Batumi

Batumi

Dzisiaj opowiem Wam o Batumi (gruz. ბათუმი) – najmniej gruzińskim z gruzińskich miast. Jeśli podążycie za pierwszym skojarzeniem brzmiącym zapewne „herbaciane pola Batumi”, to niestety muszę Was rozczarować – herbacianych pól w mojej opowieści nie będzie, bo i wokół Batumi jest ich dziś jak na lekarstwo, ale będą za to inne widoki- gorsze czy lepsze, ocenicie sami.

Położone na brzegu Morza Czarnego Batumi jest stolicą Autonomicznej Republiki Adżarii i od reszty Gruzji różni się wieloma rzeczami. Jest zdecydowanie zamożniejsze i bardziej różnorodne kulturowo (port, rurociąg ropy naftowej płynącej z Baku i lotnisko robią swoje), ma odrębne stroje ludowe, tańce, potrawy, a nawet profil religijny w dużo większym stopniu nacechowany islamem niż reszta silnie prawosławnego kraju. Ale tak naprawdę nie to najbardziej wyróżnia Batumi spośród wszystkich pozostałych gruzińskich miejscowości. O jego bijącej dziś po oczach odmienności zadecydowała tak naprawdę historia najnowsza, kiedy to kilka lat temu powstała koncepcja nazywana w skrócie „Batumi-nowa Barcelona”. Założenie jest proste- na brzegu Morza Czarnego ma wyrosnąć nowoczesny kurort kuszący bogatych Europejczyków ekskluzywnymi ofertami wypoczynku. I zaczęło się wielkie budowanie – byle wysoko, byle szybko. Ogromne hotele o fantazyjnych kształtach, repliki słynnych budynków, nowoczesna promenada z fontannami, park z egzotycznymi roślinami i ptakami, plażowe bary, wielki diabelski młyn, kolejka linowa na pobliskie wzgórze, futurystyczna „Wieża Alfabetu” z ogromnymi gruzińskimi literami, nieco bajkowy ratusz dekorowany złotem, delfinarium, plac w stylu włoskiego piazza… można tak wymieniać bez końca.

Równolegle do tego funkcjonuje „stare” Batumi z klasycznymi częściowo drewnianymi budynkami w gruzińskim stylu, podwórzami pełnymi schnącego prania, a także blokowiskami będącymi spadkiem po dawnym ZSRR. Tej części jednak już nikt nie remontuje i mało kto o nią nie dba, powoli zapada się w sobie, ale nadal stoi i nie daje o sobie zapomnieć, rozpaczliwie błagając o rękę gospodarza. A pomiędzy tymi dwoma skrajnościami powstają budynki tanie, niezbyt wyrafinowane, mające zapewnić miejsce do spania i jedzenia tłumnie napływającym turystom niskobudżetowym. Bo pomimo ambitnych planów Batumi nadal nie stało się turystyczną Mekką dla naprawdę bogatych – spotyka się tu głównie podróżujących studentów, sąsiadów z pobliskiej Turcji, Irańczyków i Ormian kompensujących sobie brak własnego morza. W sezonie miasto budzi się głównie wieczorem, gdy ożywają dyskoteki, plażowe puby i zakątki promenady podświetlone lampami we wszystkich kolorach tęczy. Poza sezonem miasto szarzeje, a atrakcje stoją puste, bo miejscowych nie stać na wizyty w lokalach z wyższej półki.

Mam ogromny sentyment do Batumi i spędziłam w nim wiele naprawdę miłych chwil. Nie udało mi się go jednak pokochać, bo przypomina dziwny sen szalonego architekta, który między stare domy powstawiał losowo wybrane stylem nowoczesne budowle. Mimo wszystko jednak chętnie do niego wracałam, zanurzając się w subtropikalnym klimacie i rzeczywistości z nieco innej bajki niż gruzińska codzienność. Kto wie, może Wy też kiedyś odwiedzicie to miasto?

O AUTORCE
Danuta Łazarczyk

Danuta Łazarczyk

AUTORKA TEKSTÓW

Autorka blogów kulturowo- podróżniczych.
A co poza tym?
Praca połączona z intensywnym odkrywaniem świata,
mąż, kot, języki obce, stale rosnąca kolekcja wydań "Małego Księcia".
Blogi: Gruzja okiem nieobiektywnym i Turcja okiem nieobiektywnym

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.