zapachnie kapustą i grzybami – często z polskich lasów, często zbieranych przez naszych najbliższych. Też przygotują puste miejsce przy stole i będą tłumaczyć dzieciom ten zwyczaj. Również podzielą się opłatkiem, nawet jeśli ten ucierpi podczas transportu w kopercie z życzeniami od naszych najbliższych. Ale w ich domach pojawią się też nowe tradycje, przyjęte od partnerów, ich rodzin, przyjaciół. Posmakują mince pie, panettone lub pandoro, Bûche de Noël czy mięso z renifera. Włożą łyżwy i pójdą na lodowisko z całą rodziną lub posłuchają świątecznego orędzia królowej. Bo to już ich nowy świat i nowa rzeczywistość, którą współtworzą i w której współistnieją.

Część pojedzie (lub też poleci) na święta do Polski. Będzie brała udział w tych wszystkich wymienionych obrzędach ze swoimi bliskimi – chcąc czy nie. Przy okazji odwiedzą dawno niewidzianych przyjaciół, znajomych, sąsiadów, rodzinę bliższą lub dalszą, dentystę i ginekologa, choć ci ostatni do rodziny niekoniecznie należeć muszą. Podładują akumulatory, posmakują polskich smakołyków i szczęśliwi, lub nie, wrócą do siebie, do swoich domów z zapasem grzybów suszonych, ogórków kiszonych i kiełbasy, jeśli pozwalają na to regulacje międzynarodowe.

Tego dnia Skype, whatsapp, messenger fejsbukowy i inne komunikatory będą się zacinać od przeciążenia, bo wszyscy będą próbować połączyć się ze swoimi bliskimi. Choć na chwilę, by złożyć życzenia, by mieć namiastkę ich obecności w swoich domach i swojej w ich. Będą się radować z przeżywania świąt, a jednak czegoś będzie im brakować. Zupełnie tak, jak przy układaniu puzzli. Możemy ułożyć układankę z tysiąca kawałków, ale pełnię szczęścia i satysfakcji czujemy dopiero, kiedy dokładamy ostatni brakujący element.

Wesołych Świąt, Polacy! Gdziekolwiek jesteście, dokądkolwiek podążacie.

 

Mariola/USA/Akcja Emigracja

 

Share: