Kiedy wyjeżdżałam w 2012 roku do Malezji, nie wiedziałam o tym kraju prawie nic. Kojarzyłam Wieże Petronas, bo oglądałam kiedyś film “Osaczeni” z Seanem Connerym, i główne sceny akcji działy się właśnie wysoko nad ziemią, na wieżach.

Robiąc rozpoznanie przed wyjazdem, trochę się denerwowałam, bo przecież jechałam sama, na rok, do azjatyckiego kraju muzułmańskiego. Ale po 9 miesiącach w Malezji tak się zachwyciłam tym krajem, że zdecydowałam zostać tu na dłużej, i właśnie stuknęło mi 5 lat pobytu w tym pięknym miejscu.

Oto kilka powodów, dla których na pewno musisz odwiedzić kiedyś Malezję i zobaczyć ją osobiście!

1. Tropikalne owoce

To jest dopiero raj! Czego tu nie ma: dziesiątki rodzajów mango, papaje wielkości małego dziecka, największy owoc na świecie – jackfruit, neonowo-różowe smocze owoce czy liczi. A to tylko początek! Jeśli lubisz słodkie i orzeźwiające smaki, to Malezja to miejsce dla ciebie!

2. Przeplatające się kultury

I tutaj muszę przyznać się do błędu, który popełniłam przyjeżając tu. Malezja to nie jest kraj muzułmański! To kraj w którym muzułmanie stanowią większość, ale społeczeństwo jest mieszanką różnych religii i kultur. Świętuje się tu święta buddyjskie, taoistyczne, hinduskie, chrześcijańskie… No i istnieje absolutna wolność w doborze wyznawanej religii i wolności jej wyznawania. Taka lekcja dla innych krajów chlubiących się polityką “multi-kulti”. Malezja pokazuje, że takie współistnienie jest możliwe!

3. Przyjemna pogoda

Kiedy piszę te słowa, za oknem jest 28 stopni i dość wilgotno, bo… leje jak z cebra! Właśnie kończy się w Malezji pora deszczowa, co oznacza tyle, że codziennie pada 1-2 razy po godzinie. Co jednak nie wpływa na temperaturę – przez cały rok jest tu 25-30 stopni. Zapomnij o ciepłych butach i kurtkach!

4. Relaksujący tryb życia

Co będę ukrywać – w Malezji żyje się wygodnie. Kraj ten nie został specjalnie zniszczony przez żadną wojnę, warunki atmosferyczne są sprzyjające. Malezyjczycy nigdy nie musieli więc specjalnie nic odbudowywać, przygotowywać się do srogiej zimy czy szykować zapasów (poza 2 wojną światową, ale to i tak nie na skalę np. europejskiej sytuacji). Nastawienie Malezyjczyków do życia jest więc spokojne, nie ma tu kultury oszczędzania, a bardziej spotkać można nastawienie na wygodę i przyjemności w życiu. Prowadzi to do takich nawyków, jak podjeżdżanie samochodem do sklepu oddalonego o 300m od domu czy typowe weekendowe spędzanie czasu w galeriach handlowych i tysiące Ringgitów (lokalna waluta) wydawanych na kawę czy ciastka każdego roku przez każdego obywatela. No i ten typowy azjatycki “gumowy czas” powodujący że żadne spotkanie nie zaczyna się na czas!

5. Kultura jedzenia

Do tego było mi się nieco trudno przystosować. Pochodząc z Polski, standardem jest, że przyjmuje się, że gotuje się posiłki w domu, a na miasto wychodzi na specjalne okazje. W Malezji te proporcje są całkowicie odwrócone. Gotuje się rzadko – bo cały wachlarz tanich dań dostępny jest na ulicy! Pracując w biurze, w przerwie na obiad wszyscy pracownicy wychodzą na obiad do pobliskich knajpek i kawiarni, może 10% ludzi przynosi własne jedzenie z domu.

A w weekendy? Popularne są “food trips” czyli wycieczki do malezyjskich miast słynnych z przeróżnych regionalnych dań. Wsiada się w samochód i w ciągu dnia nie zwiedza kompletnie NIC, ale za to robi się przystanki na 5-6 posiłków. Na początku mój polski żołądek miał problem z takim trybem życia, ale mam wrażenie że teraz już się rozciągnął i jestem w stanie dotrzymać tempa moim znajomym. Oczywiście, odbiło się to na mojej wadze, no ale cóż – coś za coś!

6. Open House

Polska tradycja zostawiania pustego nakrycia przy stole w Wigilię jest co prawda kontynuowana, ale ile tak naprawdę znacie osób które w ten szczególny dzień zaprosiłyby do domu zbłąkanego wędrowca?

