CYKLESMAKI ŚWIATA

Smaki świata – Słowenia od kuchni

Slowenskie danie

Życie Słoweńców kręci się wokół jedzenia. Musi być kwalitetne, w ogromnej ilości, domowe, przygotowane z sercem i pasją, spożywane w towarzystwie rodziny i przyjaciół.

Wystarczy powiedzieć, że „zupki chińskie” w sklepach ukrywają się na najniższych półkach i nikt nie zwraca na nie uwagi. Większość Słoweńców nawet nie wie o ich istnieniu! Jak kraj długi i szeroki Słoweńcy kochają dobrze zjeść. Liczba tradycyjnych słoweńskich potraw jest oszałamiająca biorąc pod uwagę fakt, że mieszka tu zaledwie 2 mln ludzi. Ale te 2 miliony kochają wszystko co jest związane z jedzeniem!

Salatka

Każdy region kraju ma swoje „firmowe” potrawy, których różnorodność zachwyca. Jedynym wspólnym mianownikiem są składniki: świeże, pochodzące z regionu, w którym są używane do sporządzenia potraw, bardzo „podstawowe” jak np. cebula, biały ser, ziemniaki, zboża i kasze. Wszystkie tradycyjne potrawy charakteryzuje ta „chłopska” nuta, która sprawia, że smakują tak wielu osobom, przypominają im smak dzieciństwa. Tak, jak prawie każda wieś szczyci się swoim unikalnym dialektem, tak i przygotowaniem potraw. Tu coś dodadzą, tu udoskonalą i podczas podróży kulinarnych po Słowenii ciężko znaleźć dwie potrawy, które smakowały by dokładnie tak samo! Większość mam, żon i babć nadal ma swój kawałek ziemi, na której uprawiają warzywa, śmiem twierdzić, że „działka” to jeden z „must have”, przynajmniej w części kraju, w której mieszkam. Pierwsze pytanie, które zadawano mi po przeprowadzce na wieś brzmiało: „Kiedy założysz grządki?”

Ziemniaczki

Wracając jednak do różnorodności potraw…   Mamy tu joty i obary (czyli potrawy podobne do „strogonowa”, gęste zupy z mięsem, ziemniakami, warzywami, rzepą, kapustą… możliwości są ogromne!). Mamy pogače i gibanice (słodkie ciasta przygotowane m.in. z ciasta i białego sera, ogromnie różnią się od siebie ze względu na kraj przygotowania). Mamy potice z makiem, albo orzechami (wyglądające co do kropki jak nasz makowiec). Mamy kiełbasy (gotowane!), kaszanki , tradycyjne i białe, szynkę w tłuszczu przechowywaną w beczkach (šunka s tunko), pršut i morze, morze, oceany innych potraw! Gdybym chciała się pogłębić w ten temat mogłabym zapewne napisać pracę magisterską!

Różnorodność ta onieśmiela „zwykłego człowieka”, który jest w Słowenii „przypadkowo”. I mogłoby się wydawać, że na pytanie „A co się je u Was w domu podczas niedzielnego obiadu?” każdy Słoweniec odpowie inaczej. (Tak! Tradycja spożywania rodzinnego obiadu w niedzielę o 12. w południe jest nadal żywa!)

Nalesniki do rosolu

A jednak… zapytałam koleżanki rozsiane po całej Słowenii, co pojawia się na ich stole podczas niedzielnego obiadu… i wszystkie odpowiedziały podobnie!… rosół wołowy (ewentualnie grzybowa… to dwie zupy, które są w Słowenii pewnikiem podczas uroczystości maści wszelkiej… od chrztu do pogrzebu- rosół i/lub grzybowa!), zielona sałata (przygotowana z oliwą, albo olejem z pestek dyni i octem jabłkowym), uprzednio ugotowane ziemniaki, pokrojone na kawałki i prażone na patelni razem z cebulą (pražen krompir) oraz panierowany/ pieczony kurczak lub pieczeń. A potem jeszcze kawałek domowej roboty ciasta z owocami, albo pogača i wszyscy w rodzinie są zadowoleni!

Salatka

Powiem wam, że coś w tym jest… na każdej „imprezie” ktoś prędzej, czy później zapyta, kiedy będzie „Pohano” (czyli panierowane mięso). Możecie też zrobić tysiąc sałatek, ale żaden obiad nie będzie idealny bez zielonej sałaty. Tak już jest!

Kurczak

O ile przeciętny Słoweniec lubi i umie gotować, o tyle moja teściowa to prawdziwy „master chef”! Odnoszę wrażenie, że w rejonie, w którym mieszkam (Štajerska) jedzą ze dwa, albo i trzy razy więcej niż w pozostałych częściach kraju, ale to co dzieje się u nas w domu podczas rodzinnego obiadu przechodzi wszelkie pojęcie! Na początku oczy wychodziły mi na wierzch na widok stołu uginającego się pod ciężarem mięs, sałatek, sosów, ziemniaków i ryżu. Wystarczy powiedzieć, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy przytyłam 13 kilogramów! Obżerałam się do granic możliwości, a i teraz, po kilku latach, nadal muszę bardzo się pilnować, żeby nie najeść się „na zapas”. Bo u nas w domu nie istnieje coś takiego jak porcje. Tutaj panuje hedonistyczna zasada „czego dusza zapragnie”. Ma być mięso. Dużo mięsa. Ma być tłusto, bo bez tłuszczu nie ma smaku! No i kluczową rolę ma też doborowe towarzystwo- na obiedzie u teściów jest zazwyczaj całkiem spora gromadka ludzi (podczas większych „imprez” takich jak winobranie liczba ta dochodzi do 30, czasem 40! Przy czym teściowa wszystko gotuje sama, no… z naszą pomocą). Goście z Polski, którzy odwiedzają nas raz na jakis czas przyjeżdżają ze słowami: „Już nie mogę się doczekać, aż coś zjem”. Bo wiedzą, że kto jak to, ale teściowa potrafi! Tak już tutaj jest- mamy, mimo, że mają własne firmy, osiągają sukcesy, ciągle są „tradycyjnymi” mamami, potrafiącymi zrobić pieczeń i tysiąc innych pysznych dań. Ku nieskrywanej radości całej rodziny! Tylko martwi mnie trochę, jak poradzi sobie z tym kolejna generacja. Bo my przecież „przy garach” stać nie będziemy… A może jednak? Ktoś w końcu będzie musiał podtrzymywać tą piękną rodzinną tradycję!

DeserAutorka tekstu i zdjęć: Kasia/ Dizzy Ivy  z IN SLOVENIA

Share: