Sukcesy Polek inaczej

Sukcesy Polek inaczej

Pod moim artykułem o kobietach noszących nikab padł komentarz, że przejście na islam nie jest żadnym sukcesem i dopóki nie ratuję dzieci w Syrii, w dodatku będąc lekarką, to w ogóle nie powinnam się odzywać, bo nie jestem warta uwagi.

Pozwolę sobie mieć tupet jak taran i napisać, że się z tym nie zgadzam.

O ile dziwnym jest według mnie oceniać kogoś na podstawie artykułu, składającego się głównie z “cudzych” wypowiedzi i w oparciu o nie stwierdzić, czy jestem interesującą osobą, o tyle rozumiem realia Internetu i wiem, że nie wszystkim dogodzę. Chciałam dziś jednak porozmawiać o sukcesach, bo choć emigracja składa się z całej gamy doświadczeń, ego wykrzykuje, że wcale nie muszę być lekarką ratującą dzieci na wojnie, by odnieść sukces. Sukces bowiem wcale nie musi być spektakularny, może być mały, codzienny i dla każdego możliwy do osiągnięcia. Tym bardziej, że w życiu owych ofiar wojennych stanowiłam do niedawna ciekawy punkt odniesienia.

Choć nie uratowałam życia żadnego z syryjskich dzieci, dumnie wspominam, jak wkładałam całe serce, pomagając im odbudować poczucie bezpieczeństwa, psychikę i po raz kolejny odnaleźć wyrwane przez szpony wojny dzieciństwo. Moim zadaniem było pomóc im w nauce języka angielskiego i asymilacji w nowej rzeczywistości, zaś dzięki pasji, poświęceniu i byciu w głębi duszy zwariowanym dzieciakiem, co wpływało pozytywnie na moje kontakty z uczniami, udało mi się przyczynić do ich przemiany. W przeciągu kilku tygodni obserwowałam jak na smutne twarze przerażonych dzieci powraca uśmiech i radość w oczach, jak nawiązują przyjaźnie i jak odzyskują zwyczajną dziecięcą beztroskę. I choć ich oczy wypełniał smutek ilekroć wspominały któreś ze swoich wojennych przeżyć, w przeciągu tych kilku miesięcy, które było nam dane spędzić razem, nim rok szkolny dobiegł końca, widziałam dzieci, które zaczęły odnajdywać się w stabilnej rzeczywistości nowego życia. To, że mogłam i chciałam im w tym pomóc oraz to, że gdy przeniesiono mnie w ostatnim miesiącu na zastępstwo do innej grupy wiekowej, moi uczniowie pisali listy ze skargami do dyrektora, że chcą mnie z powrotem, kochają i tęsknią, jest i zawsze będzie dla mnie sukcesem. Choćby nie wiem kto zechciał go umniejszyć.

Sukcesem było też dla mnie zdobycie dyplomu, który sprawił, że mogłam podjąć tę pracę w pierwszej kolejności. I to, że w końcówce ciąży zrobiłam ten swój dyplomik w cztery miesiące, choć przewidywano na to półtora roku albo to, że w ogóle wróciłam do pracy i się w niej realizowałam. Kiedy po raz pierwszy postawiłam stopę na angielskiej ziemi, nie przypuszczałam, że wrócę do szkoły. Sukcesem był także fakt, że zostałam wolontariuszką roku w fundacji, która wspiera finansowo ofiary wojny, buduje darmowe szkoły i umożliwia kobietom edukację. Albo kilka drobnych sukcesów w internetowych akcjach walki z rasizmem. Już nawet pomijając karierę, sam proces emigracji był dla mnie osobistym sukcesem. Wyjechałam do Anglii z czterdziestoma funtami w kieszeni i choć oczywiście doświadczyłam wsparcia innych, przede wszystkim harowałam jak wół, odkąd skończyłam 18 lat. Zupełnie sama i ciężką pracą budowałam swoje nowe życie na emigracji, podczas gdy moi rówieśnicy oddawali się beztrosce codzienności uczniów technikum. Znam wielu, którzy wrócili, bo się na obczyźnie nie odnaleźli. Dziś jestem u siebie, a i to jest swojego rodzaju osiągnięciem, na które niestety trzeba pracować. To, że niczym matka-lwica od samego początku choroby mojego dziecka zupełnie sama walczyłam o wsparcie, pomoc i terapię, też nie powinno przejść niezauważone.

Być może nie będę niczyją bohaterką, nie napiszą o mnie na pierwszych stronach gazet ani nie zginę na terenach objętych krwawą wojną, ale osiągnęłam wszystko to, co sobie jak dotąd wymarzyłam, łącznie z realizacją mojej pasji do pisania. W moim osobistym postrzeganiu sukcesu, odniosłam takowy niejednokrotnie.

Podsumowując zatem, to, że zdecydowałam się pisać o islamie, nie oznacza, że nie mam do powiedzenia niczego innego. To, że nie zostałam gwiazdą, nie oznacza braku sukcesu ani porażki, a to, że za każdą silną kobietą stoi sztab innych kobiet, zamknę w jednym krótkim zdaniu: Dziękuję Ci mamo. Bez Twojego wsparcia i bezgranicznej tolerancji nie osiągnęłabym nawet połowy sukcesów ostatnich lat.

Sadeemka
nie tylko muzułmanka

O AUTORCE
Sadeemka

Sadeemka

AUTORKA TEKSTÓW

Ślązaczka z krwi i kości, na polskim paszporcie, z wyboru muzułmanka. Młoda matka, pedagog, wiecznie dokształcająca się studentka, blogerka. Chociaż zwą ją emigrantką, ona się z tą nazwą nie zgadza - mówi, że pochodzi znikąd i interesuje ją nieustanna podróż. Nie zagrzewa miejsca na dłużej, nie potrafi zostawać. Uzależniona od wywracania życia do góry nogami. Włada czterema językami (włączając śląski).
Blog: Hidżab Stories

Dodaj komentarz

Twój email nie będzie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.