W Malezji kultura otwartości i gościnności jest jeszcze żywa. W najważniejsze święta, jak Hari Raya (zakończenie Ramadanu) czy Chiński Nowy Rok, część Malezyjczyków gotuje tony jedzenia, przystraja dom i… otwiera szeroko bramę na cały dzień. W ten sposób sygnalizują, że drzwi są otwarte dla każdego – każdy nieznajomy może wejść, skosztować jedzenia, uciąć pogawędkę z gospodarzem i wyjść. Od tak! Sama zostałam już kilkakrotnie namówiona na tego typu okazję, bo koledzy z biura rozsyłali zawczasu emaila z zaproszeniem do całej formy. Do ponad 100 osób!

A jeśli ktoś woli świętować bardziej elegancko, to w święta swój dom udostępnia nawet… premier Malezji! Można tam na chwilę wpaść, wypić herbatkę i zjeść ciasteczko. No bo tradycja to tradycja!

To co, kiedy planujesz przyjechać? Zapraszam cię serdecznie, o każdej porze roku!

Zuza / Malezja / Zu in Asia

Share:
  • Jolanta Duszyńska

    Uwielbiam smocze owoce! Spodobała się mi ta tradycja goszczenia nieznajomych – fakt w Polsce jest ale jeszcze nie spotkałam się by ktoś niespodziewany kogoś odwiedził (no chyba, że była to niezapowiedziana wizyta rodziny). A co do wolności religijnej – to prawda w dzisiejszych czasach wielu państwom by się takie poglądy przydały.

  • toja2123

    Bardzo ciekawy wpis i przepiękne zdjęcia, dzięki za przybliżenie tego kompletnie mi obcego zakątku świata!!!

  • Zakochalam sie w Twoich zdjeciach!!! WOW!
    I chyba w opisie (tylko po opisie) tez! 😀

  • Jestem zakochana w tych zdjęciach i wszystkim co dotyczy Malezji! Mam nadzieje, ze uda mi się ja kiedyś odwiedzić 🙂

  • Pięknie zachęcasz do odwiedzenia Malezji. Od siebie dodam, że będąc tam na wakacjach zdecydowanie uznałam, że mogłabym tam zamieszkać. Bardzo przyjazny kraj. I to JEDZENIE. Jedzenie to chyba najlepsza część Malezji. Aż mnie kusi polecieć na 2-3 dni wolne, aby się NAŻREĆ 🙂

    • Tina Papajewski

      Ta sama myśl mi krążyła po głowie :):)

  • Przyjechałabym z chęcią. Te zdjęcia kuszą niesamowicie! To ja zapraszam na ochłodę do Szwecji…he, he…

  • Magda Mamit

    wiesz Twoj aopowieść jest taka pozytywna i pełna słońca. i słodyczy owoców. zaintrygowałąś mnie tymi food tripami – na bank by mi się spodobało 🙂

  • Podziwiam zdolność do mieszkania w tak odległym kulturowo kraju. Ja się do Szwajcarii nadal nie mogę przyzwyczaić, choć jodłowanie i góry zawsze były bliskie memu sercu.

    Naprawdę nie tęsknisz za porami roku?

  • Ależ ciepło opisałaś Malezję! NIe dziwie sie, ze zostalas tu już 5 lat 🙂

  • Pamiętam, że po raz pierwszy przeczytałam o Malezji w gazetce studenckiej. Chyba nazywała się “Eurostudent” a artykuł nosił tytuł “Kobiety z Malezji”. bardzo mnie zainteresował, że czytałam wielokrotnie. Choć tekst podkreślał, że kobiety są tam raczej uległe. Mimo, że pracują zawodowo i zarabiają to ostatnie słowo mężczyzna. Autorka pojechała tam w delegację prowadzić jakieś negocjacje z rządem. Jako kobieta na niekorzystną propozycje powiedziała “Nie” co wzbudziło szok u facetów. Ale miała łatwiej, bo była Europejką. Pisało tam o 3 narodowościach kobiet zamieszkujących Malezję: Malajki, Chinki i Hinduski oraz czym się zajmują i jakie są. Była też relacja z Ramadanu, na który akurat autorka trafiła. Może też ten tekst kojarzysz. Kto kojarzy, niech napisze. W każdym razie Malezja bardzo mnie zainteresowała, za klimat, różnorodność, wielokulturowość i podobno wiele możliwości. Fajnie, że wiele religii potrafi obok siebie egzystować. Chciałabym kiedyś tam pojechać.

  • Tina Papajewski

    To zdecydowanie kraj dla mnie :):)Te owoce wyglądają obłędnie!